Wiedźma Wie

Nocny Tramwaj

tramwaj

Sklep z tapetami – wstęp

Telefon

Norma Sam, cykl „Sklep z tapetami”.

Nocny tramwaj

Wyobraź sobie, że jesteś mną. Kilka dni temu przysnęłaś sobie w nocnym tramwaju i przejechałeś swój przystanek. Było już po pierwszej w nocy, a ty utknęłaś w podejrzanej okolicy. Sam. Dookoła ani żywej duszy i nie można się zdecydować, czy to raczej dobrze, czy źle. No, ale co było robić? Usiadłaś na przystanku i czekałeś na tramwaj powrotny. Po kilku minutach jednak nadjechał skądś starszy pan na rowerze. No i mówi, że jak ładna dziewczyna sama siedzi, to grzech nie zagadać. Powiedziałeś mu, co cię spotkało, a on zaoferował, że z tobą na ten twój tramwaj zaczeka. I pomimo twojego sceptycyzmu, że realny obcy facet ma cię bronić przed ewentualnym obcym facetem, on zaczął opowiadać, jak ton samotni, starsi ludzie mają w zwyczaju. Powiedział ci, że ma na imię Henryk i że już nigdy nikogo tak nie będzie kochał. I, że się już nigdy nie zakocha, a nawet jeśli, to już nigdy tak.

Piiiiiiiip…trz. Tak bawią się dzieci w wypadki samochodowe. Tak naprawdę zdarzają się wypadki samochodowe. Maria, o której tutaj będzie mowa, straciła w takim wypadku męża, jedyną córkę, zięcia i dwójkę wnucząt, rodzice dawno już nie żyli. Została sama. Zaczęła pić.

Zaczynała od drogich, wytrawnych win o szlachetnie cierpkim smaku. Była przecież bogatą specjalistką od chorób kobiecych. Mieszkała w dwustumetrowym mieszkaniu w centrum dużego miasta i nigdy nie nosiła butów, które obdzierają stopy. Jak się jest kimś takim, to nie pije się byle czego.

My jednak nie poznamy takiej Marii. Ta historia zaczyna się w kolka lat później, kiedy Maria nie ma już ani praw do wykonywania zawodu, ani mieszkania i kompletnie nie zależy jej na butach. Nadal pije. Takie piwo, denaturat i wino z kartonika za 5.99 1,5l.

Maria wynajmuje teraz kawalerkę w porobotniczych blokach na przedmieściach. W domu ma względnie czysto, bo rzadko tu bywa. I rzadko korzysta ze sprzętów, którym ten fakt jednak kompletnie nie przeszkadza się psuć. Lodówka nie działa już od roku, kaloryfer notorycznie cieknie, a w kuchence już od trzech miesięcy nie ma gazu. A może ona była na prąd i już go odcięli? A nie, nie, bo przecież świeci się światło. Maria nie ma w swoim życiu żadnego celu, marzeń, ani planów. I poza kilkoma tylnimi zębami, straciła już w życiu wszystko, co można było stracić.

Trzeba jej przyznać, że zanim użyła wina próbowała co prawda wypełnić swoje życie Jezusem, Kościół do którego chodziła jeszcze z mężem na coniedzielną mszę, bardzo jej początkowo pomagał. A szczególnie ksiądz proboszcz, który był zawsze taki serdeczny i miły. Do czasu oczywiście, kiedy jej oznajmił, że za tę jego dobroć i pomoc powinna mu się odpłacić seksem na pieska, tu, pod tą ogromną figurą ukrzyżowanego Jezusa. A nie, nie pod tą, pod tą większą, tą po prawej, obok stereo. Tak, dokładnie. I najlepiej raz w tygodniu po nieszporach.

I wtedy dopiero Maria zaczęła pić.

Teraz, jedyne co jest zostało to ta wspomniana już resztka własnych zębów, resztka majątku do wydania, no i właśnie zepsuta kanalizacja. Maria nie potrafi sama jej naprawić. Ale potrafi to zrobić Henryk. Maria i Henryk zaraz się poznają, bo tak się składa, że on z zawodu jest hydraulikiem.

