Wiedźma Wie

Głodówka lecznicza – tajemnica zdrowia i piękna?

Cześć. Właśnie czytasz najtrudniejszy i zarazem najważniejszy artykuł na tej stronie. – Tak mogłabym zacząć gawędziarskim tonem. Rzeczywiście jednak jest jak napisałam, najpierw długo decydowałam się, żeby ten post napisać, potem długo go odkładałam, a potem znów się zastanawiałam i odkładałam. Bo co jak co, ale ku nieszczęściu nas wszystkich głodówki lecznicze, bo o nich będzie tu mowa, mają w społeczeństwie tragicznie zły pijar. A cierpimy na tym tylko my sami.

Głodówka lecznicza, cóż to jest?

Głodówka lecznicza to najstarsza i najskuteczniejsza metoda leczenia właściwie każdej choroby. I to niezależnie od tego, czy choroba ta bierze się z ciała, czy z duszy. Zwolennicy nazywają głodówkę leczniczą „operacją bez skalpela” czemu i sama przyklaskuję. Głodówka lecznicza była z powodzeniem stosowana już przez Hipokratesa zwanego ojcem medycyny, a jeszcze ze sto lat temu bywała dużo chętniej polecana pacjentom przez lekarzy niż obecnie. Tutaj mogłoby być miejsce na ogromną monografię i historyczny przegląd terapii głodem i / lub hejtowanie współczesnej medycyny, big phamy i rządu. Nie będzie jednak żadnej z tych rzeczy, będzie za to to, co najbardziej wartościowe dla przywrócenia dobrego imienia i popularyzacji głodówki leczniczej wśród ogółu – moja historia i moje świadectwo jak bardzo naprawiłam dzięki niej swoje zdrowie. A za mną dopiero 2 takie kuracje.

głodówka leczniczaPo pierwsze i najważniejsze musimy sobie jednak wyjaśnić czym jest i jak działa głodówka lecznicza, a także dlaczego do znudzenia będę powtarzała w tym artykule słowa „głodówka lecznicza” bez pokuszania się o samo „głodówka” skoro już wszyscy wiedzą o co chodzi. Nie wiecie, Wasza podświadomość musi załapać, że piszę tutaj o czymś zupełnie innym niż to przed czym (słusznie) przestrzegają dietetycy i kolorowe magazyny. Bo choć na początku może się Wam to wydawać niepojęte, głodówka lecznicza i głodzenie się to nie to samo (!!!)

Głodówka lecznicza to jedyny sposób na wprowadzenie organizmu w stan odżywiania wewnętrznego, kiedy przestaje on nawet domagać się pokarmu z zewnątrz (jedzenia), a napęd do funkcjonowania pobiera ze starych, zdegenerowanych, chorych tkanek i odkładanych przez lata zapasów. Wierzcie mi, że każdy ma w sobie tego mnóstwo i to właśnie te zapasy „śmieci” organizm podczas głodówki leczniczej wykorzystuje. Dzięki temu organizm zostaje „posprzątany”, wszystkie narządy wzmocnione, a prawidłowa harmonia funkcjonowania organizmu przywrócona. Głodówką leczniczą jest tylko i wyłącznie rozłożone w czasie zaprzestanie spożywania jakiegokolwiek pokarmu stałego, czy też płynnego. Po ludzku mówiąc żadna dieta, post, czy ograniczenia przyjmowania pokarmów głodówką leczniczą nie są, choć bywa, że popularnie bywają nazywane „głodówkami”. Głodówka lecznicza tylko wtedy ma miejsce, kiedy przyjmuje się co najwyżej nisko-zmineralizowaną wodę (ważne!) z intencją uzdrowienia ciała. Tylko to i nic innego. Kiedy więc ktoś nic nie je, ale pije soki – to nie jest głodówka lecznicza. Kiedy ktoś nic nie je, pije tylko wodę, ale raz dziennie strzela sobie kawę z mlekiem lub nawet bez, bo ma przekonanie, że „musi”, to to nie jest głodówka lecznicza. Kiedy ktoś nic nie je i pije tylko wodę, ale łyka jakiekolwiek leki, środki antykoncepcyjne, czy witaminy – to nie jest głodówka lecznicza. To wszystko wspomniane wyżej to sposoby na głodzenie organizmu, które stosowane świadomie i na krótko też potrafią przynieść dobre skutki naszemu ciału. Ale z głodówką leczniczą nie mają nic wspólnego.

