Wiedźma Wie

Tarot: Jeszcze o nauce Tarota. Moje początki i garść rad dla zielonych.

Zawsze byłam materiałem na świrniętą New Age’rkę, więc nie ma nic dziwnego w tym, ze nią zostałam. I naprawdę nie ma nic dziwnego w tym, ze stawiam Tarota. Ja po prostu zawsze wróżyłam. Z pomocą kredek, kamyczków, gałązek, … po prostu wszystkim. Bo tez wszystko się do tego nadaje, zawsze powtarzam, ze Tarot to tylko narzędzie, można go czymś zastąpić lub w ogóle z niego zrezygnować. Ja uwielbiam z niego korzystać, ale Ty nie musisz.

Trzy tygodnie temu założyłam na FB grupę dla osób zainteresowanych zarówno rozwojem duchowym z lekkim skrętem w stronę ezoteryki, jak i Tarotem. Pomyślałam tam szczątkową szkółkę Tarota prowadzona dzięki zachęcaniu członków grupy do ćwiczenia z kartami dziennymi i dzielenia się swoimi doświadczeniami z poszczególnymi kartami arkan Wielkich i Małych. Trochę to nie wypaliło. I chyba wiem dlaczego i mam nadzieję, ze ten mój post pomoże zmienić ten stan rzeczy.

Piszę o Tarocie już od pewnego czasu i bardzo cieszy mnie, ze udało mi się nim zainteresować już kilku sceptyków. Ale oni zawsze pytają – jak zacząć? Dlaczego ja tak tylko o tych kartach dziennych, bo czyż to nie trudne. No i jak zacząć? Jak?

Trochę już o tym pisałam. O tutaj, taki artykulik „Tarot dla początkujących”. I cóż ja mogę więcej?

A no nic innego jak tylko napisać Wam trochę jak wyglądała moja nauka Tarota, co stosowałam i jakie błędy popełniałam i dlaczego teraz uważam właśnie te, a nie inne sposoby nauki za najlepsze.

Po pierwsze dobrze wybierz talię!

Tarot przemawia obrazami, przeczuciami i emocjami dlatego tak ważne jest, aby przede wszystkim zaopatrzyć się w talię kart, która do nas przemówi. W taką, którą się zachwycimy krótko mówiąc. Ja kupując pierwszą talię uległam głosom, że pierwsza talia musi być klasyczna i prosta, i że najlepiej Rider Waite’a. I ja też taką sobie kupiłam. I szybko szukałam innej, choć korzystam z Waite’a do teraz, bo okazuje się, że właśnie z nią najlepiej pracuje mi się nad „klasycznymi” pytaniami z jakimi ludzie przychodzą do tarocistki. Czyli o miłość i pieniądze.

Bywa, że w zależności od talii dana karta ma dla nas przede wszystkim takie, a nie inne znaczenie. Już śpieszę z wyjaśnieniem. Kiedy korzystam* z Rider Waite’a i wyciągam Wisielca wiem, że sprawa została zawieszona, zaniechana i w ogóle odłożona na świętego Nigdy. Ale Wisielca z talii Initiatory Golden Dawn odczytuję jako chwilowe zapauzowanie lub wręcz ciszę przed burzą. Natomiast Wisielec w Book of Shadows As Below znaczy potrzebę odpoczynku i czasu dla siebie. Wszystkie te odczytania mieszczą się w głównym znaczeniu tej karty i właściwie sprowadzają się do tego samego, czyli do wstrzymania biegu spraw. A więc niby to samo. No tylko przecież nie jest obojętne, czy ktoś nie chce z nami gadać już przenigdy, czy tylko potrzebuje sobie coś w samotności ułożyć i niebawem sam się odezwie, nie?

