Wiedźma Wie

Rok w spódnicy. Moje refleksje, wnioski i przemyślenia.

rok w spódnicySukienki, spódnice, części ubioru zarezerwowane wyłącznie dla kobiet. Jeszcze nie tak dawno jedyny typ ubioru jaki kobieta mogła nosić. Pierwszą kobietą w spodniach była Amelia Bloomer, amerykańska feministka walcząca o prawa kobiet i równouprawnienie, która w 1851 roku całkowicie zrezygnowała ze spódnic. Wcześniej spodnie wybierały tylko pracujące chłopki i prostytutki. Ale jak widać na załączonej rycinie przedstawiającej Amelię na rowerze, tym pierwszym kobiecym spodniom do znanych nam dzisiaj było jeszcze bardzo daleko. A na dobre ten element garderoby rozgościł się w kobiecych szafach dopiero w latach 60-tych, więc ledwie pół wieku temu!

Idee. Czyli sprawa energetyki

Dziś jednak spodnie to codzienny wybór większości dzisiejszych kobiet. Z pewnością każda z nas ma więcej niż jedną koleżankę, która deklaruje, że nigdy nie ubierze spódnicy lub robi to tylko od większego dzwonu. Kobiety coraz rzadziej wybierają noszenie spódnic i sukienek, a jeśli już, wybierają te krótkie. I tutaj pojawiają się rewelacje z rosyjskojęzycznych stron jakoby choroby kobiece, infekcje, problemy hormonalne, niepłodność i szeroko pojęte „zagubienie w życiu” było w kobiecym życiu konsekwencją noszenia właśnie spodni. Natomiast spódnicy lub sukni i to wyłącznie długiej, szerokiej przypisuje się rolę przekaźnika między Matką Ziemią, a kobietą. A to właśnie bezpośrednio z Ziemi ma kobieta czerpać energię, w odróżnieniu od mężczyzn, którzy mają potrzebować kobiety jako pośrednika.

Rozpoczęłam internetowy research. Trafiłam na sporo doniesień o tym, jak rzekomo noszenie wyłącznie spódnic zmieniło życie kobiet. Najpopularniejszy artykuł na ten temat to ten, opublikowały go dziesiątki polskich stron związanych z alternatywnym stylem życia, a pierwotne źródło trudno zweryfikować bez znajomości rosyjskiego. Łatwo trafić także na te materiały wideo na YT, (link 1 i link 2) również rosyjskiego pochodzenia, wychwalający cudowność spódnic i sukienek. Na FB liczebność grupy Spódnicowy Krąg Kobiet zrzeszającej kobiety noszące taki ubiór przede wszystkim z pobudek energetycznych, ale też zwykłe miłośniczki kobiecych stylizacji to już ćwierć miliona członkiń. Natomiast bez energetycznego tła propaguje w Polsce spódnice i sukienki blogerka AniaMaluje, autorka akcji 100 dni bez spodni. Waszej uwadze poświęcam również refleksje Ewy z Pracowni Shu, która uszyła dla mnie tę przepiękną czerwoną spódnicę ze zdjęć.

Dlaczego aż rok w spódnicy?

Od dziecka kochałam długie spódnice. Jako nastolatka walczyłam z rodzicami, żeby takie nosić. Większość kobiet ma odwrotną historię, a mnie mama chowała spódnice, żebym nosiła jeansy. Z czasem się poddałam i faktycznie to spodnie zaczęły dominować w mojej garderobie. Zazwyczaj niedopasowane do mnie spodnie, bo tak bardzo nie lubiłam ich kupować, że miałam tylko te, które ktoś, gdzieś mi „wcisnął”. Wystarczyło mi jedynie rzucić hasło, żebym je wszystkie wyrzuciła i zapełniła szafę zwiewnymi maxi w pstrokatych kolorach. Jednak w tamtym momencie zbierania informacji nie miałam ich zbyt wiele, a dokładniej miałam tylko jedną, (co i tak jest dobrym wynikiem zważając, że całe moje spodnie stanowiły wtedy 2 pary legginsów). Zakup spódnic, długich, wygodnych, kolorowych i to jeszcze zimą stanowi z kolei przy obecnych trendach spore wyzwanie. Umówiłam się więc ze Wszechświatem, że rozpocznę akcję Rok w Spódnicy i sprawdzę na własnym, żywym ciele jak to z tymi spódnicami i energią jest, jak tylko on mi jakieś podsunie. Podsunął.