Powyższy akapit napisałam z myślą o ludziach, którzy być może po raz pierwszy spotykają się z terapią głodem lub hasło „głodówka” kojarzy im się wyłącznie z wyniszczającym sposobem na chwilowe odchudzanie. Więc jeszcze raz – to nie to samo! Po więcej teoretycznych i bardziej merytorycznych informacji odsyłam do bibliografii, którą zamieściłam na samym końcu tego artykułu. A teraz przejdźmy do meritum.

Po co mi była głodówka lecznicza?

Chyba nigdy jeszcze o tym nie wspominałam, ale w trzynastym roku życia zdiagnozowano u mnie poważną chorobę autoimmunologiczną w zaawansowanym stadium dzięki czemu posiedziałam sobie trochę w szpitalu, zakosztowałam domowego nauczania i pożarłam tony toksycznych leków, które wtedy uratowały mi życie, ale w dłuższej perspektywie zniszczyły mój organizm w sposób trudny do naprawienia. Konwencjonalna medycyna twierdziła, że choroba jest nieuleczalna, wróżyła mi rychły przeszczep narządu i łykanie leków do końca życia. Sobie i rozwojowi wewnętrznemu jednak zawdzięczam, że jestem całkowicie zdrowa, a z osoby poważnie przewlekle chorej zmieniłam się w taką, której zdarza się jedynie katar, przeziębienie i dziury w zębach, a jedyne tabletki jakie zażyłam w ostatnich 2 latach to tabletki na rozwolnienie i cukierki na ból gardła. Wchodząc jednak w szczegóły jest mniej różowo, a szczegółom tym na imię „skutki uboczne”, druga jeszcze przed bliznowatymi rozstępami pamiątka po okresie choroby i garściach medykamentów. Mowa właśnie o słabych zębach, zaskórniakach na różnych częściach ciała, krótkowzroczności i przede wszystkim o mocno zaawansowanej kandydozie. Przerost grzyba candida to ponoć najczęstsza obecnie choroba cywilizacyjna, wielu z nią żyje nawet nie wiedząc, że mniejsze i większe codzienne dolegliwości zawdzięcza właśnie kandydozie. Sama nie dawałam kiedyś żyć ginekologom co chwila chodząc do nich z grzybicą aż podczas badania żywej kropli krwi, w momencie kiedy niby miałam być od grzybów wolna, zdiagnozowano mi ogólnoustrojową kandydozę. Wraz z moją pracą nad sobą i coraz większą dbałością o ciało alternatywnymi i holistycznymi metodami momenty silnych „objawień” grzyba w moim ustroju były coraz rzadsze i słabsze, ale jednak były. I z takiej oto prozaicznej przyczyny zaczęłam rozważać przeprowadzenie głodówki leczniczej.

Moja historia z głodówką leczniczą

Szczerze nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z terminem „głodówka lecznicza”, ale zapewne jeszcze jako schorowana nastolatka szukająca metod na całkowite uzdrowienie. Wiedziałam jednak, że moi rodzice tylko postukaliby się w głowę słysząc o mojej chęci przeprowadzenia głodówki leczniczej.

Za pierwsze próby zastosowania na sobie terapii głodem zabrałam się z mocą na studiach, na krótko po całkowitej rezygnacji z konwencjonalnego leczenia. Jednak aż do jesieni zeszłego roku najdłuższa przeprowadzona przeze mnie głodówka lecznicza trwała tylko 3 dni, choć chęci było na więcej. Dlaczego? Ze strachu. Pomimo przygotowania na gruncie teoretycznym i wiedzy, że powstrzymanie się od jedzenia na określony czas może przynieść tylko korzyści mnie i mojemu organizmowi, to jednak głęboko w podświadomości miałam zakorzenione przekonanie, że brak jedzenia = śmierć. Było to tak silne, że po pierwszych oznakach uzdrawiania się organizmu, a nawet jeszcze przed nimi, panikowałam i rzucałam się na jedzenie. Piszę to do tych osób, o których wiem, że jest ich wiele i również nie potrafią poradzić sobie z tym wewnętrznym strachem. Próbujcie, bo warto.

