Wiedźma Wie

Ustawienia systemowe – czy to działa?

ustawienia systemowe

ustawienia systemowe

ustawienia systemowe

Minęło już 1,5 miesiąca od kiedy wzięłam udział w ustawieniach systemowych. I trzy tygodnie od kiedy stwierdziłam, że „to teraz już czas, aby o tym napisać”. Dostałam od Was, czytelników bloga, a także osób zupełnie spoza mnóstwo zapytań o to „Jak było?” i „Co się zmieniło?”

Szczerze się teraz przyznaję, że każde takie pytanie wpływało na mnie bardziej demobilizująco niż mobilizująco. Dlaczego? Bo chciałabym Wam napisać, że całe może życie zmieniło się na lepsze i w ogóle och! ach! Wkroczyłam w rajską rzeczywistość. Przesadzam, ale wiecie o co mi chodzi.

Trochę tak się stało, a trochę zupełnie nie.

Czym w ogóle są ustawienia systemowe?

Metodę ustawień systemowych, (zwanych też rodzinnymi, ale obecnie ustawia się już nie tylko osoby powiązane pokrewieństwem, coraz łatwiej natknąć się na takie rzeczy jak ustawienia firm), opracował Bert Hellinger. Ustawienia są metodą, która w krótkim czasie umożliwia zmianę nieświadomych uwarunkowań kształtujących nasze życie i tym samym uporanie się z poważnymi problemami, rodzinnymi, miłośnymi, zdrowotnymi, finansowymi, itd. Jest to praca z wiedzącym polem, w której poddajemy się energii i informacją, które do nas przychodzą z pola właśnie.

Jak trafiłam na ustawienia systemowe?

Po raz pierwszy o ustawieniach systemowych usłyszałam, a właściwie przeczytałam już w początkowym okresie posiadania internetu, będzie z 15 lat. Byłam wtedy nastolatką 10+ i bardzo interesowałam się wszelkimi praktykami wizualizacyjnymi i afirmacyjnymi, które to zainteresowania zasiała mi matematyczka z podstawówki. Oprócz gnębienia nas ułamkami i mnożeniem kobieta różnych technik pracy z podświadomością. (Tutaj nadmienię, że w swoich pierwszych wizualizacjach próbowałam przyciągnąć do swojego życia spotkanie z UFO. Wiecie, wyobrażałam sobie ten latający talerz… Nie, nie spełniło się.)

Moje pierwsze zetknięcie się z ustawieniami Hellingera było spotkaniem z ich krytyką. Obecnie fala nieufności i wrogości wobec tej metody zdecydowanie zmalała, jednak wciąż nie brakuje ludzi, którzy same ustawienia jak i ludzi, którzy się nimi zajmują odsądzają od czci i wiary, bo można sobie nimi zrobić krzywdę. Ja nie znam ani nazwiska osoby, ani narzędzia służącego do pracy z duchowej, które cieszyłoby się wyłącznie dobrą sławą i którym nie można by w pownych warunkach zrobić sobie kuku. Ja w każdym razie byłam, uczestniczyłam, przeżyłam i mam się dobrze. Tyle muszę napisać dla przeciwników ustawień i wątpiących, którzy pewnie przyplątają się do tego artykułu.

Poza naszą wewnętrzną postawą i gotowością do zmiany najważniejszym elementem ustawień jest osoba ustawiającego. Nie można tak po prostu pójść do pierwszej osoby z brzegu! Ja jeszcze jesienią zeszłego roku trafiłam na stronę Ewy z Torunia, wspaniałej, ciepłej osoby o wielkim sercu i wielkiej mocy, która pomogła już wielu ludziom naprostować ich życia. Od razu wiedziałam, że właśnie do niej na ustawienia muszę koniecznie pojechać. Coś było w słowach, które pisała i energii promieniującej nawet z monitora, że czułam, że to dla mnie. W ramach postanowień noworocznych obiecałam sobie udział w ustawieniach u Ewy. I okazja pojawiła się szybciej niż się spodziewałam. Pod koniec stycznia pojawiła się informacja, że ustawienia z Ewą odbędą się 13 lutego w Gdyni. I to były ustawienia specjalnie dla mnie. Raz, bo 13 grudnia miałam już ferie na uczelni. Dwa, bo uwielbiam Bałtyk i Trójmiasto zimą i bardzo żałowałam, że nie mam okazji by tam pojechać w tym roku. Trzy, bo zupełnym cudem udało mi się w styczniu odłożyć trochę rezerw finansowych. Do tego w tym okoławalentynkowym przecież terminie znalazłam w centrum Gdańska nocleg za grosze, a korzystając ostatnich chwil zniżki na PKP przed 26 urodzinami grosze zapłaciłam też za bilety kolejowe. Podsumowując, to w żadnym wypadku nie mógł być przypadek.