Tego też się długo się uczyłam, tego, że talia ma znaczenie. Teraz już intuicyjnie zawsze za pierwszym razem sięgam po odpowiednią do pytania talię, czasami sprzeczną z zasadą, że jak o miłości to Rider-Waite. Ale kiedyś, kiedyś, u początków zdarzało mi się zadać pytanie, rozłożyć karty, stwierdzić, że zupełnie nic z nich nie wiem, złożyć, wziąć inną talię i jeszcze raz rozłożyć na to samo pytanie. I wtedy już wiedziałam o co chodzi.

No, ale jak ja zaczynałam?

Próbowałam pominąć etap uczenia się kart i od razu przystąpiłam do stawiania. Trochę mi się to udało, bo nieskromnie przyznam, że mam do tego wrodzone skłonności, ale i tak wszystkie moje pierwsze interpretacje były bardzo ogólnikowe i mgliste. Tak, uczyłam się z internetu. Nie jest to takie całkiem złe i cały czas lubię sobie coś na Ezoforum poczytać. Ale zupełnie inaczej czytać o znaczeniu kart jeśli ma się silną własną bazę, a zupełnie inaczej jest tonąć w morzu z jednej strony takich samych, a z drugiej zupełnie innych znaczeń. Nauka Tarota na czymś doświadczeniu, (czyli z internetu lub książek) obarczona jest niebezpieczeństwem, a nawet pewnością, że będzie trzeba to wszystko weryfikować. Dam Wam przykład z kartą Diabła. Jest coś co budzi mój głęboki sprzeciw, czyli najpierw stawianie sobie kart, a potem proszenie innych, żeby nam ten rozkład zinterpretowali. Nie i nie! Właśnie dzięki indywidualnym znaczeniom kart, jeden sens, np. on cię zdradza rzuć go – może być przekazany dwóm różnym osobom poprzez zupełnie różne karty. Czyli np. dla Jasi II Buławy i Cesarzowa na pytanie „Czy on kocha?” będą znaczyły „Nie, zdradza cię na boku i właśnie zrobił dziecko swojej byłej”. Natomiast te same karty w odpowiedzi na to samo pytanie dla Kasi będą znaczyły „Tak kocha i chce mieć z tobą dzieci”. (To przejaskrawiony i absurdalny przykład, ale chcę żebyście dobrze pojęli sytuację.)

Ale miał być przykład z Diabłem, otóż jak w internetach w dyskusji pod tematem właśnie „Postawiłam, zinterpretujcie mi to” ktoś napisał, że jemu Diabeł zawsze wypada na formalne związki i małżeństwo. Oczywiście pojawiły się głosy, że niemożliwe, bo jak Diabeł to albo nieodwzajemnione uczucie, albo jakieś toksyczne historie. A ja myślę, że możliwe, że jeśli masz w podświadomości obraz małżeństwa jako czegoś ograniczającego, wiążącego, to właśnie Diabeł może ci na to wypadać, niezależnie od tego komu stawiasz. I główny obszar znaczeniowy pozostaje ten sam, czyli więżące przywiązane. Dlatego też tak bardzo zachwalam Tarot jako narzędzie służące nie do przewidywania przyszłości i podobnych, tylko do poznawania siebie i swojej duszy.