U mnie oswoić się ze stanem nieprzyjmowania stałego pokarmu pomogły płynne diety. Szczególnie moja własna modyfikacja diety lemoniadowej zwanej też Master Cleanse lub dietą Beyonce. To, że kiedykolwiek zafundowałam coś takiego mojemu ciału to jedyne dobro, jakie wyciągam z czasów przynależności do sekty Pani Napój.

Moja głodówka lecznicza 10- (27-)dniowa i 21- (31-) dniowa

Przeprowadzanie głodówki leczniczej jest o tyle istotnym wydarzeniem, że budzi w ludziach skłonność do notowania co każdego dnia dzieje się z organizmem i dzielenia się tym ze światem. Stąd nawet w polskojęzycznym internecie po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła „głodówka lecznicza” znajdziemy sporo artykułów i blogów napisanych przez osoby, które przeprowadzały kurację po raz pierwszy w życiu. Szczęśliwie mój artykuł pisany po dwóch głodówkach już powie Wam coś, czego w przypadku tych poprzednio wspomnianych można się było dowiedzieć tylko wnikliwie wczytując się w komentarze. Otóż nie ma czegoś takiego jak jeden prawidłowy sposób odczuwania głodówki leczniczej i przechodzenia przez nią. Truizm „każdy organizm jest inny” jak zwykle i w tym przypadku okazuje się dużo bardziej prawdziwy niż sami byśmy chcieli. Sama przez chwilę tkwiłam w pułapce porównywania się z doświadczeniami innych, kiedy co boli, kiedy przestaje się odczuwać głód, czy jest zimno i ile się chudnie. Podczas swojej pierwszej długiej głodówki leczniczej mierzyłam się z tym, że u mnie było zupełnie inaczej niż u wszystkich, których czytałam. A za drugim razem mierzyłam się z tym, że wszystko było jeszcze całkiem inaczej niż za pierwszym razem.

W tym momencie mam za sobą dwie dłuższe głodówki. Zeszłoroczną, jesienną trwającą w 10 dni głodówki właściwej i 17 dni okresu przygotowawczego na wspominanej wyżej płynnej. A także zakończoną miesiąc temu głodówkę leczniczą 21-dniową poprzedzoną 10 dniami na płynnej diecie. Jesienią przez pierwszych kilka dni faktycznie robiłam codzienne notatki z przebiegu kuracji i samopoczucia. W tym momencie są już skasowane, a to, co najważniejsze w temacie obu głodówek leczniczych i ich porównania pokazuje poniższa tabelka. Przechodziłam je zupełnie inaczej, inaczej się czułam i inne (choć za każdym razem dobre) efekty mi przyniosły.

* Nie odczuwałam głodu we właściwym znaczeniu tego słowa. Prześladowały mnie natomiast „chęci”, a to na bób, to na pieczarki, to na waniliowe rurki, co chwila coś innego, co było nie tyle męczące co nawet zabawne.

** W dalszym ciągu widzę wyraźniej niż widziałam przed tegoroczną wiosenną głodówką leczniczą, jednak od momentu jej zakończenia znów potrzebuję soczewek i okularów. Podczas kuracji obywałam się bez nich, świat ciągle mi się rozmazywał, ale „w granicach przyzwoitości”. Wierzę jednak, że regularnie powtarzane głodówki lecznicze pozwolą mi za jakiś czas na stałe i całkowicie odzyskać ostrość widzenia.

