Wiedźma Wie

O tym jak przestałam być poganką

być poganką.

Letnie przesilenie. Dziś noc świętojańska, czy też noc kupały. Podobno szczególny czas. Cały Facebook do mnie o tym krzyczy i to już od porządnych kilku dni. W zeszłym roku też tak było. I dwa lata temu i… Przyznaję, rozbudza to moją wyobraźnię. Czytacie mnie, to wiecie, że kręcą mnie też rytuały. Tak jak kwiaty, wianki, rzeki, ognisko i nieskrępowany seks z nieznajomymi.

Wiedząc już, że ten czas spędzę na Islandii cieszyłam się na „nocną” celebrację tego święta. W końcu gdzie świętować najdłuższy dzień w roku jeśli nie tu gdzie panuje dzień polarny i słońce w ogóle nie zachodzi? W wyobraźni widziałam siebie niczym w muminkowej kreskówce otoczoną niewidzialnymi duszkami przyrody, nagą i rzucającą wianki na wodę. To mogłoby się udać, wokół siebie mam pustkowia, jezioro, krystaliczną rzekę, w której znalazłam już najgłębsze miejsce idealne do orzeźwiających nagich kąpieli, bo generalnie płytka to rzeka jest. Są też kwiaty, a ja od biedy potrafię zrobić bardzo brzydki wianek. Machając ręką na niemożność rozplenia ogniska powodowaną brakiem drzew i niemożność uprawiania seksu powodowaną brakiem innych ludzi w promieniu wielu kilometrów to byłaby to idealna noc kupały godna zaspokoić nawet wyobraźnię Ani z Zielonego Wzgórza. Tylko, że od rana pada, a raczej leje jak z cebra. Wieje tak, że konie wprowadzono do stajni, żeby się nie poprzewracały, a odczuwalna temperatura powietrza to 3 stopnie. Wczoraj się kąpałam w rzece i wiłam wianek z mleczy. Dziś jednak wybieram dopychanie się rodzynkami w czekoladzie, choć w teorii miała być jednodniowa głodówka. Odpuściłam. Miałam ciężki dzień. Napiszę posta i wskoczę do łóżka.

Dziś przestałam być poganką

No, przestałam być poganką. Dlaczego o tym piszę? Na długo przestałam pisać bloga, ale wierzcie mi na słowo, że w czasie swojego milczenia nauczyłam się przynajmniej tylu najistotniejszych rzeczy, ile dni minęło. Świadomie (bzdura) weszłam na ścieżkę rozwoju prowadzącą na manowce. Kompletnie na zewnątrz, na jakieś przedmieścia własnego serca, do kłamstwa, wprost w manipulacje. I właśnie dzisiaj, kiedy mój prywatny profil FB zalany jest nocą kupały muszę do Was (i siebie) krzyknąć „HEJ! Stop!”.

Powiedzmy to szczerze. Wszystkie idee rozwoju osobistego i dbania o duszę bez idei grzechu są niesamowicie młode. Przecież jeszcze wychowywano nas inaczej. Wszyscy raczkujemy w duchowości. I piszę tak, nie żeby siebie i Was pognębić, ale żeby zainspirować.

