Wiedźma Wie

ChinaTrip cz.6 – Zhu Hai 珠海 i Makao 澳门

chinatrip

Część 1 – Jadę!

Część 2 – Bamei. Spotkanie z Tybetem.

Część 3 – Kangding. Na granicy chińsko-tybetańskiego świata.

Część 4 – Ja w Tybecie, podsumowanie.

Część 5 – Chengdu i Leshan.

Część 6 – Właśnie czytasz <|:^)

Makao (8)

Makao to przedostatni przystanek mojej samotnej Wielkiej Chińskiej Podróży, zwanej zwyczajowo ChinaTripem. Makao to jest coś, Makao robi wrażenie, a tym, że tam byłam robię większy szpan niż Tybetem.
Pewnie chcecie wiedzieć, dlaczego odcinek 5 był 4 lipca, a Makao dopiero teraz. Co więcej, publicznie na FB obiecałam Wam je na wczoraj rano… A jest tak bo:

Makao w 5 słowach: ciasnota, drożyzna, bród, ubóstwo, ciasnota. Tak, z tą ciasnotą powtórzoną 2 razy. Makao to najbardziej zaludnione miejsce na ziemi. Na 30 kilometrach kwadratowych żyje tutaj pół miliona ludzi i to się czuje.

Ale może od początku.

Do Makao przyleciałam z Chengdu w niedzielę, 8 lutego 2015 roku. I od razu z stamtąd wyjechałam. Nocleg miałam w Zhu Hai, chińskim mieście graniczącym z Makao. To z powodu kosztów, z samym Makao dzieliły mnie 3 kilometry, a płaciłam 5 razy mniej za całkiem luksusowe warunki. O takie:

Makao (15)

Polski akcent na ścianie!

Makao (14)

Domowy hostel, czysty i przyjemny, z przyjemnym widokiem z balkonu. A w łazience wanna! No wanna! A na zewnątrz ciepło. Każdego dnia było około 20 stopni celsjusza.

W hostelu poznałam pewnego Mika, Amerykanina na emeryturze, który postanowił tą właśnie swoją emeryturę spędzić w Chinach i pomieszkiwał po hostelach, bo jak twierdził, tak jest taniej niż wynajmować mieszkanie. Taki Dziadek Na Walizkach. A opowiadam to dlatego, że kiedy przyjechałam poinformował mnie on, że ze dwa dni wcześniej wyjechali Rosjanie i się z nimi minęłam. Odpowiedziałam, że mnie tam nic po Rosjanach. Ale później podobną informacją podzielił się ze mną recepcjonista, który każdemu patrzy w paszport. W jego wersji ci Rosjanie to byli Niemcy <|:^)

Dlaczego nie… Makao

Ale jeszcze zanim do Zhu Hai dotarłam, zapłaciłam ładnie ponad 100 pataca za to, że podrzucił mnie z lotniska do granicy. Najdroższe nieporozumienie mojego życia. Do tej granicy były 3 km. Po przejściu granicy Makao/ Zhu Hai znów brałam taksówkę, na jeszcze 3 kilometry do hostelu. I za nią zapłaciłam 10 yuenów. A skoro 1 pataca warta jest z grubsza tyle co 1 yuan to wychodzi, że Macao jest 10 razy droższe niż Chiny. I to jest niestety prawda.
Co jest w Makao tanie? Cukiernie. I tak, przez 4 dni żywiłam się prawie wyłącznie ciastkami.

Makao (2)

Przejście graniczne Zhu Hai / Makao.

Sama kiedyś wyznawałam pogląd, że to gdzie jesteśmy nie ma takiego znaczenia, skoro wszędzie zabieramy siebie. Teraz uważam, że to zbytnie uproszczenie. Tak jak zbytnim uproszczeniem jest uważanie, że każdy człowiek zawsze i wszędzie jest naszym lustrem. To nie ma tak posto. I nie odbierając należnej prawdy powyższym stwierdzeniom miejsce to miejsce, a człowiek to człowiek.
Makao to piekło na ziemi. (Dramatyzuję.) Po przekraczaniu wieczorem granicy powrotnej do Chin miałam ochotę całować Chińską ziemię.

Zgubiliście się kiedyś na przejściach podziemnych w Warszawie? Jeśli tak to wyobraźcie sobie teraz, że te przejścia podziemne to przejścia nadziemne, wszystkie ulice są wąskie, jednokierunkowe, z dwóch stron obstawione wysokimi budynkami. Zamiast tramwajów jeżdżą autobusy, a ich trasa w stronę A nie pokrywa się z trasą w stronę B. Wszędzie ciżba ludzi, z której z trudem można wyłuskać kogoś mówiącego po chińsku o angielskim nie wspominając. Króluje kantoński.
Mantrowałam inwokacje do prostytutek. Naprawdę podziwiam ludzi, którzy mieszkają tam całe życie, to dopiero muszą być mistrzowie zen, bo ja bym zwariowała w takim otoczeniu. Poważnie mówię.

Makao (18)

Po prawej Zhu Hai, po lewej Makao.