Więcej o moich błędach

Kiedy zaczynałam robiłam jeszcze jedną bardzo głupią rzecz. Mianowicie bałam się niektórych kart. Tak, bałam się i to do tego stopnia, że jeśli tylko pojawiły mi się w jakimś rozkładzie to od razu zwijałam wszystko do kupki stwierdzając: „będzie beznadziejnie”. Wiecie jakich kart się bałam? Oczywiście tych, które to niby w pierwszym znaczeniu są negatywne, czyli szczególnie Mieczy (wszystkich!) i Wieży. I to była kompletna głupota. Bo Miecze to są moje karty, właśnie je najlepiej rozumiem i właśnie one towarzyszą mi w najważniejszych momentach. As Mieczy mówi mi o kiełkowaniu nowej idei. Dwa Miecze o odnajdywaniu harmonii. Cztery Miecze o zdrowieniu. Sześć Mieczy o podróżach. Osiem Mieczy informuje o blokadach i przemęczeniu. Dziewięć Mieczy wypada mi zawsze na próbowanie nowych rzeczy i nieznane wcześniej doświadczenia. Pominęłam Trzy, Pięć, Siedem i Dziesięć Mieczy, które mówią mi akurat o żałobie, pretensjach, urazie i rozpadzie, ale też w najbardziej zrozumiały dla mnie sposób. Szczególne to jest to Dziesięć Mieczy, bo to „moja Wieża”, ta karta mówi mi o obracaniu się czegoś w ruinę, gruzy, na których będę mogła zbudować coś zupełnie nowego. A co z tą Wieżą z Arkan Wielkich, której też tak panicznie się bałam? Wieża sygnalizuje mi kompletną przemianę, często odwrócenie sytuacji i tu uwaga, złej w dobrą. I nowe możliwości. Można by powiedzieć, że Wieża to u mnie karta na wychodzenie ze strefy komfortu. Możecie mi nie wierzyć, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, żeby Wieża zwiastowała mi coś złego.

Z czasem ujawniły się też odwrotne historie, jak to, że karta Siła, niby ze wszech miar pozytywna wypada mi na ciężkie historie, na „siłowanie się”, sytuacje, z którymi owszem, daję sobie radę, ale jest ciężko i wyczerpująco jakbym brała udział w maratonie z podnoszeniem ciężarów(ek). I Osiem Buław, często uznawana na kartę kontaktu i wiadomości u mnie pokazuje się jako wstrzymanie kontaktów i bezowocne wyczekiwanie na wieści.

Wszystkie opisane wyżej znaczenia kart mieszczą się gdzieś w ich obszarach znaczeń, ale dla wielu nie są one intuicyjne, a wręcz marginalne. A u mnie są główne, najmojsze. Każdy tarocista ma sytuacje na które wypadają mu głównie takie karty i karty, które zawsze wypadają na takie, a nie inne znaczenie. Tylko zabiera czas zanim się do tego dojdzie.

Pochwała kart dziennych

Ja za naukę Tarota z kart dziennych zabrałam się późno, bo dopiero jakiś rok od kiedy zaczęłam się nim zajmować. Zaczęłam, bo już z rozkładów wiedziałam, że niektóre karty nie są dla mnie oczywiste. I dopiero właśnie to, codzienne wyciąganie jednej konkretnej karty, a potem spisywanie najważniejszych wydarzeń z całego dnia pozwoliło mi pokonać lęki i „dokopać” się do szczegółów znaczeń, powiązać konkretne karty z konkretnymi ludźmi, zdarzeniami, miejscami czy nawet potrawami.

Także jeszcze raz krótko, jak ćwiczyć z kartami dziennymi? Trzeba wylosować jedną konkretną kartę na jeden konkretny dzień. Można to robić rano, można wieczorem, można też raz w tygodniu „hurtem”. Tasujemy i ciągniemy, albo tasujemy tak długo aż karta nam sama wypadnie. Wieczorem każdego dnia zapisujemy sobie w jakimś specjalnym zeszycie lub pliku kartę i co się działo. Ja lubię zapisać też dzień tygodnia i pogodę.

np.

9 denarów

  • Wtorek, słonecznie, ale zimno.
  • Znalazłam 10 złotych na chodniku.
  • Kryśka mnie odwiedziła z ciastem.
  • Zepsuła się pralka.

Kiedy mamy już listę takich wrażeń z wielu dni możemy łatwo zaobserwować prawidłowości.

Tak to trwa, tak, długo. Tylko, że nie istnieje żadna ekspresowa metoda nauki posługiwania się Tarotem. Do innych metod nauki tarota odsyłam do wpisu, do którego linkowałam na początku. Ale niezależnie od tego jaką metodę uczenia się wybierzesz, to zabierze czas. I za każdym razem, kiedy kupisz nową talię będzie to wymagało od Ciebie czasu, żeby ją poznać. A jeśli będziesz stawiać dużo, jeśli zmieni się Twoje życie lub jeśli będziesz stawiać nie tylko sobie to na pewno będziesz potrzebować kilku talii.

