Wiedźma Wie

Przestań się rozwijać! Zacznij się zwijać!

medytacja miłości

medytacja miłości

medytacja miłości

Lubię o tym opowiadać, choć już dawno przestałam czuć jakąkolwiek dumę z tego powodu. Bo kiedyś czułam. I czasami ciągle myślę, że nadal powinnam czuć, choć podobno nie powinno się zastanawiać nad tym co się powinno, zwłaszcza w temacie uczyć. Bo uczucia są po to,żeby je czuć, nie po to, żeby o nich myśleć. A jednak mój świat czasami utkany jest z „podobno”.

Kiedy byłam małą dziewczynką miałam problem z pojęciem Boga. Babcia uczyła mnie jak się modlić, może nawet mama coś tam przebąkiwała, że „Bozia patrzy”. To wszystko było jeszcze ok., ale w zerówce zostałam koszmarem katechetki, zakonnicy,  która podjęła się niewdzięcznego zadania opowiedzenia mi o Jezusie. A mnie to nic nie pasowało i tylko zamęczałam ją pytaniami w stylu „A skąd się wziął Pan Bóg?”. Chrześcijaństwo ma swój urok, zwłaszcza w najbliższym mi wydaniu katolickim i obecnie to wśród wierzących znajduję najlepszych przyjaciół. Wiem, że jeśli zdarzy mi się poznać miłego, katolickiego młodzieńca, a później urodzić mu dzieci to te dzieci ochrzczę i będę wysyłała co niedzielę do Kościoła. Jednak dojście do takiej postawy zajęło mi sporo lat i jeszcze więcej doświadczeń. Czasami podążałam rozdrożami, czasami dochodziłam do ślepych zaułków lub do miejsc, gdzie mi się nie podobało. Pomińmy całą tę drogę, o tym jeszcze będzie. Kilka lat temu miałam wgląd we własną przyszłość, który powiedział mi, że stanę się kiedyś przewodnikiem dla ludzi z konkretnymi problemami. Otrząsnęłam się wtedy szybko, bo ani zupełnie nie czułam się do tego powołana, ani moje życie nie toczyło się w tym kierunku. Zepchnęłam wizję gdzieś na bok swojej codzienności i nic z nią nie robiłam, chociaż nigdy o niej nie zapomniałam. Jeszcze całkiem niedawno wciąż nic na to nie wskazywało. A teraz robię krok w tym kierunku,… chcę Was czegoś nauczyć. No, może to za wiejlie słowo, ale na pewno chcę Was zainspirować.

Zwiń się!

Rozwój osobisty, minimalizm i kreatywność to to, co jest teraz na topie. Wychodzimy ze strefy komfortu i walczymy o szczęście. Wiele osób się w tym odnajduje, jeszcze więcej męczy się próbując, bo wydaje im się, że to jest jedyna droga, że jeśli nie zmienią pracy, nie pojadą na stopa do Australii, nie zarobią miliona monet na kursach online, nie poznają stu nowych osób w miesiącu i nie nauczą się płynnie suahili, o przygotowywaniu witariańskiego sushi nie wspominając, to ich życie będzie… złe, niewłaściwe. Bez sensu. Też kiedyś próbowałam iść w tym kierunku, ale u mnie to nie zadziałało. To nie jest moja droga. Nie chcę białych mebli. A z tego co obserwuję dookoła, również nie jest to dla wielu z Was. Dlaczego nie działa? Bo nie tego potrzebujesz. Bo rozwój osobisty w popularnym znaczeniu jest rozwojem na zewnątrz, coraz bardziej w świat. Dla jednych to właściwe, dla innych nie tędy droga. Ja chcę pisać dla tych z Was, którzy nie potrzebują się rozwijać, a zwijać, do wewnątrz. Dla tych, którzy nie chcą nauczyć się kolejnego języka obcego, a zrozumieć w końcu swój własny, ten który od lat krzyczy wewnątrz nie dając się zagłuszyć.