Kontrast Zhu Hai i Makao jest przeogromny, a są to miejsca tak blisko siebie położone, że gdyby nie granica to mogłyby być tym samym miastem! Zhu Hai to senne nadmorskie miasteczko. Główną atrakcję stanowi tutaj 8 kilometrowa Droga Kochanków, czyli nadmorska promenada po prostu. I Pani Ryba, symbol miasta.

Makao (17)

Pomnik Pani Ryby nocą

Makao (13)

Ja na Drodze Kochanków

Makao (29)

I rybak na Drodze Kochanków

A atrakcje Makao to pic na wodę. Lepiej oglądać na zdjęciach. Najlepiej na tych reklamowych z Google, bo moje bezlitośnie pokazują grubą warstwę smogu unoszącą się nad miastem. I ścisk ludu.
I teraz Wam te zdjęcia pokażę:

Makao (5)

Symbol Makao, ruiny kościoła św. Pawła. Ruiny to za dużo powiedziane, to jedna ściana jest.

Makao (7)

Widok z „ruin” na stary rynek.

Makao (3) Makao (9) Makao (10)

A tu już "widok" ze sławnej Macau Tower.

A tu już „widok” ze sławnej Macau Tower.

Makao (12)

I nocą.

Może nie wiecie, ale Macau Tower to obecnie najwyższy punkt świata do skoków na bungee. Ale też najdroższy. Za zrobienie hop trzeba tam zapłacić około 1,5 tysiąca złotych.

Może nie wiecie, ale Macau Tower to obecnie najwyższy punkt świata do skoków na bungee. Ale też najdroższy. Za zrobienie hop trzeba tam zapłacić około 1,5 tysiąca złotych.

 

Makao (19)

Zdzieralnia turystów. Zabytkowa wioska rybacka.

Makao (20) Makao (21) Makao (22) Makao (23)

Ten park był akurat uroczy. Była tęcza...

Ten park był akurat uroczy. Była tęcza…

I taka słodka ośmiorniczka.

I taka słodka ośmiorniczka.

Rekordowo krótkie te moje wspomnienia, ale nieprzyjemnie mi się to miejsce wspomina. Choć obiecałam sobie, że wrócę tam kiedy dorobię się majątku liczonego w milionach dollarów i >tysiąc złotych polskich za 1 noc będzie dla mnie niską ceną. Zatrzymam się wtedy w ociekającym złotem Hotelu Galaxy i myślę, że wtedy wrócę z pobytu zachwycona.

Makao (28) Makao (27)

Aha, bo zawsze wszystkich to interesuje. Nie grałam w kasynie i nie korzystałam z usług pań do wynajęcia.

W Zhu Hai i Makao spędziłam 4 pełne dni, w piątek 13 lutego, z oczami zapuchniętymi od odsmogowego zapalenia spojówek wyleciałam do Szanghaju.

C.D.N.

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

  • Ta ośmiornica mnie pokonała. 🙂 Ale tak ogólnie to miejsce jakoś nie przyciąga aby je odwiedzić, po za parkiem, oczywiście.

    • Wielbiciele wielkich miast zazwyczaj wracają z Makao zachwyceni. Tylko ja jestem taka leśna pierdoła, że wolałam sama z krowami po pustkowiu się błąkać <|:^)

  • Kurde, na początku pomyślałam, że mają mgłę, a potem przypomniałam sobie że to mleko to smog. Nie przyciąga mnie to miejsce ale tylko ze względu na to, że nie lubię tłoku. W czerwcu przerażała mnie Jasna Góra, nijak nie dało się iść swobodnie, a ja się denerwuję wtedy. Ale mega kolorowo, zawrót głowy 🙂

  • Bardzo ale to bardzo zazdroszczę wyprawy 🙂

    • Nic, tylko sama się wybierz. Nie muszą być przecież Chiny, jest wiele innych ciekawych kierunków <|:^)

  • Uwielbiam czytać wszystko co piszesz:) Dosłownie wszystko….:) Nawet tarota łyknęłam:)

    • Paczaj, a tyle głosów, że Tarot najlepszy. Uff, jak dobrze, że potrafię wszystkim dogodzić <|:^D

  • Wspaniała podróż. Też bym tak chciała 🙂
    Piękne zdjęcia.

    • Dziękuję. A Ty się zbieraj i jedź, to wcale nie jest takie trudne jak się może wydawać <|:^*

  • Fascynująca podróż. Uwielbiam podróże i sporo ich odbyłam jakiś czas temu. Odkąd mam trójkę dzieci, ta pasja nieco przygasła, ale kontynuuję ją w innym stopniu i wymiarze 😉 Bardzo chciałabym zwiedzić Chiny, ale czuję, że do takiej podróży trzeba się dobrze przygotować, żeby wyciągnąć z niej jak najwięcej. Ten naród z jednej strony mnie fascynuje, z drugiej trochę przeraża. Chciałabym kiedyś poznać rodowitego Chińczyka i usłyszeć z jego ust prawdę o życiu tego narodu.