Nauka Tarota to długi proces. Tyle, że po prostu warto.

*Moje przykłady to są przykłady, to tak nie jest zawsze. W Tarocie nigdy nie ma zawsze.

Dajcie mi koniecznie znać, czy moja powyższa pisanina ukoiła Wasze wątpliwości. A jeśli nie, to pomęczcie mnie jeszcze swoimi pytaniami. Wiecie, w komentarzach lub prywatnie. W miarę możliwości odpowiem na wszystko.

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

  • Mnie się otworzyły oczy. Teraz rozumiem, o co Ci w grupie chodzi z tą
    karta dnia. Teraz rozumiem, jak można nauczyć się słuchać kart. Dla
    mnie to, co napisałaś, wcale oczywistym nie było. Super, że to
    napisałaś, otworzyłaś mi oczy.

    • Dzięki.
      Dla mnie też to kiedyś nie było oczywiste, ani proste <|:^*

  • Ja od lat używam Cosmic Tarot… próbowałam pracy z innymi taliami ale żadna do mnie tak nie mówi… no i oczywiście zupełnie inaczej widzę niektóre karty niż przypisane im znaczenie ale to dlatego, że one po prostu mają inny feeling. No a czasem je rozkladam i one nie chcą ze mną gadać, ostatnio wszystkie moje rozkłady się sprawdzają, a ja szczególnie nie lubię jak one mi każą czekać 😉 a ostatnio strasznie cierpliwości chcą mnie nauczyć 😛

    • Moje się ostatnio często nie sprawdzają. Albo nie wiem o co chodzi. Taki czas. Paznokci też nie potrafię teraz ładnie pomalować… <|:^*

  • Też uważam,że ćwiczenia na karcie dnia to najlepsze ćwiczenie na zapoznanie się z talią i jej językiem. Co prawda przede mną jeszcze sporo kart do „ustalenia” ale wiele z nich udało mi się zrozumieć właśnie poprzez to ćwiczenie.

  • To w jaki sposób piszesz o Tarocie, sprawia, że zawsze mam ochotę by się go nauczyć…ale często, gdy się głębiej nad tym zastanowię, dochodzę do wniosków, że nie da się nauczyć go „tak sobie”, „po łebkach”…dlatego nawet się za to nie zabieram. Będę jednak z ogromną przyjemnością śledziła i nowe artykuły i działania w grupie;)

    • Ależ proszę <|:^* Cały powtarzam, że Tarot to żadna konieczność. Z opóźnieniem, ale usłyszałam pukanie do grupy. Bardzo przepraszam za zwłokę <|:^*

  • Ja zawsze mam ochotę pytać innych o znaczenie danej karty… W sumie wiesz o tym, bo pisałam do Ciebie z takimi pytaniami. Do czasu… Teraz już widzę, ze każda karta może miec inne znaczenie dla każdego. U mnie kochankowie wskazali na poważną decyzję o zmianie pracy, a spodziewałam się przeprowadzki 🙂 Teraz już wiem, ze ta karta na rożne aspekty życia może wskazywać. Tak jak mówisz – trzeba poznać dobrze karty 🙂

    • Najważniejsze to poczuć tą wielość znaczeń na sobie, nie tylko wiedzieć o niej w teorii. Skoro to już załapałaś to przypuszczam, że teraz będziesz już miała tylko z górki! <|:^)

  • SugarHill

    Jak nazywa się Wasza grupa :)?

    • Od dzisiaj „Żyjemy w Pełni” :*

  • Pingback: Tarot: Wyznania najgorszej tarocistki w Polsce - Wiedźma Wie()

Close