Jak było na ustawieniach?

Cały czas przed ustawieniami upłynął mi gładko, wszystko samo układało się tam, żebym bezproblemowo na ustawienia trafiła. Ale same ustawienia były już trudne. Uwalnianie się od traum i negatywnych wzorców bardzo często powoduje negatywne odczucia fizyczne, bóle głowy, mięśni, uczucie osłabienia, mdłości i temu podobne atrakcje. (Chociaż też nie zawsze, choć ja do tej pory spróbowałam tylko jednej praktyki, która byłaby przyjemna w trakcie, po i jeszcze przyniosła mi same pozytywne skutki. Mowa tutaj o medytacji dynamicznej Osho. I tak, tego Osho, postaci chyba jeszcze bardziej kontrowersyjnej niż Bert Hellinger.) Chwile ustawień były dla mnie naznaczone potwornym bólem głowy, poczuciem dyskomfortu i wręcz naglącej potrzeby jak najszybszego oddalenia się i tylko siłą woli wytrwałam do końca.

Było nas kilkanaście kobiet w różnym wieku, z których tylko kilka miało swoje własne ustawienia zgodnie z decyzjami pola. Ja byłam jedną z nich. W kwestii technicznej wyglądało to tak, że siedziałyśmy wszystkie w kręgu, osoba, której było dane ustawienie siadała na miejscu obok ustawiającej Ewy, a w środku okręgu ustawiali się reprezentanci bohaterów przepracowywanego dramatu. Bardzo ciekawa byłam uczuć jakie towarzyszą byciu reprezentantem właśnie, czego nie dane mi było sprawdzić, bo tego, że raz stałam jako anioł, a jak jako osoba zmarła nie liczę.

Wszystkie ustawienia z tego dnia dotyczyły dzieci, nienarodzonych, zmarłych, oddanych, chorych…

Z mojej żeńskiej linii rodziny Ewa pomogła ściągnąć klątwę rzuconą przez moją przodkinię kilka pokoleń wstecz.

Po co mi były te ustawienia?

Z kilku powodów między którymi była i ciekawość i chęć spełnienia marzeń, na które się nijak nie zapowiada w moim życiu i… desperacja. Bardzo rzadko, a praktycznie wcale, więc doceńcie teraz moją szczerość, przyznaję się do posiadana w życiu dwóch takich spraw, które mi skutecznie uprzykrzają codzienność i to już od paru lat. A wszystko przez węzeł karmiczny, który sobie sama „radośnie” zasupłałam w sierpniu 2009 roku, czyli dość dawno już, ale konsekwencje wcale z czasem nie osłabły. Ustawienia systemowe były jedną z całego szeregu różnych praktyk, których podjęłam się, aby ten węzeł rozwiązać.

I chciałam, żeby moje życie było odczuwalnie lepsze, chciałam w swoim życiu ludzi, rodziny, własnego domu w sensie budynku i żeby skończyły się moje trwające już ponad rok problemy finansowe.

Jakie są efekty ustawień?

O to jestem pytana najczęściej, właśnie o efekty. A ja się krzywię, bo w moim odczucie efekty są zamierzone i spodziewane, ot, maseczka nawilżająca może dać efekt nawilżając nam skórę. Ale praktyki duchowe to mają raczej skutki, często nieprzewidziane i niespodziewane. Kiedyś podczas warsztatu z czakr pozbyłam się lęku wysokości, czego się w ogóle nie spodziewałam, ale co w okazało się być tym, co było mi potrzebne. I w efekcie kilka tygodni po warsztatach wlazłam na Rysy, co wcześniej było to dla mnie nie do pomyślenia. Nie zawsze potrzebujemy tego, co chcemy osiągnąć. Ta mądrość to tutaj klucz, bo ustawienia systemowe nie dały mi tego, na co liczyłam, być może upłynęło jeszcze za mało czasu, by moje ustawienia pokazały cały swój potencjał. Wcale się nie zdziwię, jeśli za kilka 2 lub 5 lat spojrzę wstecz i stwierdzę, że właśnie ustawienia systemowe 13 lutego 2016 roku przestawiły moje życie na lepszy tor.