*** Według autorytetów głodówka lecznicza jest zakończona, kiedy odżywianie wewnętrzne samoczynnie zanika, organizm przestaje wydalać toksyny (oczyszczony robi się język, który podczas głodówki leczniczej normalnie pokryty jest białym nalotem) i/ lub powraca uczucie łaknienia, pojawia się wilczy głód tak, że czujemy, że możemy pochłonąć ze 2 konie razem z kopytami, wozem i chłopem. Zupełnie niespodziewanie, bo myliłam się, że trzeba do tego dużo dłuższego czasu, spotkało to mnie. Głód pojawił się 21 dnia na wodzie późnym popołudniem, a ja postanowiłam go zignorować. Planowałam zjeść następnego dnia rano, a że nie jadłam już wtedy w sumie 31 dni to wydawało mi się, że te dodatkowe kilkanaście godzin nie zrobią mi już różnicy. Tymczasem ZROBIŁO OGROMNĄ. Dla tych z Was, którzy nigdy nie podejmowali się niejedzenia zabrzmi to jak niemożliwa bzdura, ale przez te kilkanaście ostatnich godzin niesamowicie się przegłodziłam przez co trudno było mi pilnować się podczas wychodzenia z głodówki, miałam tendencję do rzucania się na jedzenie i jedzenia za dużo. Na szczęście panowałam nad sobą na tyle, że najgorsze co mnie po tym spotkało to niestrawność. Jeśli moja pierwsza długa głodówka lecznicza unormowała mój apetyt, o tyle druga, właśnie przez to zakończenie, wprowadziła w niego na jakiś czas całkowity chaos. (W chwili powstawania tego artykułu, miesiąc po zakończeniu, sytuacja jest już całkowicie opanowana.)

**** Ludzie, którym przyznałam się do swojej pierwszej głodówki leczniczej, a którzy nie dzielili się ze mną na wieść o tym swoimi przemyśleniami w duchu „nie wiem, więc się wypowiem”, ale o coś pytali, pytali o to właśnie ile schudłam. Trudno się dziwić skoro w popularnej świadomości głodówka = odchudzanie. Nikt mi wtedy nie chciał wierzyć, że nie schudłam nic, ani pół centymetra mi nie ubyło. Myślę, że było tak ponieważ organizm zajmował się sprzątaniem innych rzeczy niż akurat usuwaniem zapasów tłuszczu. Notorycznie odbijało mi się wtedy lekami z młodości, a mój pot pachniał… szpitalem. Natomiast zaczęłam chudnąć od pierwszych dni wychodzenia z głodówki, czyli wtedy, kiedy zaczęłam jeść. Nie ubyło mnie wtedy jakoś sporo, ale trwale i zauważalnie.

Niejedzenie a rozwój duchowy

W literaturze fachowej spotkałam się z tym zagadnieniem głównie u Małachowa. Kilku innych autorów również zahacza o temat, ale właściwie cały ich wkład to przytoczenie historii religijnych postów. Tymczasem w niejedzeniu jest ogromny potencjał rozwoju duchowego i wcale nie trzeba się od razu skazywać na pranę. Zaaplikowanie nawet tylko kilku dni głodówki leczniczej też pomoże nam uleczyć kilka starych ran na psychice i zagłodzić na śmierć kilka z dręczących nas demonów. Po pierwsze i najbardziej oczywiste, podczas niejedzenia dostrzegamy naszą siłę ducha. No ej, miesiąc bez jedzenia! Jeśli doświadczasz, że możesz to zrobić to automatycznie zaczynasz też myśleć ile jest innych rzeczy, które też możesz, tylko jeszcze tego nie wiesz. Drzwi z nowymi możliwościami same się otwierają. Terapia głodem to cudowny sposób na wzmocnienie i oczyszczenie systemu czakralnego, szczególnie czakry korzenia, mocy i 3go oka, a podczas wychodzenia z niej zadbane zostają również czakra sakralna, serca, gardła i korony. Wszystkie czakry korzystają.

Niedostarczanie organizmowi pożywienia z zewnątrz powoduje, że może on zająć swoją uwagę czymś innym niż trawienie. Wyostrzają się wszystkie zmysły z intuicją włącznie. Podczas głodówki leczniczej samoczynnie uwalniają się emocje do tej pory zamrożone w ciele, ni stąd ni z owąd przypominają się trudne sytuacje z przeszłości, a wraz ze wspomnieniami pojawiają się emocje, które towarzyszyły tamtym zdarzeniom. To zarazem przekleństwo i błogosławieństwo tej terapii. Przekleństwo, bo można w taki stan wdepnąć i zostać w nim na dłuższy czas. Tak stanie się jeśli podchwycimy tą emocję. Inaczej jednak będzie kiedy ją puścimy, obejrzymy jak wspomnienie właśnie, coś co było i kiedy było było zasadne, jednak teraz już zostało w tyle i należy do innej wersji nas samych. Możliwość dostrzeżenia właśnie tego i zarazem uwolnienia się na zawsze od tych uwięzionych emocji to błogosławieństwo. Dlaczego czas głodówki leczniczej to idealny moment dla wszystkich transformujących działań służących porządkom w duszy i psychice.