Tak, wiem, piszę te słowa siedząc na Islandii i przyjechałam tu z plecakiem. Ale też sensem moich słów nie jest to, że masz nie podróżować, nie zarabiać i nie kupować białych mebli, ale to, żebyś robiła to tylko jeśli faktycznie to czujesz. Nie na siłę. Ja kocham podróżować, muszę podróżować, tak wewnętrznie z głębi serca muszę. Ale zupełnie ok jest tego nie robić. Dziś rozmawiałam trochę z „dziadkiem”, seniorem rodu, dla którego to rodu dziańczę dzieci. To siedemdziesięcioletni człowiek, który urodził się i całe życie mieszka na Islandii, nigdy nigdzie nie był za granicą. Zapytałam go, czy może kiedyś chciał pojechać i pomieszkać gdzieś indziej. A on mi na to, że nie, że wszystko to, czego nie ma w pobliżu a potrzeboweał zobaczyć już widział w telewizji. Pisane słowa nie oddają całego sensu, mimiki, tonu głosu, gestykulacji, wierzcie mi więc, że on to powiedział w serca. To nie były słowa naiwnego człowieka, a człowieka, który ma w życiu swoje właściwe miejsce. Dziadek wie, że wszystko, co go spotkało było dla niego do doświadczenia, a co go ominęło było nie dla niego. To jest szczęście.

Wszyscy jesteśmy inni i ten oklepany banał ma o wiele głębsze znaczenie, niż wielu się wydaje. Każdy z nas jest na innym szczeblu rozwoju i osobistego, w tym konkretnym życiu i duchowego. Ciągniemy za sobą różną karmę, mamy dusze nie tylko w różnym wieku, ale też różnego pochodzenia. Wchodzę już teraz w ezoterykę, bo tak, to tematy ezoteryczne mam zamiar tutaj poruszać. Ale!

To nie jest Ezo TV!

Ezoteryka ma w Polsce zły pijar, kojarzy się z oszustami wyłudzającymi pieniądze w zamian za mętne obietnice, nierzadko żerując na cierpieniu. Z sms’ami za 4,23 z VAT. Jestem tarocistką i wierzcie mi, gotuje się we mnie za każdym razem jak dostaję kretyński spam od „wróżek”. A później godziny spędzam na tłumaczeniu klientom, że to wszystko nie działa tak, jak ten spam obiecuje… Ale dalej, ezoteryka kojarzy się z sektami odbierającymi wolność i zmysły. Z przywoływaniem diabła. Z nawiedzonymi new age’rami rodem z USA, w zwiewnych szatach i przekonaniem o monopolu na prawdę. Aż w końcu z blogami nastolatków okraszonych obficie grafikami z czarnymi kotami, wiedźmami i pentagramami. Z anonimowymi forami o urynoterapii i reptilianach.

Tymczasem ezoteryka oznacza poszukiwanie prawdy wewnątrz nas, w świecie duszy nie materii i nie ma w tym nic złego, czy groźnego. A potrzebnego.

Zdolności zwane paranormalnymi drzemią w każdym z nas. Może machasz na to ręką sam nie traktując poważnie, ale miewasz prorocze sny, albo wyjątkowo silną intuicję? To jest właśnie to. Chcę, żebyście wiedziały jak jak można je wydobyć, oswoić i nauczyć się z nich korzystać, teraz, tutaj w świecie, który  Cię otacza. To jest element poznawania siebie, ale i świata, drugiego człowieka, z którym jesteśmy połączeni Bywa, że zbyt mocno skupiamy się na sobie, na swoich potrzebach, żądamy czegoś, bo nam się należy. Nie, nie należy się. Zasługujemy, ale w takim samym stopniu jak ludzie wokół nas.

Nie zrażajcie się. Nie proponuję Wam rysowania pentagramu na dywanie, pseudo-indiańskich rytuałów, oddychania na czas i latania na miotle. Co więc proponuję? Jedzenie cukierków, (albo kiełbasy). Zaprzestania odchudzania i prób rzucenia palenia. Czasowe oddanie się rozpaczy i czarnowidztwu. Płacz i palenie pachnących świec i kadzidełek. Naraz, na bogato, jak w buddyjskiej świątyni. A potem montowanie pudła na setkę kapeluszy, które można trzy dni przymierzać przeglądając się w lustrze obitym w ciężką, złoconą ramę. Pozorne marnowanie czasu oglądając głupiutkie filmiki i serdeczny śmiech. Realną równowagę. Radość życia, rozkosz chwili. Akceptację i zgodę zamiast zmiany.

