Wiedźma Wie

Być sobą. To znaczy niby kim?

bycie sobą

bycie sobą

bycie sobaPodobno ostatni post był o byciu sobą. Podobno ja jestem jakąś specjalistką od bycia sobą. Podobno, bo tak właściwie to nie wiem. Od kiedy sięgam pamięcią rodzice twierdzili, że jestem ciągle nie taka jak powinnam, a w szkole śmiały się ze mnie inne dzieci. Historia jak większości z Was.bądż sobą5

U mnie było to tak:

I było to tak, że po sąsiedzku mieszkały takie trzy siostry, dwie z nich były lekko opóźnione, a trzecia bywała wredna. Znów podobno, bo ja tego nie pamiętam, zaczęło się od tego, że ich matka przyszła do mojej na skargę, bo biłam jej córki patykiem. Miałam wtedy jakieś 4 lata. Musiałam je przeprosić, a później już samo tak wyszło, że zawsze bawiłyśmy się razem. Wiecie dlaczego je lubiłam? Bo nigdy nie chciały, żebym była taka jak one. I nigdy nie chciały być jak ja. Ja też nie chciałam żadnej z tych rzeczy. Pełna swoboda i brak przymusu. (Chociaż przyznaję, czasami się rządziłam.)

Dalej na drodze była zerówka, gdzie mieliśmy takie ogromne klocki wielkości cegłówek. Niektóre miały z dołu kółka jak wrotki, inne domalowane oczy. Budowałam z nich roboty mojej wielkości. Codziennie od nowa i zawsze sama. Przez cały rok zerówki tylko raz próbowałam bawić się z innymi i pech chciał, że zepsułam wtedy plastikowy traktor. Dało się go łatwo naprawić, ale jak to się mówi „niesmak pozostał”. (Do dziś nie znoszę skarżypytów <|:^P) Wracając do klocków, to były takie klocki, że nawet lego się chowa. (Zrobię sobie kiedyś dziecko, żeby mieć usprawiedliwienie, żeby takie kupić i znów się nimi bawić <3).

Ach! I jeszcze ślaczki. Nasza pani zawsze rysowała nam obrazki do pokolorowania, których część stanowiły zaczęte ślaczki do dokończenia. I wiecie, one już były zaczęte na czarno te znaczki. To ja je też na czarno kończyłam i ani razu nie dałam się namówić, żeby używać do tego kolorowych mazaków „tak jak inne dzieci”.

Gdyby ktoś kazał mi rysować takie rzeczy teraz, to wiem, że też kończyłabym ślaczki tym kolorem, którym je zaczęto. Zmysł estetyki nie pozwala mi inaczej.

(Prawdopodobnie jestem najnudniejszą osobą na świecie jeśli spojrzeć na to od tej strony, że każdy kto znał moje upodobania już w zerówce zna je do teraz. Miewam kompleksy na tym punkcie. Serio.)

Po zerówce była szkoła. W szkole za moich czasów było modne wymienianie się karteczkami. (Nie miałam). Chodzenie w chodakach. (Rodzice nie chcieli mi kupić.) Jazda na łyżworolkach. (Bałam się.) I słuchanie Enrique Iglesiasa. (Nie lubiłam).

bądż sobą2I tutaj skończę, bo zarys takiego startu w życie społeczne mówi już wszystko co istotne. Ważne, że przed 7-letnią wtedy mną stanęło ważne pytanie: Dostosować się, czy odpuścić? Nie odpowiedziałam wtedy na nie, bo też sobie tego pytania nie uświadomiłam. Zrobiłam tak jak było łatwiej, czyli machnęłam ręką na szybko zmieniające się szkolne trendy. Jeśli zasmakuje się już w robieniu tego co się lubi i tego jak się lubi, to zwyczajnie nie da się przestać.

No i wychowywał mnie Michael Jackson, do spółki z moimi rodzicami i babcią oczywiście, jednak gdyby nie moja wielka miłość do tego artysty to byłabym dziś zupełnie innym człowiekiem. Ale to już mógłby być temat na osobny post.