Oddajmy mu głos.

Też, wie pani, trochę wtedy piłem. A ona po robocie wyciągnęła 0,5 l wódki i mówi, żebym się z nią napił. No i potem zaczęliśmy się spotykać. Ja jestem wdowiec od prawie 40 lat, bo żona moja umarła jak naszego najmłodszego syna rodziła. Nie ożeniłem się już drugi raz, dzieciaki to mi najpierw matka chować, a później się już same chowały.

A te sprawy? Wierz mi pani, albo i nie, koledzy z roboty to się ze mnie naśmiewali, „gej” i „pedał” wołali, ale ja nigdy specjalnie łysy na baby nie byłem. Ot, raz za kiedy, jak mnie przyparło tom się poszło do jakiejś dziwki i był spokój. Zmieniło mi się dopiero jak moją Królewnę-Marysieńkę poznałem. O, wtedy tośmy szaleli… Tylko moje dorosłe już dzieciaki to się po głowach pukały. Córka krzyczała, że jakm mi się aż tak na starość we łbie poprzewracało, to mnie do jakiegoś zakładu odda. O tej córce najstarszej, tej, co u niej mieszkałem mówię. I raz to mnie nawet w domu od zewnątrz na amen zamknęła, tak , że wyjść nie mogłem. Nie chciała, żebym do swojej Królewny pojechał. Ale krzepę się jeszcze wtedy miało, a to pierwsze piętro było, to po rynnie zlazłem i pojechałem. Codziennie do niej po pracy jeździłem, jak nastolatki żeśmy się spotykali. Chodziliśmy razem na spacery do parku i do kina na romantyczne komedie. Piliśmy dużo taniego wina z wyszczerbionych kieliszków. A jak mi pierwszy raz powiedziała, że mnie kocha, to nie mogłem spać z przejęcia.

Raz syn do niej pojechał, ten najmłodszy, jak w robocie byłem i jej nagadał strasznie, wyzywał i nawet popchnął tak, że siniaki miała. Że ona niby mnie opętała i mnie porządnego sprowadza na drogę degeneracji i ma mi dać spokój, bo ja porządny chłop jestem. Ja jak się o tym dowiedziałem to zły byłem strasznie, proszę pani. Jak oni mogli moją królewnę tak potraktować? Wyprowadziłem się wtedy od nich i zamieszkałem z nią. Powiedziałem im, że skoro nie szanują ani jej, ani mnie, ani naszej miłości to ja nie chcę mieć z nimi już nigdy nic doczynienia. I mieliśmy później z moją Królewną jak w raju. Ja wierzę, proszę pani, że nawet u Pana Boga, tam na górze, to nie ma lepiej, jak myśmy wtedy mieli.

Tylko, że parę tygodni później fajna fucha w Anglii się trafiła, tylko 3 miesiące roboty, a fura kasy. No i kumple z roboty mi mówią: „Chodź, Heniek, jedziemy”. A przecież mnie i królewnie były potrzebne pieniądze na wspólne życie. No i pojechałem.

Najpierw dzwoniliśmy do siebie codziennie, wie pani, taki specjalny abonament mieliśmy wykupiony, żeby było taniej. Ale potem jakoś tak to było, że ona przestała nagle dzwonić, jednego dnia powiedziała, że zadzwoni wieczorem i nie zadzwoniła, chociaż ja czekałem. A jak sam próbowałem dzwonić, to nie odbierała. Trochę byłem wtedy, teraz wstyd się przyznać, zły, bo kolega miał urodziny i mecz był, FC coś tam przeciwko FC coś tam, więc mieliśmy iść do knajpy oglądać i na angolskie piwo. No, a ja nie poszedłem, bo ona miała dzwonić. Cały tydzień się nie odzywała. Nie, proszę pani, nie martwiłem się, ja zupełnie nie wierzyłem, że cokolwiek złego mogłoby się wydarzyć.