Samo-tresura

Mam niepokojące wrażenie, że wiele z nas pomyliło rozwój, ba! życie całe z tresurą właśnie. Wszędzie zadania, listy, okropnie rozumiane przekraczanie strefy komfortu i poczucie beznadziei. Jestem w pewnej kobiecej grupie na FB, gdzie spora część postów sprwowadza się do samobiczowania autorek, że wszyscy wokół się rozwijają, a one najbardziej lubią robić „cośtam”. To cośtam, w ogóle cokolwiek, co lubimy przecież nigdy nie nam nie służy, to tylko strata czasu. Jedyne słuszne czynności to te, które sprawiają dyskomfort. No, bo ta strefa komfortu i jej przekraczanie. Zdradzę Wam „sekret”. Przekracza się strefę komfortu po to, żeby ją poszerzyć, przesunąć jej granice dalej i dalej, po to, by coraz szerzej czerpać z życia, cieszyć się z coraz większej ilości rzeczy, spraw, smaków, uczuć. Za tym idzie znajomość siebie, bo tą granicę zawsze przekraczamy w kierunku, który kusi, tam gdzie trwawa wydaje się bardziej zielona i po to, żeby zobaczyć, czy ona faktycznie tam taka jest, czy tylko się wydaje przez światło. I jeśli to drugie, można wrócić na pierwotną pozycję. 

Dlatego promuję „zwój”, a nie  „rozwój”, zaglądajcie do wewnątrz, do prawdziwej esencji siebie, która u każdego z nas będzie zupełnie inna, ale równie wspaniała. Róbcie to w sposób, który dyktuje Wam serce, a nie ten, który ktoś lub coś promuje.

Jak w haśle bloga, słuchaj swojej intuicji, Twojej wewnętrznej wiedźmy, która wszystko wie.

 

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

  • Właśnie przejrzałam Twój wpis i mnie olśniło z tą czerwienią!!! Faktycznie!!! W Europie zieleń jest to kolor wesoły, uspokajający itd. A tutaj wszystko jest czerwone. Nawet pagoda na moim zdjęciu profilowym! Odkryłam nową rzecz, dzięki 🙂 Pozdrawiam

    • To jeszcze podpowiem, że tej czerwieni jest jeszcze więcej od czasów rewolucji. Wcześniej kolorem Chin był również żółty – kolor cesarza.

  • Ja mam bardzo silną intuicję, nie wiem czy to dobrze czy źle. Często zdarza mi się jednak coś podświadomie przewidzieć, nawet nie wiem jak to do końca opisać. Jak coś się wydarzy, to ja mam takie odczucie, że wiedziałam, że taka myśl przemknęła mi przez głowę.

    Czekam na informacje o Tarocie, swego czasu bardzo się interesowałam 🙂

    • Zdecydowanie dobrze! Nie słyszeć głosu swojej intuicji to trochę jakby niedosłyszeć, czy niedowidzieć.

      A pisząc „interesowałam się” o Tarocie masz na myśli, że stawiałaś sama, czy też prosiłaś kogoś, aby to za Ciebie robił, czy było to bardziej „czytactwo”, znaczy się zupełnie teoretyczne zaciekawienie?

      • Znajoma mi postawiła tarota, a ja sama trochę czytałam. Ale naprawdę TROCHĘ 😛

  • Ojjeejj, super! Uwielbiam tematy związane z ezoteryką i tarotem. Doskonale to znam. Co do rozwoju osobistego, który jest poruszany na wielu blogach, powiem Ci, że przejadł mi się strasznie ten temat. Ileż można wysłuchiwać tych samych stwierdzeń? Póki co w blogosferze o rozwoju osobistym nikt nie powiedział nic nowego, a szkoda. Też uważam, że człowiek powinien poznać samego siebie zanim pozna cały świat… Czekam z niecierpliwością na posty o tarocie.