Kilka lat temu spotkała mnie bardzo miła sytuacja, jedna z moich koleżanek z podstawówki, a później gimnazjum mi podziękowała. Tak, spotkałyśmy się zupełnie przypadkiem, umówiłyśmy na kawę, a podczas tej kawy ona powiedziała: „Dziękuję. Dziękuję, że pokazałaś mi, że nie trzeba być takim jak wszyscy, ale można być sobą”.

To zdecydowanie jedna z najcudowniejszych i najmilszych rzeczy jakie mi się przytrafiły. Bo tak, oczywiście, że w szkole się ze mnie śmiano. I wytykano palcami, bo byłam gruba.

bądź sobą 6

Więc o co chodzi z tym byciem sobą?

Teraz bycie sobą jest modne. Tak, modne. Jestem świadoma tego co piszę. Wróćmy jeszcze raz do w przeszłość, jeśli mój czytelniku/ czytelniczko urodziłeś się między ’85, a ’95 rokiem to pewnie masz wspomnienia podobne do moich. Kiedy miałe/aś 15 lat to nikt Cię nie rozumiał, prawda? Nie chciałeś robić tego co wszyscy i tego co Ci kazywali (ci wstrętni dorośli). Po raz pierwszy naprawdę chciałeś być sobą i pokazać światu co Ci w duszy gra… Zapuściłe/aś wtedy włosy, ubierałe/aś się na czarno, słuchałe/aś Dżem’u i nosiłe/aś ciężkie glany.

Zupełnie jak wszyscy. Tak się wtedy było sobą.

Wchodząc na FB bardzo łatwo można się dowiedzieć jak obecnie należy być sobą. Trzeba mieć tatuaże, być weganinem, jeździć na rowerze i hejtować kościół katolicki. To są wymagania „bycia sobą” na Anno Domini 2014-16. A nie? (<|:^P) Właśnie taki obrazek wyłania się z mnogości sieciowych memów, od “Bądź sobą, bo wszyscy inny są już zajęci”, do “Janek jest mądry. Bądź jak Janek”.

bądż sobą4

No to jeszcze raz. O co chodzi z tym byciem sobą?

Humaniści po doktoratach są zgodni, żyjemy w świecie indywidualizmu. I tu są cztery kwestie:

1. Indywidualizm nie leży w naszej naturze.


Ja nie się zawaham się powiedzieć, że indywidualizm jest sprzeczny z naturą i szkodliwy dla kondycji człowieka.
I dlatego też bardzo się cieszę, że już nie żyjemy w pełnym stanie natury i jakiejś “pierwotnej hordzie” używając freudowskiego wyrażenia, bo zapewne jeszcze pierwszego dnia zostałabym pożarta przez jakieś dzikie zwierzę. Nie sprawdzam się w grupie. Włosy stają mi na tyłku, kiedy mam być częścią “zgranego zespołu”. Nie znoszę gier zespołowych. Nawet w telewizji. Z przykrością wspominam Zieloną Szkołę w wieku lat 9. Raz w życiu pojechałam na kolonie i pomimo, że minęło od tego czasu już kilkanaście lat wciąż czuję wdzięczność, że rodzice dali się namówić, żeby mnie stamtąd zabrać w połowie. W innym razie do teraz wydałabym już miliony monet na specjalistów od głowy i tabletki na ładniejsze emocje. Ale wróćmy, bo ja tu znowu o sobie, a chodzi o ewolucję przecież. Ogrom czasu, kiedy cały nasz gatunek dostosowywał się do życia w społeczeństwie, do życia razem w bliskich więziach, po to, żeby przeżyć. Człowiek nie ma kłów ani pazurów. Wszyscy jesteśmy jak dresiarze, w pojedynkę czeka nas zguba. Wróć, byliśmy jak dresiarze, bo czasy się zmieniły, otoczenie się zmieniło, a naturę zastąpiła kultura. I to już nie tylko to, że istnieje więcej niż jeden znany i skuteczny sposób upolowania obiadu. Posunęliśmy się tak daleko, że bez polowania mamy nieskończoną możliwość wyboru produktów żywnościowych, sposobów ich przyżądzenia, a następnie zjedzenia.