rok-w-spodnicy-1

Jak było i co się zmieniło #wspódnicy

9 grudnia 2015 roku w drodze po warzywa na targ coś mnie podkusiło i zahaczyłam o pobliski lumpeks skąd wyszłam z trzema spódnicami, szarą w kropki, biało-czarną i wielobarwną w odcieniach zieleni i niebieskiego. Żadna z nich nie była wymarzoną maxi, wszystkie sięgały mi tylko przed i do kostki, co jest dla mnie najbardziej denerwującą długością, ale wystarczyło to wtedy do rozpoczęcia akcji.

Do dziś przez ostatnie 369 dni nosiłam wyłącznie spódnice, przez większość czasu długie do ziemi maxi, 2 razy miałam na sobie mini, a kilkanaście razy spódnicę krótką do kolan, bo tego wymagała ode mnie tymczasowa praca, którą przez pewien czas wykonywałam.

Przez ten czas przez moją szafę przewinęło się sporo długich do ziemi spódnic i sukienek na dzień dzisiejszy ustalając ich listę na 15 w pełni zadowalających mnie sztuk, takich które nie leżą w szafie, tylko są na bieżąco noszone. Ze spodni mam 2 pary rajstop, których i tak nie noszę.

  • Fajna, zadowalająca szafa, w której zawsze mam się w co ubrać to zdecydowanie największy plus podjęcia tej akcji. Noszenia i zakupu spodni nadal nie planuję i robi mi się niewygodnie na samą myśl o tym.

Ale, o spódnicach i energii.

Jak to jest z tą energią? Po roku powiem, nie wiem. Ten rok kończę przemęczona, fizycznie wyczerpana, z problemami zdrowotnymi i zupełnie rozregulowanym cyklem miesięcznym.  A zaczęłam w pełni zdrowa i z cyklem jak w zegarku. Wedle rewelacji z linków powyżej powinno być dokładnie odwrotnie. Oczywiście spódnic nie obwiniam o te zmiany, dobrze wiem, co za nimi stoi. Jednak jak widać, noszenie długich spódnic w żaden sposób mnie tutaj nie uchroniło.

Nie mam więcej pieniędzy, energii do życia, ani większego powodzenia u mężczyzn niż nosząc spodnie.

Na pewno pogłębiły się i to bardzo moje zdolności parapsychiczne, mam lepsze wglądy, lepsze czucie i widzenie energii, większą też mam „siłę” własnej energii i więcej mogę. Uważam jednak, że zawdzięczam to własnej pracy w tym kierunku i otworzeniu się na regularną pracę z klientami, którzy przychodzą do mnie po konkretną pomoc, muszę więc być im zdolna jej udzielić.

Czy więc widzę jakieś powiązanie między kobiecą energią, a noszeniem spódnic i sukienek?

  • Empirycznie żadnego.
  • Wglądowo około 10-15% więcej energii na rzecz spódnic.
  • Obserwacyjnie widzę ten związek u kobiet, które naprawdę uwierzyły, że spódnice i sukienki im tą energetykę poprawią lub bardzo silnie wiążą ideał kobiecości z nimi właśnie. Czyli dla mnie placebo.
    Zwracam też uwagę na kobiety o niezaprzeczalnie silnej, świetlistej energii, które spodni nie odrzucają. Myślę tu na przykład o Ewie Foley, Ewie Renacie Cyzyman-Bany, czy Nelly Radwanowskiej.

Zalety noszenia spódnic:

  1. Dla wygody. Spódnice nie uciskają, nie obcierają, nie krępują ruchów. W spódnicy, nie zależnie czy krótkiej, czy długiej, byleby szerokiej, możemy czuć się stanowczo swobodniej niż w jeansach.
  2. Dla wyglądu. W spódnicach zdecydowanie łatwiej ukrywać „defekty” urody i modelować sylwetkę, żadnych więcej wystających boczków podczas noszenia, ani bolesnych linii na ciele po zdjęciu odzieży.
  3. Jeśli wybieramy sukienki w ogóle odpada nam problem zestawiania ciuchów, sukienka robi cały look. Ja przez długi czas starałam się kupować tylko sukienki, jednak ostatecznie przeprosiłam się ze spódnicami. Spora utrata wagi w ostatnich miesiącach sprawiła, że sukienki maxi, w których chodziłam jeszcze w wakacje, straciły oparcie na biodrach i teraz włóczą mi się po ziemi. Spódnicę można podciągnąć wyżej lub niżej, sukienkę już nie.
  4. Spódnicę łatwiej kupić niż spodnie, potrzebujemy tylko wiedzieć ile ma mieć w pasie i nie ma siły, żeby kupiona przez nas spódnica źle leżała. Spódnice są też w dużym stopniu zmiano-wago-odporne, zwłaszcza te na gumce, więc mogą być swobodnie noszone przez kobiety, których waga ma tendencje do dużych wahań.
  5. Zimą w spódnicach jest cieplej. Naprawdę, choć wiem, że trudno o tym przekonać największe przeciwniczki. Zimą ciepła nie daje ubranie, tylko powietrze nagrzewane przez nasze własne ciało, rolą ubrania jest tylko zapewnienie dobrej izolacji przez zimnem. Dlatego też bardziej komfortowo będzie nam w tylko dwóch warstwach długiej spódnicy, niż trzech warstwach obcsisłych spodni. Odwrotnie, latem w spódnicach jest chłodniej.
  6. Noszenie spódnic daje mnóstwo przyjemności. Jeśli jakiejś kobiecie nie sprawia radości falbana tańcząca między nogami, to nie wiem co będzie.

Wiele kobiet dzielących się swoimi doświadczeniami z noszeniem spódnic i sukienek zwraca uwagę na pozytywne reakcje mężczyzn na ich wygląd, podobno są częściej przepuszczane w drzwiach, na pasach i dostają kwiaty z czekoladkami. Nie wątpię, że można osiągnąć taki efekt, jeśli razem z noszeniem spódnic zaczynamy w ogóle bardziej dbać o nasz wygląd, a te spódnice to wybieramy raczej krótsze niż dłuższe i to z obcasami. Mnie w maxi takie rewelacje ominęły.

Wady noszenia spódnic:

  1. Przestałyśmy być uczone jak dobrze nosić spódnice, długie, rozkloszowane i zwiewne maxi. Dlatego sporo czasu zajmuje znalezienie w tym własnego stylu, tak aby i dobrze się czuć i jeszcze dobrze wyglądać. Pewną trudność sprawiają też zakupy, od samych spódnic zaczynając, tutaj trzeba się zaprzyjaźnić ze sklepami z używaną odzieżą i krawcowymi, po bluzki, swetry i koszule, z których zdecydowana większość dziś jest dedykowana do noszenia ze spodniami. Nieźle się namęczyłam, aby kupić w tym roku krótkie, nie będące tunikami ciepłe swetry.
  2. Trzeba być gotową na zmierzenie się z wizerunkiem nieokrzesanej, emocjonalnej kobiety – amatorki. Możecie protestować, bo jasne, to co piszę tutaj może Wam się nie spodobać. Jednak pomimo naszych protestów nic w kulturze nie jest po prostu, wiele wartości dodanych jest podświadoma i nieuświadomiona. Dlatego nieprzypadkowo dress code business woman to żakiety, marynarki, spodnie w kant i wiele innych części garderoby opartych na męskiej szafie. To tylko po to, żeby podłączyć się do męskiego zbioru cech, w którym znajdziemy opanowanie, fachowość, zdolności managerskie itp. Tymczasem ze spódnicami jest zupełnie odwrotnie.
  3. Na grupie Spódnicowy Krąg Kobiet na FB wiele dziewczyn zaczynających swoją przygodę z długimi spódnicami skarży się, że nieznani ludzie na ulicy biorą je za Cyganki. Dla mnie taki stan rzeczy to akurat plus, ale wiecie, ja jestem wróżką.