Moje dotychczasowe głodówki lecznicze przeżyłam bardzo silnie duchowo, podczas drugiej, tej niedawnej zrobiłam dla siebie na ten czas przerwę od przyjmowania klientów na tarota i poświęciłam się tylko własnemu wnętrzu. To była świetna decyzja, dzięki której cały czas stał się dla mnie jedną wielką medytacją. A dusza znowu mnie popchnęła do dzielenia się z Wami moją wiedzą.

Podsumowując, moje efekty po przeprowadzeniu głodówki głodówki leczniczej:

fizyczne:

  • po 2 razach całkowite wyeliminowanie przerostu grzyba candida
  • odżywienie organizmu, mocniejsze włosy, paznokcie, gładsza i bardziej promienna skóra
  • skóra pleców i ramion wolna od zaskórników, które wcześniej lubiły mi się tam pojawiać
  • odczuwalna poprawa wzroku i ogólne wyostrzenie zmysłów, też smaków!
  • unormowanie łaknienia
  • unormowanie cyklu okołodobowego, łatwiejsze wstawanie, zasypianie i energia przez cały dzień
  • zmniejszenie wagi ciała
  • ogólne poczucie lepszego funkcjonowania organizmu

duchowe:

  • odczuwalnie zharmonizowana i wzmocniona czakra korzenia, poczucie ogromnej ufności i wdzięczności
  • idealne wglądy prowadzące do zrozumienia siebie i w efekcie wprowadzenia w życie transformujących zmian
  • osiągnięcie stanu całkowitego zaufania do siebie
  • doskonałe połączenie z własną intuicją, bez „wydaje mi się” lub „może nie”
  • łatwość przepracowywania programów i blokad z podświadomości
  • bogactwo sennych wizji, wiadomości i znaków otrzymanych w snach

Rady ode mnie

Na sam koniec, garść moich rad i wiadomości praktycznych. Jeśli po przeczytaniu moich powyższych wynurzeń czujesz, że głodówka lecznicza to coś co może odmienić Twoje życie, zdrowie i tchnąć nowe siły w ducha, to przede wszystkim… zainteresuj się tematem głębiej. To napiszę dopiero teraz, głodówka lecznicza nie jest przyjemna, ilość przemian na polu fizycznym i duchowym jest tak duża, że czyni całą operację mocno wyczerpującą. Aby aby jak najmniej nieprzyjemna, w pełni bezpieczna i co wydaje się najtrudniejsze dla początkującego, w ogóle doszła do skutku i zakończyła się powodzeniem trzeba mieć przepracowane podstawowe lęki. Bo nic po tym, że świadomie wiesz, że wszystko ok i kuracja przyniesie korzyści, skoro podświadomie boisz się śmierci głodowej? Nieodzowne są też solidne podstawy teoretyczne, wydaje się, że nie ma nic prostszego niż przestać jeść, jednak głodówka lecznicza to stan, w którym wszystkie szczegóły są ważne. Literatura fachowa do znudzenia powtarza, że każdy kontakt z żywnością może utrudnić przechodzenie kuracji, a nawet przerwać proces odżywiania wewnętrznego, co doprowadzi do tego, że jedyny efekt jaki osiągniemy będzie tym, przed którym ostrzega środowisko fit – zagłodzimy się, wyniszczymy organizm, osłabniemy, na chwilę schudniemy, po czym wystąpi olbrzymie jojo. To odwrotność tego, o czym tu mowa. U mnie nie było tak źle, ale również odczułam tą zasadę na własnej skórze. Rozbiło się o pastę do zębów, której „rzecz jasna” używałam. Pasta niby super, ekologiczna, bez fluoru, ale będąca czymś więcej niż środkiem myjącym – substancją zawierającą cukry (rozkładane już w jamie ustnej!) i substancje odżywcze. Mój organizm czepiał się ich jak rzep. Z perspektywy wiedzy jaką mam teraz to właśnie używanie pasty obwiniam o to, że podczas pierwszej głodówki w ogóle nie zanikło u mnie uczucie głodu, choć wszystkie pozostałe procesy przebiegały poprawnie i bezproblemowo również z głodówki wyszłam. (Bo też trzeba rozróżnić to uczucie głodu rozumianego jako potrzebę jedzenia i ssanie w żołądku od  wilczego głodu, które tak dało mi w kość na koniec drugiej kuracji.) Wiedza teoretyczna, szczególnie ta o biochemicznych przemianach w organizmie pozbawionym jedzenia pomogła mi też przerwać bzdurę, o którą pokusiłam się podczas drugiej głodówki, mianowicie na kilka dni włączyłam wtedy do kuracji wodę utlenioną. Nie jest to pożywienie i stosowanie wody utlenionej jest naprawdę świetne, jednak wywołuje ona w organizmie odczyn zasadowy, podczas kiedy w głodówce właściwy jest odczyn kwaśny. Czyli chcąc, żeby było „jeszcze lepiej” mogłam zniweczyć cały wysiłek.