2. Podziwiamy indywidualistów.

W zamierzchłych czasach, kiedy jesteś z nami = jesteś żywy, a jesteś sam = jesteś martwy, jedną z najdotkliwszych kar było wygnanie. Taka okrutniejsza forma zabicia, bo zamiast raz, a porządnie ukatrupić skazywało się biedaka na niepewność co, kiedy i jak go capnie. A może spadnie w przepaść? Ale czasami komuś takiemu udawało się przetrwać, być na tyle silnym i sprytnym, żeby przeżyć. I żyć w pojedynkę. Takiego kogoś nie można nie podziwiać. I nawet w XXI wieku mało kto jest odporny na romantyzm toposu samotnego wilka, kogoś na tyle silnego, by żyć poza społeczeństwem I mieć “w” co o nim się myśli.

W średniowieczu byli asceci, ludzie żyjący w jaskiniach, na słupach, na granicy życia i śmierci. Nie czarujmy się, nie każdy by tak potrafił.

W pozbawionym dramatu życiu poza grupą czai się siła i moc, której trudno nie pożądać.

3. Nie umiemy być indywidualistami.

Cierpimy na nadmiar możliwości, zbyt duży wybór opcji życiowych. Łatwiej jest wybierać, jeśli mamy zawężony wybór, np. wyjść za mąż i urodzić dzieci lub iść do klasztoru. Załóżmy, że naprawdę mamy wybór, zero przymusu, wtedy wybieramy po prostu to, co nam bardziej odpowiada.

Ale jeśli możemy wybrać co tylko chcemy? Co wtedy? Wtedy musimy wiedzieć czego chcemy. A z tym jest często jakoś trudno…

4. Indywidualizm nas niszczy.

Volant bardzo trafnie napisał niedawno, że to gdzie poznawać nowych ludzi to największy problem ludzi żyjących w milionowych miastach.

Naciskamy na indywidualność rozumianą jako inność, na nie bycie takimi samymi jak wszyscy. I trach, bo raz, gubimy w tym siebie, bo jeśli mam nie być taka jak mój ojciec, moja matka, ani Zosia, to jaka do cholery mam być? Ciągle pokutują w wielu z nas te wieki, kiedy ksiądz/ ojciec/ władca mówił co i jak jest właściwe. Wielu z nas chciałoby, aby ktoś im to mówił. A wszyscy chociaż czasami.

A jeśli ja nie wiem jaka mam być, to skąd mam wiedzieć, kto jest takli jak ja, żeby stworzyć z nim lub nią jakąś więź. Jesteśmy przyzwyczajeni żyć w grupach, społecznościach, rodzinach. Mało jest ludzi, którzy lubią być absolutnie w czymś osamotnieni.

To tutaj upatrywałabym źródła tego, że co jakiś czas bycie sobą przybiera inne mainstreamowe oblicza.

bądź sobą 3

Ale czy to znaczy, że jak jestem wytatuowaną weganką to nie jestem sobą?

Ależ nie. Znaczy, zależy od Ciebie i tego czy to naprawdę Ty, czy tylko to sobie wmawiasz.

W byciu sobą nie chodzi o inność. Zupełnie nie chodzi o inność. O inność chodzi w hipsterce, a to subkultura taka. Bycie hipsterem nie równa się byciu sobą. Hipster to hipster.

O co więc chodzi? Dla mnie o wolność, autentyczność i swobodę. O odpowiedzialność, ale nie w sensie karnym, tylko w sensie związku, poczucia tożsamości. O możliwość szczerego wypowiedzenia na głos: „Tak, to ja!” i „Tak, to moje!”. Bycie sobą to nie noszenie kratek kiedy modne są kropki. Bycie sobą to wiedza, czy wolimy kratkę, czy kropki i radosne zapełnianie szafy, kiedy nasz ulubiony wzór wypełni sieciówki. Ale też wewnętrzna zgoda na brak preferencji, pozwolenie sobie na wymianę szafy co sezon.

Bycie sobą to umiejętność przyznania „Lubię Justina Biebera” nawet jeśli wszyscy go aktualnie hejtują. Ale też umiejętność przyznania „lubię Florence”, nawet jeśli wszyscy jej teraz słuchają.

Bycie sobą to brak zakłamania.

Bycie sobą to znajomość własnych cech i natury.