  • Podsumowując to wszystko w kilku słowach: ja kocham długie spódnice, a Ty noś co Ci się podoba :^*

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

  • Wszystko super,ale mam jedna male ale. Za malo zdjęć w spodnicach,twoich. Uwielbiam twoje stylizacje,ale ty to wiesz Kochana 😍

    • Dzięki! Chyba faktycznie mało moich zdjęć, ale mało mam zdjęć takich codziennych stylizacji

  • Pięknie wyglądasz! Ja nigdy nie lubiłam długich spódnic, czułam się w nich bardzo żle, niekomfortowo i strasznie grubo. Ostatnio w trakcie małej sesji zdjęciowej, koleżanka przekonała mnie bym założyła, długą, plisowaną spódnicę…Totalnie nie mój gust, ale było w niej coś magicznego, co mnie zauroczyło. Kto wie? Może zostanę fanką długich spódnic?:)) Pozdrawiam Cię cieplutko:)

    • Ta sesja jest piękna. Cusownie wygladasz. Ja mam podobny problem z długością MIDI ale na blogowigilii zaryzykkwalam i może być 😊

      • Jak najbardziej może być! Ślicznie wyglądałaś na Blogowigilii <3

    • To tylko kwestia znalezienie odpowiedniego dla siebie fasonu spódnicy, chociaż przy obecnym asortymencie sklepów jest to dość spore wyzwanie :^/

      Dziękuję Ci za komplement :^*

  • Bardzo ciekawy tekst, podziwiam za wytrwałość w eksperymentowaniu.

    Sama nie przepadam za długością maksi, chociaż może to kwestia tego że nie trafiłam na ładne i nadające się do noszenia zimą. Za to coraz bardziej przekonuję się do sukienek, ale raczej w wersji mini lub midi. Szkoda że one nie mają w sobie takiej magii (i szkoda, że trudno mi siebie samej przekonać, że mogłoby zadziałać ;).

    • :^*
      Pozostaje tylko upór w szukaniu, bo tak, ciężko z tym kupowaniem spódnic obecnie. Jednak jest to jak najbardziej wykonalne. Ja noszę zimą te same sukienki co latem, z tą tylko różnicą, że zimą mam jeszcze halkę i wysokie buty. I nie zgodzę się, że midi nie mają magii, mają, to przecież Disney’owska długość ;^) Do midi trzeba tylko być chudą i w miarę wysoką, ale to brzmi idealnie jak Ty!

      A z działaniem. No ja siebie przekonałam, że nie działa. Ale i tak noszę, bo są inne plusy.

  • cuudna sesja! i szczerze podziwiam za rok w kiecce! chociaż skoro to lubiłaś to nie taka katorga 🙂
    ja na rowerze odmroziłabym sobie już dawno wszystko 😉
    ale na imprezę założyłam sukienkę 1szy raz w tym roku i przyznam że było bardzo wygodnie- brzuchola nic nie gniotło 😀

    • Nie odmroziłabyś, tylko Ci się wydaje :^* Serio!

  • Całe życie nosiłam tylko i wyłącznie długie spódnice i sukienki. Nie wyobrażam sobie inaczej 🙂
    Kiecka mega 🙂

  • Znać obwód pasa to za mało przy szerokich biodrach. Ciężko mi ostatnio znaleźć pasującą spódnicę i nie tylko w rozmiarze, ale żeby jeszcze dobrze w niej wyglądać. O sukienkę tylko teoretycznie łatwiej. W tym roku nie szukam nic. 🙂

    • Jeśli wybierasz szerokie spódnice z półkola lub koła to naprawdę nic więcej Ci nie potrzeba. Na grupie Spódnicowy Krąg Kobiet wiele dziewczyn ma szerokie biodra, znajdziesz tam sporo użytecznych rad :^*

  • Zacznę od zdjęć: zjawiskowe, wyglądasz obłędnie!
    Taki trochę sentymentalny dla mnie post… Kiedyś uwielbiałam długie kiecki, ale już od bardzo długiego czasu najczęściej wskakuję w spodnie. Z wygody, nie ukrywam. Niemniej Twój wpis mnie zainspirował, by wrócić do tego, co kiedyś strasznie lubiłam.

  • Nie mogę dojść do ładu z tym, że Bloomer była pierwsza, ale chłopki były wcześniej. Czasoprzestrzeń się zagięła?

    • Zupełnie nie! Chodzi o przestrzeń publiczną „na salonach”, jako taka Bloomer była pierwsza. Oczywiście nie znaczy to, że w ogóle była pierwsza jak zauważasz. Tylko no, była pierwszą „zauważoną” kobietą w spodniach.

Close