Zapoznanie się z literaturą i doświadczeniami innych, jakkolwiek trzeba pamiętać, że są one jednostkowe pozwoli Wam też ustalić najlepszy dla Was system niejedzenia. Już pisałam, że tylko się to wydaje takie proste, „przestać jeść”, tymczasem jest to równie proste jak „jeść”. Trzeba sobie odpowiedzieć na mnóstwo pytań. W przypadku niejedzenia pojawiają się pytania o czas, kiedy zacząć, ilość dni niejedzenia, czy przeprowadzać głodówkę pozbawianą nawet przyjmowania wody, czy też tą wodę pić, a jeśli pić to jaką. No i w końcu jak się do głodówki przygotować i w jaki sposób z niej wyjść bezpiecznie wracając do zwykłego sposobu odżywiania. To w tych dwóch ostatnich kwestiach jest najwięcej różnic między autorytetami i tutaj trzeba już próbować i zdać się na własną intuicję. Trzeba sobie tez odpowiedzieć na pytanie jak często kurację powtarzać. Jeśli się tego jeszcze nie domyśliliście, nie jest tak, że wystarczy jedna głodówka lecznicza na całe życie, czy że jedna głodówka pozwoli nam uwolnić się od poważnej dolegliwości, czy naprawić wszystkie szkody wyrządzone niewłaściwym traktowaniem siebie i trybem życia. Nie, tak jak mieszkania nie sprząta się tylko raz zaraz po umeblowaniu. I nie, stosowanie jakkolwiek pojmowanego właściwego odżywiania nie sprawi, że organizm przestanie potrzebować profilaktycznych głodówek leczniczych. Z takiego myślenia biorą się historie pt. „Nie pił, nie palił, mięsa nie jadł, mleka nie pił, boso chodził i medytował, a potem umarł na raka”.

Jak to zrobię – praktyka

Z tego co wypraktykowałam i u mnie zadziałało, a u Was nie musi, to :

Przygotowania:

Podejmowanie decyzji o przeprowadzeniu głodówki bez dokładnego planowania daty jej rozpoczęcia. Wiosenną głodówkę planowałam rozumem na 1go marca, zupełnie jakoś się na to nie składało i ciągle termin rozpoczęcia przekładałam, aż na początku kwietnia obudziłam się jednego dnia i wiedziałam, że to „dziś”.Co za tym idzie nie przygotowuję się do głodówki na diecie eliminacyjnej. W ogóle nie jem mięsa, a moja domowa kuchnia jest całkowicie wegańska, więc mam o tyle łatwiej. Kawę i czekoladę odstawiam „z marszu”. Do głodówki przygotowuję się jak wspomniałam na początku pisaniny własną wersją diety lemoniadowej, która w moim wykonaniu jest już dietą imbirową i polega na piciu w ciągu dnia wyłącznie około 3 litrów poniższej mieszanki (składniki na 1 litr):

  • pół litra mocnego wywaru z korzenia imbiru
  • sok z jednej cytryny
  • 2 łyżki ekologicznego octu jabłkowego
  • duża łyżka miodu rzepakowego
  • 1/4 łyżeczki chilli
  • gorąca woda

Na moje ciało mieszanka ta działa cudownie, a dodatkowo moje kubki smakowe ją uwielbiają. Sam w sobie taki imbirowy post również pozwala podkręcić zdrowie i można po niego sięgnąć jako samodzielną kurację, która również w jakimś stopniu odciąży nam układ pokarmowy i pozwoli ciału pozbyć się części nagromadzonych toksyn. Ja odżywiam się tylko napojem imbirowym przez minimum 10 dni i jak dowodzą moje ostatnie doświadczenia, ten czas mogę sobie liczyć jako początek głodówki, ponieważ wraz z zaprzestaniem jedzenia w 11 dniu moje ciało momentalnie wskoczyło na tryb odżywiania wewnętrznego i samoleczenia.