Bycie sobą to zgoda na to co płynie z wewnątrz.

Bycie sobą to studiowanie prawa, kiedy ojciec prawnik nas na to namawia, a my właśnie tego chcemy.

Bycie sobą to nie robienie na złość. Ani innym. Ani sobie.

Bycie sobą to świadomość kierunku, w którym się poruszamy.

Bycie sobą to radosne tworzenie siebie właśnie. Bo nikt z nas nie jest dany raz na zawsze, zmieniamy się, ewoluujemy, projektujemy i re-projektujemy do końca życia.

bądź sobą 1

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

  • Jesteś niesamowicie inteligentną osobą, po przeczytaniu tego tekstu, mam ochotę zamienić się z Tobą na mózgi…Piękny temat, pięknie dajesz do myślenia. Ja w samotności fantazjuję, że ruszam zgrabnym tyłkiem po plaży, w samotności słucham czasami disco polo i robię dziwne miny. Czasami obawiam się, że ktoś mnie oceni, właśnie w ten sposób, że staram się kogoś naśladować, chcąc być inna i lepsza. Ja po prostu wsłuchałam się w siebie i nie wstydzę się być własnie taka. Uwielbiam Cię!

    • Cudownie! Wiesz, czasami mam takie myśli, że najtrudniej być autentycznym wtedy, kiedy akurat ten „nasz sposób” jest na topie. Żeby podać głupi przykład: ubierać się na żółto, kiedy akurat żółty jest w modzie i cała ulica tak wygląda. W takich chwilach można się załamać i biec do lumpeksu po jakieś beże i szarości. Ale tego też nie można potępiać.
      To co chciałam tym postem pokazać to to, że nie każdy „orginał” jest taki autentyczny, a nie każdy „szaraczek” zakłamany i zalękniony.

    • Justa- to klonujemy mózgi Krasnala bo to była również moja myśl 😉

  • Napiszę pewnie coś na przekór, ale ja zawsze chciałam być taka jak inni. Moja inność i samotność nie wywodziła się z powodu tego, że jak tak chciałam, że chciałam być indywidualistką. Życie mnie „pokarało” pewną ułomnością, a przez to na każdym kroku zmuszało do odsunięcia się w cień. Całą szkołę i studia chciała być taka jak inni. Może będąc „normalną”, byłbym indywidualistką na własne życzenie. A tak? Musiałam nią zostać, przymus świata. Nadal chciałabym być taka jak inni. Chciałabym wiedzieć, jak to jest być indywidualistką z wyboru.

    P.S. A może właśnie ta przeszłość i ciągłe życie w cieniu odciska swoje piętno braku wiary w blogowaniu.

    • Masz prawo i to nawet całkiem naturalne, ale jeśli mogę Ci coś poradzić, to pracę nad poczuciem własnej wartości. Bo tak naprawdę to nie jest tak, że wszyscy są X, a Ty jesteś Y, w rzeczywistości nie ma dwóch identycznych osób, lubiących i pochwalających to samo. A trendy i mody są zmienne, raz pasujesz, raz nie.

      Jak mawia mój profesor z filozofii „Wszyscy są nikim szczególnym”, to tylko konstrukt w Twoim umyśle, na podstawie którego wytwarzasz w sobie fikcyjne poczucie niższości <|:^*

    • Twoja siła tkwi w tym, że chciałabyś być taka jak inni, a nie jesteś. Wyróżniasz się własnie tym, że jesteś sobą;)

  • Ciekawy, alternatywny tekst. Ja bardzo doceniam społeczności i wydaje mi się, że to się nie kłóci z indywidualizmem. Bo społeczność im bardziej różnorodna, tym ciekawsza.

    • Ja też to doceniam, mało kto jest stworzony do samotności.

  • Cholernie mądry z Ciebie Krasnal! Bardzo ciekawy i trafny tekst! Powiem Ci że jesteś najbardziej „sobą” i jednocześnie „jakaś” ze znanych mi osób- i za to Cię bardzo szanuję.Mi na starość odwaliło i w końcu włączył się lekki wyjebizm i robię rzeczy które po prostu chce i lubie (rower, dziara, kawa, sarkazm,itp) i znacznie mniej przejmuje się jak odbierają mnie inni.
    Bycie sobą to trochę luksus na który nie wszyscy mają jaj się zdobyć.