Początki każdej myśli, idei nie bawią się w szczegóły. Dlatego… tak łatwo napchać sobie łeb ezobełkotem. I to ezobełkot sponsoruje ten post wylewając się z mojego monitora. Czytając dziś wszystkie te wpisy o wyjątkowości dzisiejszej nocy aż się zawiesiłam na chwilę, do tego stopnia, że dosłyszałam jak z głębi mnie wydobywa się serdeczny śmiech. Rozwój, świadomość, neopoganizm. Dobrze, że w naszym kraju nie odbiera się dyplomów wyższych uczelni, bo mnie zabrano by magistra z religioznawstwa. W sumie poświęciłam 7 lat na uczeniu się czym jest religia dziś i czym była kiedyś. I właściwie jeszcze kilka miesięcy temu publicznie śmiałam się ze znajomych „pogan”. Bo też łączenie poganizmu ze świadomością jest mniej zasadne już nawet niż ocieplane kożuchy na lato. A tu dziś zauważam, że siedzę wesoło właśnie w tym pudle. Więc tak. Z jednej strony jestem świadoma, sama o siebie stanowię, znam się, przebywam w polu serca i łączę się z boskim rdzeniem. Rozumiem, że każdy ma własną prawdę. Z drugiej strony odwołuję się do tradycji, w której mówimy nie o duchowości, tylko o religii i to w rozumieniu nie dzisiejszym, jako idei łączącej ponad podziałami/ dzielącej pod podobieństwami, tylko systemu autoidentyfikacji grupy. Systemu, w którym bogowie są gdzieś daleko zajęci sobą, a pogadać z nimi nie można, można ich co najwyżej przekupić kilka razy do roku i to nie osobiście tylko uciekając się do pośrednictwa naćpanej lub szalonej jednostki, której nikt się nigdy nie pytał, czego chce w życiu. Szamana z nadania nie z wyboru. Chcemy romantyzmu i zanegowania chrześcijaństwa, bo w telewizji mówili, że ksiądz gwałci dzieci i tutaj macha łapką do nas ten cały „poganizm”, taki super, bo niby „nasz”, no i dawny. Nie jest tajemnicą, że wszystko, co dawne jest lepsze od nowoczesnego. Jak kremy z rtęcią i aranżowane małżeństwa.

Energia

Można machnąć ręką na moje wynurzenia. Można. Tylko, że wszystko ma swoją energię, każde pojęcie, idea, archetyp, do czegoś nas prowadzi, coś w nas wsącza. Usiądź ciszy, wygodnie, zamknij oczy i zadaj sobie pytanie o poganizm. Co widzisz? Co czujesz? Lekkość i wolność, czy osaczenie i niemoc?

Szczerze. I co, nadal jesteś neopoganinem?

Właściwie miałam pisać o przymusie, ale pole poprowadziło mnie dalej. Fajnie jest czerpać, inspirować się, WIEDZIEĆ. Super jest chodzić po węglach, słuchać bębna, objeść się makiem na cmentarzu i wypocić w szałasie. Każda z tych i wszystkich innych praktyk jest cudowna, ale tylko pod warunkiem, że nie bierzemy jej z poziomu rozumu, który wszystko przyjmuje po swojemu, tylko z poziomu serca, takim jakie to jest, z całym cieniem.

Hierarchia

Jest coś jeszcze. Bo czy nie ma tu konfliktu? Że z jednej strony sami jesteśmy władcami swojego życia i swoimi myślami kreujemy rzeczywistość, a z drugiej strony trzymamy się tych szczególnych dni i wyznaczonych zewnętrznie dat, kiedy jacyś bogowie mają nam sprzyjać. To w końcu kto rządzi w Twoim życiu? Ufasz sobie? Skoro tak to po co Ci te wianki rzucane na wodę? Piszę niby do Was, ale to ważne dla mnie. Gdzieś tam byłam bliska, aby teraz zamiast pisać posta marznąć i zgrubiałymi z zimna palcami pleść wianek, aby go rzucić na wodę. Po to, żeby przyniósł mi to , czego nie mam tylko z tego powodu, że sobie odmawiam. Wracałabym potem do domu niemal biegnąć, smutna, zniechęcona, zmęczona i przepełniona negatywnymi myślami. Wiem dokładnie jakimi, bo już ich trochę naprodukowałam w podobnych sytuacjach. Wkręciłabym sobie, że jeśli chcę miłości i obfitości w życiu to KONIECZNIE muszę zmusić się, żeby sama iść na ten ziąb, odbębnić jakieś rytuały i wracałabym nazywając się w myślach smutną, beznadziejną idiotką. Taaaaaak. Nie trzeba zgadywać jaką energię bym wyprodukowała i co wniosłoby to do mojego życia. Dlatego zostałam w domu. Wypiję jeszcze herbaty, napcham się rodzynkami, posłucham Raury’ego i pójdę spać. Jestem wiedźmą, nie poganką. Plotę brzydkie wianki i dobrze. Popływam kiedy będzie pięknie. Dziś jest dzień jak co dzień, noc jak noc, mam moc i swoje szczęście tworzę każdego dnia.

Sobie już pomogłam. Dobrze jest wrócić (po rozum do głowy) <3

być poganką

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

Close