Picie wody:

Od 11go dnia już tylko sama woda, podczas pierwszej głodówki piłam warszawską kranówkę, podczas drugiej piłam wodę strukturalną przygotowaną z warszawskiej kranówki, (w celu jej wytworzenia wodę należy najpierw całkowicie zamrozić, a następnie pozwolić jej się rozmrozić). Taka woda według teorii przypomina wodę, która znajduje się wewnątrz nas, a w praktyce cudownie smakuje i pijąc ją nie nabawiałam się wodowstrętu. Piję dokładnie tyle, ile chce moje ciało. Jeśli jest to 5 litrów, to piję 5 litrów wody. Jeśli nic, to nie zmuszam się, tylko robię dzień suchej głodówki.

Długość trwania:

Staram się przeprowadzać głodówkę leczniczą tylko tyle dni, ile sam chce mój organizm, choć oczywiście mam w głowie jakiś plan. Za pierwszym razem po 10 dniach czułam, że to mocno za mało, jednak jako, że był to mój pierwszy raz zdecydowałam się wtedy zakończyć. Za drugim razem planowałam 21 dni i była to niby idealna, choć pierwszego dnia wychodzenia dostałam silnego niby przeziębienia, kaszel, katar, ból gardła i mięśni. Odebrałam to jakby ciało do mnie wołało: „Ej, czekaj! Jeszcze to wywalimy w pizdu!”. Trzecią głodówkę również planuję więc na 21 dni, ale biorę pod uwagę, że z jakichś przyczyn mogę jej zrobić tylko 5 lub aż 40.

Higiena:

Napisałam wyżej, że używając pasty do zębów podczas głodówki można zrobić sobie kuku. Czy mam na myśli, że nie można myć zębów? Otóż nie, myć i zęby i całego siebie wręcz koniecznie trzeba, ale nie zwykłymi chemicznymi środkami. Pastę do zębów jednak, nawet najbardziej eko i bio odradzam, lepiej nie ryzykować nieustającego głodu. Wierzcie mi. W czasie głodówki do mycia zębów wystarczy sama zamoczona w wodzie szczoteczka i zęby po tym są naprawdę czyste i takie mycie im wystarcza. Do ciała znów nie używamy żadnych pachnących żeli, balsamów, czy antyperspirantów. Tutaj też autorytety polecają samą wodę, u mnie jednak oczyszczanie przez skórę zachodziło dość intensywnie i robiły mi się na skórze różnego rodzaju wypryski, więc postawiłam na cudowne mydło dziegciowe. Co do włosów zaś to używałam tego samego szamponu co zawsze, może za kilka kolejnych głodówek będzie mi wystarczała woda, póki co – no way.

Wychodzenie:

Wychodzę z głodówki leczniczej na bulionie warzywnym i świeżo wyciskanych sokach, a pierwszy stały pokarm dodaję już 2go dnia i zawsze jest to to, czego domaga się mój organizm. Za pierwszym razem były to jabłka, za drugim ziemniaki. Długo powstrzymuję się od kawy, słodyczy, przypraw, soli i tłuszczu. No ok, tym razem z tymi słodyczami mi nie wyszło zbyt długo, ale nadal nie solę (ostatnią głodówkę zakończyłam 21 maja) i też nie czuję takiej potrzeby. Generalnie wychodzenie z głodówki to u mnie 70% słuchania intuicji i 30% hamowania rozpasanego apetytu, który jest tu naturalny.

 

Kolejną głodówkę leczniczą planuję na przełom października i listopada. Do tego czasu stosuję szczególną „dietę wdzięczności”, cieszę się lepszym samopoczuciem i dla podtrzymania efektów stosuję jednodniową głodówkę raz w tygodniu.