  • Wiesz co? Otworzyłaś mi oczy. Ja zawsze miałam problem z rozumieniem tego całego „bądź sobą”. Odkąd jestem dorosła często się nad tym zastanawiałam i wielokrotnie próbowałam rozkminić, czy się dostosowuję, czy robię na złość, czy rzeczywiście jestem, jaka jestem. Moim zdaniem każdy z nas powinien sobie zrobić taką listę: lubię to/ nie lubię tego. Szczerze, tylko dla siebie taką listę stworzyć, nie po to, żeby podzielić się tym zaraz na facebooku. No i wtedy przestrzegać tego, niezależnie, jaka będzie aktualna moda 🙂 Wiesz, ja teraz mam taki cholernie trudny moment w życiu, w którym nie mogę być sobą, a raczej boję się trochę. Chodzi oczywiście o pracę, która narzuca mi pewne ramy. Trochę mnie to denerwuje, doskwiera mocno. Pamiętam, jak kiedyś bałam się być sobą na studiach, ale wreszcie się przełamałam. Wiesz, jaką miałam satysfakcję, kiedy powiedziałam przy studentach „wielkiej” literatury i wykładowcy tejże, że uwielbiam Harry’ego Pottera? XD Nie chodzi o to, że cieszyłam się, że jestem inna, ale z tego, że wreszcie ludzie mogli poznać prawdziwą mnie. Co się okazało, połowa studentów wychowała się na tej książce, ale bali się o tym mówić XD Jak byłam mała to mój tata zawsze powtarzał „trzeba zawsze być sobą”. A ja wtedy zastanawiałam się: „No kurde, przecież nie mogę być kimś innym, to jakieś bezsensowne powiedzonko”. Dzieci to jednak mają fajne myślenie.

    • Super! Gratulacje dla Ciebie!
      Tylko z tą listą bym uważała, bo przecież smaki i upodobania lubią się zmieniać i to zupełnie fajna rzecz. Ja sama się podejrzewam o to, że gdybym sobie spisała, że np. lubię tylko czekoladowe lody to nawet gdyby mi przestały smakować dalej bym je jadła, bo przecież mam napisane, że je lubię. Także ja bym była za tym, żeby nie tyle spisywać, co być z trendami na bieżąco, swoimi oczywiście <|:^*

      • Ja bym nie wchodziła w to wszystko aż tak szczegółowo. Owszem, napisałabym o smaku, który najbardziej lubię od wielu lat i nic tutaj się nie zmieni, ale to nie znaczy, że nie polubię innych chociażby tylko na chwilę 😉 Ja mówię tutaj o takich stałych rzeczach, które już lubimy od dawna. Ja np. lubię kokos i rodzynki odkąd pamiętam 🙂 Natomiast kiedyś lubiłam kolor niebieski, później czarny, teraz różowy, więc tak na dobrą sprawę nie ma takiego naj, naj koloru, który zawsze jest ze mną, natomiast kokos lubię zawsze i wszędzie i pod każdą postacią i to się nigdy nie zmieni XD co nie znaczy, że sezonowo nie lubię innych owoców.

        • A no widzisz, ja myślałam konkretnie pod siebie i już się znam na tyle, że gdybym sobie napisała, że np. lubię czekoladowe lody to pewnie jadłabym tylko je. Tak, mam odchyły w stronę nadgorliwości…

  • „Wszyscy jesteśmy jak dresiarze, w pojedynkę czeka nas zguba. ” Pękłam 🙂

    Ja zawsze uważałam, że z prądem rzeki płyną tylko zdechłe ryby, jak śpiewali chłopaki z Kabanosa. Nie chodzi o to, by od razu budzić w sobie zdolności przywódcze, ale generalnie nie działać na zasadzie „bo inne dzieci tak robią”. Świetnie to ujęłaś… a rysunki – przepyszne!