Aż w końcu zadzwoniła i to do zakładu pracy, tak, że mnie kierownik wywoływał, że telefon do mnie jest, z Polski. Strasznie się, wie pani, ucieszyłem, jak usłyszałem w słuchawce głos mojej Królewny. Tylko, że była bardzo słaba i tak po cichu mówiła. O niczym, wie pani, nie chciała słuchać i tylko jedno mi powiedziała. Że mnie kocha i wie, że ja ją też i że mam jej na tę naszą miłość przysiąc, że od tej chwili już kropli alkoholu do ust nie wezmę. Nie wyjaśniła dlaczego, ale przysięgłem. No i po ej rozmowie znów przestała się odzywać. Przez resztę pobytu nie miałem z nią już żadnego kontaktu.

Jak wróciłem do kraju, to w naszym mieszkaniu już był ktoś inny. Właścicielka, co od niej najmowaliśmy, to najpierw nie chciała się ze mną w ogóle widzieć, a w końcu powiedziała, że moja Królewna nie żyje. Że kiedyś ją wzięli karetką do szpitala i już nie wróciła. Na początku jej nie uwierzyłem. Jak mógłbym? Ale w szpitalu potwierdzili. Przez alkohol wysiadły jej narządy. Kiedy do mnie dzwoniła, żebym ją na naszą miłość przysiągł, że pić przestanę, była już w stanie terminalnym. Ja się proszę pani trzymałem i nadal trzymam, tej przysięgi.

Pół roku mi prawie zajęło dowiedzenie się, gdzie ją pochowano. Bo ona nikogo nie miała i nikogo na pogrzebie nie było, nawet księdza. Tak po prostu wzięli i moją Królewnę zakopali.

Ale ja się proszę pani nie poddawałem w poszukiwaniach i w końcu się dowiedziałem, że leży w zbiorowym grobie dla bezdomnych. Nawet bez tabliczki z imieniem. Serce mi się pokrajało, jak to zobaczyłem.

Ja ją tam codziennie odwiedzam na tym grobie, kwiaty jej przynoszę i przysięgi dotrzymuję. Kto wie, może ona mi tą miłością życie uratowała? Może inaczej to bym też tak samo skończył?

Ja już, proszę pani, nigdy tak nie będę kochał, bo to niemożliwe jest, żeby na jednego człowieka i jedno życie tyle szczęścia Bóg zsyłał. I pić, proszę pani, też już nigdy nie będę.

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

  • Jakie to wzruszające! ♥

    • haha, poczytam to sobie za komplement <|;^*

  • Zabrakło mi słów.

    • Aż takie złe? Nie jestem do końca przekonana, czy robię dobrze publikując tutaj i Teraz swoją pisaninę sprzed 3 lat, teraz bym już tego nie napisała i styl inny i zainteresowania inne.

      • Własnie dobrze. Moja wina, powinnam więcej napisać. 🙂

        • Dzięki. Trochę tych opowiadań mam i to wszystkie raczej umiejscowione w scenerii jesienno-zimowej. Tak sobie myślę, że gdyby spotkały się z dobrym przyjęciem to je zilustruję i zrobię z nich ebooka.

          • Bardzo fajny pomysł. Trzymam kciuki aby się to udało. 🙂

          • Dzięki <|;^*

  • Ciekawe….publikuj wszystko co tam masz:*

  • Wow- świetnie piszesz!! Z chęcią poczytam kolejne historie 🙂

    • Dziękuję <|;^*

      • Cała przyjemność czytania po mojej stronie 🙂

  • Justyna Witkowska

    zmotywowałaś mnie do wygrzebania moich starych pisadeł! dzięki!

    BTW. czyta się super 🙂

    • Ja dziękuję, a Ty wygrzebuj i publikuj, chętnie poczytam!

  • To jest świetne! Publikuj więcej!

Close