 

Nikogo go głodówek leczniczych nie namawiam, informuję tylko, że taka terapia istnieje i sama z powodzeniem ją stosuję. Jeśli macie możliwość przeprowadzić kurację pod okiem znającego się na temacie lekarza – zróbcie to koniecznie. Z łatwością można również znaleźć w Polsce turnusy głodówkowe przeprowadzane w małych grupach i pod opieką specjalistów.

Ten artykuł ma prawie 8 stron w Wordzie, a jeszcze mogłabym pisać i pisać. Ufam jednak, że podzieliłam się z Wami istotnymi informacjami w temacie głodówek leczniczych.

Oto książki, do których szczególnie polecam zajrzeć:

  • Fahner Heinz – Post jako metoda leczenia
  • Stanisławski Romuald – Jak wyleczyłem się głodem i dietą
  • Suworin Aleksiej – Praktyczny kurs leczenia głodowaniem
  • Małachow Giennadij „Lecznicza głodówka”
  • Wojtowicz Georgij Aleksandrowicz – Ulecz samego siebie. (O leczniczym głodowaniu w pytaniach i odpowiedziach).

 

 

Jeśli jesteś osobą, która również z powodzeniem stosuje terapie niejedzeniem – podziel się w komentarzu swoim doświadczeniem.

Jeśli znów masz pytania i wątpliwości – pytaj, pomogę w miarę swojej wiedzy i doświadczenia.

Jednocześnie zaznaczam, że komentarze pod tym artykułem będę moderować. Niech ten artykuł i Wasze komentarze stanie się kopalnią wartościowych informacji w temacie głodówki leczniczej.

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

  • Przeczytalam z ogromnym zaibteresowaniem i zwyczajna, ludzka ciekawością. Chyba najlepszy twój wpis. Bardzo konkretny,a zarazem emocjonalnym. Ja z kolei szykuje się do postu Daniela,który trwa 42 dni, a wszystko ze względu na zdrowie. Podziwiam hart ducha Norma :#

    • Kiedy właśnie zdrowie jest priorytetem to wszystko da się zrobić. Post Daniela znam tylko z teorii, mój organizm źle toleruje eksperymenty z mocnym ograniczaniem kalorii dlatego póki co uważam, że pełna głodówka lecznicza jest wbrew pozorom łatwiejsza. Ale wszytko trzeba dostosować do siebie. Daj znać jak będziesz zaczynać, będę Cię motywować :*

  • Ja jestem na etapie, kiedy głodówka nie wchodzi w grę bez konsultacji z lekarzem. Obawiam się, że nawet się nie zgodzi na taką kilkudniową. Chociaż w tym przypadku w fizyczne uzdrowienie nie wierzę, ale… Dla psychiki czuję, że byłoby to zbawienne. Może przy okazji dobre zmiany fizyczne będą, ale psychika jest dla mnie obecnie trochę ważniejsza.

    • Jeśli bierzesz jakiekolwiek leki, to moim zdaniem konsultacja z lekarzem przed pełną głodówką byłaby obowiązkowa. Tylko trzeba znającego się lekarza z otwartą głową, o co dość trudno… Ale można znaleźć.
      Natomiast co do skutków, to jedna głodówka lecznicza na pewno nie wyleczy Cię całkowicie z choroby, to znaczy to nie ma „na pewno”, ale raczej nie ma co na takie rzeczy liczyć. Ale można spodziewać się poprawy. Natomiast wprowadzenie takiej terapii do swojego życia na dłuższy czas, po kilku razach może już przynieść świetne efekty. Sama liczę, że jeszcze kilka dłuższych głodówek i znów będę ostro widzieć bez okularów.
      Co zaś tyczy się działania na psychikę… Na pewno super jest po, już ze świadomością, że się dało radę. Ale w trakcie to była jakaś masakra :/ Nie, żebym Cię zniechęcała, szczerze mówię jak było.

      Chwila! Bo imbirowego postu myślę, że możesz spróbować. Kalorii to daje jednak sporo, jest co trawić, więc z lekami pogodzisz, mixtura jest przepyszna, ma się po niej siły, a i schudnąć też się coś da, bo tu wszystkie składniki są podkręcające przemianę materii.

  • Bardzo ciekawy sposób wiele słyszy się o głodówkach. Na tym etapie nie czuję jednak, że to pomysł dla mnie

    • Głodówkę zawsze robi się z jakiegoś powodu, coś musi być tą motywacją.

Close