    • Dzięki za słowa otuchy. Bo niby wiem, że ten temat ma wzięcie, a z drugiej strony ludzie rzadko się do takich zainteresowań i poszukiwań przyznają, często ukrywając się na anonimowych forach, a oficjalnie stukają się w czoło.
      Ciekawe, czy mnie się uda powiedzieć coś nowego <|:^D

  • Uwielbiam kiełbasę, krasnoludki i czerwony kolor;) Myślę, że to również dlatego czuje się u Ciebie tak dobrze. Sama ze sobą spieram się regularnie, czego chcę, czego potrzebuję. Staram się podchodzić do życia intuicyjnie, raz się zwijam a raz rozwijam:) I tam wciąż…

    • Tak mi pisz częściej. Jestem blogowo łasa na komplementy <|;^*
      A z podejściem do życia to zdaje się jesteśmy podobne.

  • KasiaGosposia

    Faktycznie – żeby się rozwijać, najpierw należy poznać samego siebie, swoje potrzeby i pragnienia, a następnie zasiąść do działania.

    • Odpowiem nie na temat, ale jak teraz zobaczyłam Twój komentarz to przypomniałam sobie, że przecież prosiłaś mnie o przepis na konfitury z pieprzem! Kompletnie zapomniałam. Poszukam go i wkleję Ci jutro <|;^*

  • Blogosferze nie zaszkodzi inne spojrzenie na świat, niż materialny personalizm. Eoteryka, tarot dotykają duchowej, głebokiego wewnątrza człowieka. Jedna z dróg duchowego rozwoju/ A bez rozwoju tej sfery trudno mówić o rozwoju człowieka. Nowe wrażenia, ludzie i miejsca to tylko puste fakty iwydarzenia, jeśli nie wnoszą nic do sfery rozwoju ducha.

  • Ciekawy punkt. Kiedyś nawet chciałam się nauczyć stawiać tarota, ale mi przeszło. Chociaż to bylo jeszcze w czasach kiedy do połączenia się z Internetem potrzebny był modem wydający dziwny dźwięk. Z checią poczytam o tych tematach, a przede wszystkim o innym podejściu do rozwoju osobistego.

  • Dla mnie cała ta sprawa z ezoteryką, tarotem, wróżbami brzmi dziwnie i tajemniczo. Z ciekawością będę śledziła kolejne Twoje posty, aby dowiedzieć się czegoś nowego.
    pozdrawiam 🙂

  • Nie ma czegoś takiego jak zdolności paranormalne, to wszystko jest zupełnie normalne, tylko że niepoznane. I niepopularne w naszym świecie.
    Ezoteryka faktycznie źle się mi kojarzy, wolę określenie duchowość:)
    I bardzo fajnie, że poruszyłaś taki temat 🙂

    • A mi się znowu duchowość inaczej kojarzy. Zboczenie zawodowe, dla mnie duchowość=religijność. Dlatego raczej nie będę raczej używać tego terminu. Ale to moje. Bo wszystkie terminy związane z „życiem niematerialnym” nie są konkretnie zdecydowane, ile osób, które się tym zajmują, tyle definicji.

      • Oj, duchowość i religijność wręcz często się wykluczają. Niestety :p
        Ale to prawda, że trudno tu o jakieś konkretne definicje i też nie ma co się spierać o nazewnictwo. Ważne żeby było wiadomo o co chodzi:)

  • Rozwój osobisty zaczyna się właśnie od poznania siebie – bo inaczej nie wiesz w którą stronę ten rozwój pokierować. Niestety termin ostatnio stracił bardzo na znaczeniu, tak jak coaching, bo wszyscy zaczęli się tym zajmować – i Ci co mają na ten temat wiedzę, i Ci, którzy niekoniecznie. Więc zwijanie się też będzie częścią rozwoju osobistego 🙂

  • Natalia

    Cykl zapowiada się bardzo interesująco, z niecierpliwością czekam na kolejne części 🙂 Jeśli chodzi o temat ezoteryki, to zawsze coś mnie ku niej ciągnęło, ale brak było… zapału? łatwego i „zaufanego” źródła informacji na ten temat? W każdym razie rozwój osobisty to sfera, którą – jak czuję od dłuższego już czasu – muszę się zająć 🙂

    • Cykl z Tarotem startuje juz w tym tygodniu <|:^)

Close