    • Dziękuję! <|:^*
      A metafora z dresiarzami wyrosła na mojej miłości do Jakuba Wędrowycza <|:^P

  • A mnie się najbardziej podoba „Bycie sobą to radosne tworzenie siebie właśnie. Bo nikt z nas nie jest dany raz na zawsze, zmieniamy się, ewoluujemy, projektujemy i re-projektujemy do końca życia.” Dla mnie to kwintesencja Twojego tekstu – bardzo dobrego, tak na marginesie 🙂 Zgadzam się z Tobą, że teraz „bycie sobą” stało się kolejną maską i pozą, którą ludzie próbują dzielnie przedstawiać na portalach społecznościowych, a tak w gruncie rzeczy nie do końca znają samych siebie i nie wiedzą co tak naprawdę znaczy „być sobą”.

    P.S. Zbierałam karteczki, miałam Tamagotchi ale za to nie przechodziłam fazy glanów – pewnie dlatego, że biegałam w chodakach 😉

    • Oj, to długo biegałaś w tych chodakach. Wiesz, czy teraz jeszcze można je gdzieś kupić poza sklepami medycznymi? Ja kocham buty na drewnie w ogóle, choć zwykle są to sandały na obcasie, a ten post przypomniał mi o istnieniu chodaków. Może warto byłoby spróbować, tylko nie wiem gdzie to teraz dorwać <|:^D

      • Mi też przypomniałaś o istnieniu chodaków (i o obitych przez nie kostkach), dlatego specjalnie dla Ciebie poszukałam ich w necie i moja droga możesz je kupić – np. w Zalando 😀 całkiem fikuśne wzory, na pewno znajdziesz coś dla siebie 😉

        • Super. Już tam biegnę przeglądać. Pogoda coraz bardziej wiosenna, to będą pasować. Dzięki Ci wielkie <|:^*

        • Ekspresowo przejrzałam Zalando i nic mnie tam nie zachwyciła, za to ceny lekko powaliło. Znalazłam za to stronę chodaki.pl z mnóstwem wzorów, kolorów i wyborów.

          • Cenowo rzeczywiście przyszaleli a wzory też są dosyć specyficzne – mnie rozłożyły na łopatki chodaczane zwierzęce printy 😉 ale widzisz, kto szuka – ten znajduje i udało Ci się odkryć chodaki.pl 🙂

  • Nat

    Chyba to dostosowywanie się do otoczenia to taki zupełnie naturalny etap dorastania jest;) Ja też miałam fazę na rozpacz, że nie mam ubrań w myszkę miki, jak połowa mojej klasy. I wymieniałam się cholernymi karteczkami, bo inni tak robili. W którymś momencie po prostu zorientowałam się, że mi to bycie jak inni po prostu nie wychodzi. Ale byłam już naprawdę duża, gdy pojęłam, że to jest okej, że to jest mój atut. Masz rację, że całe życie projektujemy siebie. Zakładamy maski, przejmujemy coś, co podpatrzymy u innych i nam się spodobało. Ta cała kreacja jest w porządku, dopóki nie „kreujemy” siebie na kogoś, kogo zwyczajnie nie lubimy.

    • Nie byłabym pewna, czy każda kreacja to zakładanie masek, bo to wymaga założenia, że już rodzimy się jacyś konkretni. Ja myślę, że nie bardzo.
      Ale zgadzam się z Tobą w tym najważniejszym, żeby nie kreować się na kogoś, kogo się nie lubi. A czasami mi się wydaje, że to najpowszechniejszy sposób…

  • Ja bym powiedział, że to tekst właśnie o mnie. O takim niepokornym człowieku, który tylko samemu sobie chyba nigdy nie zrobił na złość. Mam własne zasady i obojętnie co by się nie działo i kogo bym nie spotkał, to one zostają. Więc jeśli ktoś mnie spotka na swojej drodze, to ma wybór: uszanować to jakim jestem, albo spadać na drzewo 🙂

    • I co się dzieje? Ludzie częściej szanują, czy spadają? <|:^)

      • Zależy o jakich ludziach mowa. Chociaż przecież z tymi fałszywymi się nie zadaję 🙂

  • Ja tam jestem indywidualistką 🙂 I oczywiście wysłuchuję rad innych, czasami nawet z nich korzystam, ale często – moje jest na wierzchu 🙂

  • Genialny tekst i bardzo prawdziwy. Ja zawsze byłam nieśmiała i ciężko nawiązywałam kontakty i to jakoś nie szło w parze z byciem jak inni. Z kolei mój facet od dziecka robił tylko co chce, jak chce i kiedy chce i zawsze był w centrum uwagi. Chłopaki z osiedla próbowali go nie raz pobić bo chodził z dżinsach a nie w dresie jak oni. No cóż, życie nastolatka.
    Btw. – strasznie podobają mi się grafiki, można je jakoś udostępnić?