    • To tak jak ja. Bardzo chciałabym zwiedzić Chiny.
      Ale czy ten Chińczyk powiedziałby prawdę o ich życiu, to nie wiem 🙂

      • Nie wiem, ale chciałabym spróbować się dowiedzieć. Najlepiej od Chińczyka i Chinki. Myślę, że byłby to dwie różne relacja, dwa różne spojrzenia na życie.

        • Tego to jestem pewna, ze to dwa różne światy. Dlatego właśnie chciałabym ten drugi-chiński poznać 🙂

    • Jeśli się dobrze rozejrzysz to Chińczyka znajdziesz, oni coraz częściej do Polski przyjeżdżają. Ale już powiedzieć to oni Ci może najróżniejsze rzeczy. Patrz ilu Polaków i ile ich znań o Polsce mamy. A Chińczyków jeszcze więcej i Chiny jeszcze większe. I to przecież nie tak, że prawda jest jedna i obiektywna, prawdę każdy ma swoją w zależności jaki jest, skąd jest, jak go wychowano, w jakim regionie żyje, jak podchodzi do życia i ile ma pieniędzy.

      • Otóż to. Każdy człowiek to indywidualna jednostka.
        A każdy Chińczyk też. A ilu ich jest….?

        • Dużo. Oficjalnie jakieś półtora miliarda. A nieoficjalnie nie wiadomo. Nie można zapomnieć o milionach ludzi, którzy żyją, a oficjalnie nigdy się nie urodzili, bo rodzice nie zgłosili ich pojawienia się na świecie. Obywatele-widmo. To ta okrutna twarz Chin.

          • Masz rację. Bo przecież tam nie można rodzić dużo dzieci… Ale to już chyba teraz przeszłość?

          • Ciężko powiedzieć, przynajmniej mnie. Od kilkunastu lat polityka kontroli urodzeń coraz bardziej się rozluźniała. Od niedawna już wszyscy, (bo wcześniej trzeba było do tego spełniać określone warunki) zamiast 1go dziecka mogą mieć dwa. Ale co będzie z tym dalej i jakie będą długofalowe konsekwencje tego kroku to się nasze wnuki przekonają <|:^)

          • Rozumiem. Z tym jednym dzieckiem. to słyszałam ale nie byłam pewna czy to się zmieniło.
            Ale jak tak popatrzeć, to tylu jest tych Chińczyków, ze wszędzie (w każdym kraju niemal) ich widać. A gdyby było ich mniej, to może byśmy ich wcale nie znali 🙂

          • Niekoniecznie w każdym kraju widać Chińczyków <|:^) Często utożsamiamy Azjata = Chińczyk, a przecież niekoniecznie. Wietnamczyków, Koreańczyków, Tajlandczyków, Malezjańczyków, mieszkańców Azji środkowej i zachodniej Rosji (np. Tuwa) też nie brakuje, a niemal każdego z nich można wziąć za Chińczyka <|:^)

          • Teraz chyba oficjalnie dwójka. Albo jest dopiero w planach, w każdym razie już zapowiadają.

      • Oczywiście, że tak. Ale mnie interesowałoby to co dzieje się tam, na miejscu (nie chcę relacji Chińczyka, która emigrował), jak wygląda ich życie, jakie mają problemy, troski i radości, ot takie codzienne życie. Chciałabym zobaczyć je na żywo. To mnie fascynuje.

        • Ja nie miałam na myśli emigranta, tylko podróżnika <|:^)

  • Ależ te zdjęcia egzotyczne:) Też mi chodzi po głowie ostatnio daleka podróż. Nie do Makao akurat.
    I w takim hotelu drogim też bym nie chciała się zatrzymać:)
    Ale zobaczyć jakiś świat równoległy i odległy to bym chciała.

    • Mnie ciągnie nad ocean, względnie morze, byleby ciepła woda była, czysta i piasek biały wokoło. Bardzo, bardzo chcę.
      I do takiego hotelu też chcę, jeszcze nigdy nie byłam, a tam pewno w środku łazienki mają ogromne wanny z bąbelkami, sypialnie ogromne łóżka i w ogóle wszystko o czym może marzyć taki weteran akademików jak ja.

  • Maja Jusiak

    zazdroszczę !

  • Bardzo fajna relacja. Słyszałam właśnie, że z angielskim u nich kiepsko i dogadanie się może stanowić niezłe wyzwanie. Jakby nie było przynajmniej masz o czym opowiadać. 🙂

  • Świetna wyprawa! Marze, żeby się tam wybrać. Jak będę kiedyś jechać do Chin (a będę na pewno), to skorzystam na pewno z Twojego wpisu 🙂

  • Haha 😀 Najlepsze jest zdjęcie „starego rynku” kilka rozlatujących się kamieniczek i te wieżowce w tle, bezcenne!

    • Dokładnie. To śmieszne ale też tak samo smutne, jak oni tam żyją>
      Oj chciałabym tam być 🙂
      Muszę się bardziej skupić na tym wyjeździe.

  • A wiesz, że podobne sieci (które nota bene i tam nazywają „chińskimi”) są też w użyciu w Kochi, w stanie Kerala? 🙂

  • Bieda miesza się z bogactwem… Dla mnie egzotyczne, ale ciekawe miejsce.

Close