    • Dziękuję <|:^*
      A grafikami się częstuj, albo stąd, albo z krasnoludkowego FB.

  • Zawsze byłam sobą i nigdy nie starałam się robić rzeczy, które jak się kiedyś mówiło były cool 😉 nie byłam na studniówce bo nie miałam ochoty, słuchałam muzyki klasycznej itd. Zawsze miałam jedną lub dwie dobre koleżanki w klasie i to na tyle. Z resztą utrzymywałam poprawne kontakty lub mniej poprawne 😉 Ale nikt się ze mnie nie śmiał itp., bo tak nie musi wcale być jak ktoś zdecyduje sie iść własna drogą.

  • Bardzo mądry i wnikliwy tekst. Dla mnie bycie sobie to życie w zgodzie z moimi wartościami i szczerość wobec siebie. To robienie tego, co ja uważam za słuszne, tego co ja chcę robić. Chociaż przyznam, że nieraz miałam momenty, kiedy to moje „bycie sobą” trochę mi przeszkadzało, kiedy nie dopasowywałam się do grupy i byłam przez to spychana gdzieś na bok. I czasem zazdrościłam tym, którzy potrafią się dopasować do większości. Chociaż dzisiaj, wiem, że gdybym się dopasowała, też nie czułabym się dobrze. Bycie sobą nie jest łatwe 🙂

  • Ty się śmiej, ale mnie jeszcze do dziś mierzi wszystko co jest aktualnie modne i jak widzę, że wszyscy coś robią/mają/chcą, to ja na opak, ja tego nie robię, nie mam, nie chcę. Zawsze tak miałam. Tylko z legginsami się przeprosiłam po kilku latach. Tak całą resztę skrupulatnie zlewam i zawsze jestem sobą. A wiesz czemu? Bo autentyczność przyciąga jak to napisała Anna Piwowarska 🙂

    • Nie śmieję się, tylko ostrzegam, żebyś nie przegapiła czegoś super dla siebie tylko dlatego, że inni też to będą lubić. Odbiorca masowy ma to do siebie, że wszystkim nudzi się szybciej niż jednostka <|:^)

  • W końcu udało mi się z pełną uwagą przeczytać ten tekst – a jest tak dobry, że nie zasłużył na to, by tylko rzucać na niego okiem. Swoją drogą zupełnie nie kumam, jak to jest, że czasem są osoby, indywidualiści na maxa, którzy mają zawsze cały wianuszek wyznawców, których punkt widzenia jest uważany za zajebisty i których każdy chce widzieć w każdej grupie, chociaż są zdrowo jebnięci i wszystko mają w de… a czasem są osoby typu ja, które wiecznie łażą same i są tylko częstowane dziwnymi spojrzeniami. Może powinnam zostać wytatuowaną weganką? w sumie i tak już prawie jestem:)

    • Sprawa energii, tak obstawiam. Ale jak to obsługiwać to sama bym chciała wiedzieć. Zresztą, może powoli coś mi się kmini, bo jestem świeżo po stawieniach. Ale co się z tego ostatecznie wyklaruje to jeszcze nie wiadomo.

  • O, pierwotna horda Freuda 😀

    Chyba nie jestem sobą. Nie mam tatuaży, mam tylko uczulenie na hennę, co skutecznie zniechęca. I uwielbiam mięso. Roweru jeszcze w tym roku nie wyciągnęłam z piwnicy. Dobrze, że chociaż hejtuję kościół. Przynajmniej tyle z bycia sobą.

    • Dobrze, że chociaż hejtujesz, bez tego zapewne Twoje życie byłoby nieprawdziwe i nic niewarte <|:^D

Close