Skorygowałam kurs w życiu, dostrzegłam z niewyobrażalną ostrością kretyńskie wręcz błędy, które popełniałam niby w dobrej wierze. Miesiąc po ustawieniach moje życie jest jakby cięższe, bardziej gorzkie i… bardziej moje. Wróciła do mnie „męska siła”, która starałam się u siebie zwalczać. Widocznie będzie mi jeszcze bardzo potrzebna. W zamian wyparowało wiele myślenia magicznego. Czuję, że trzymam w rękach stery własnego życia. Zmianę, którą spowodowały ustawienia i zdjęcie klątwy czuję wyraźnie, ale nie namacalnie. Mówiąc po ludzku moja codzienność pozostaje na razie taka, jaka była.

Czy udział w ustawieniach był dla mnie dobry? Zdecydowanie tak. Ale czy dał mi to, czego oczekiwałam? Zupełnie nie. Ale wiem, że dał mi to, czego potrzebowałam. Jestem przepełniona wdzięcznością i do losu i do Ewy. A tym, którzy zastanawiają się nad udziałem w ustawieniach powiem krótko, jeśli czujecie, że coś Was do tego tematu przyciąga, zachęca to najpewniej jest to dla Was i jedźcie koniecznie.

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

  • Niesamowicie mnie ciekawią takie rzeczy! (godzinę siedziałam i czytałam u Ciebie o tarocie i czakrach!) Ale powiem szczerze, że zawsze jestem nastawiona dość sceptycznie. Wciąż waham się po której stronie stanąć i czy to wszystko nie działa na zasadzie placebo, czyli uczestniczyliśmy, więc podświadomie sprawiamy i wmawiamy sobie, że są zmiany na lepsze. Oczywiście w żadnym wypadku nigdy nie krytykuję osób biorących udział w takich doświadczeniach, a wręcz podziwiam, bo to musi być bardzo ciekawe! Sama kiedyś może się odważę! Na razie studiuję Twoje bloga! 🙂

    • Placebo to bardzo kontrowersyjny temat. Zresztą widzisz, mnie przecież nie pomogło, a wierzyłam, że pomoże…

      <|:^*

    • Kasia- a wyobraź sobie ze taki sceptyk idzie na ustawienia i postawiony „w roli” przestaje kontrolować swoje ciało i „gra”?! Tak- to o mnie i to był kosmos!

      • Dlatego najlepszym wyjściem jest po prostu spróbować! Po czymś takim sceptyk zapewne przestaje być sceptykiem 🙂

  • Odkrywasz przede mną to co tajemnicze i ciekawe…Jesteś jak świeży powiew wiatru, który pobudza moje zainteresowania i chęć odkrywania nieznanych terenów. Dziękuję!

    • Też Ci dziękuję <|:^*

  • Przyznaję, że ciekawi mnie to jeszcze bardziej. Ciekawe jak to wszystko się odbywa. Człowiek wie tylko jak się te psychoterapie i tym podobne rzeczy odbywają. To brzmi inaczej, stąd moje większe zainteresowanie. W zasadzie nawet wiem, co jest moją jedną (pewnie z wielu) blokadą.

    • Ja nawet nie wiem jak działa psychoterapia, no jeszcze zależy jaka. W sensie jak to się dzieje, że jednym pomaga, a innym nie.

      I ja bym obstawiała, że masz tylko jedną blokadę – brak wiary we własne siły.

      • O, to chyba jednak są już 2. Pomyślałam o innej, ciągnącej się od urodzenia za mną.

        • Jeśli już wiesz co to i skąd się wzięło to możesz z tym pracować.

  • Nie mam pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi, ale najważniejsze, że tobie pomogło i jesteś zadowolona:)

    • Nie, no właśnie zupełnie nie pomogło. Cieszę się, że byłam z racji zrozumienia brutalnej prawdy, że wiara w cuda rzadko przynosi efekty. Mówiąc językiem wielkanocnym, że trzeba „nieść swój krzyż”.

      • Rozumiem. Nie osiągnęłaś tego, co chciałaś, ale zyskałaś inną, równie cenną wiedzę i stąd moje słowa:)

  • O tym węźle karmicznym dowiedziałaś się dopiero podczas ustawień, czy wiedziałaś już wcześniej? Był on może związany w jakiś sposób z jakimś rytuałem?

    • Z obietnicą. I wiem o nim od początku, poniekąd świadomie go związałam. O ile tak można powiedzieć o kimś w skrajnej rozpaczy. Natomiast, że działa zaczęłam realnie odczuwać kilka lat temu, kiedy nie mogłam dojść co takiego sprawia, że pewne rzeczy mi w życiu nie wychodzą. I sobie przypomniałam. Teraz przechodzę przez krater emocjonalny, bo muszę się pogodzić z tym, że nie uda mi się w tym wcieleniu z tym uporać.

      Na ustawieniach dowiedziałam się dopiero o klątwę, do której istnienia jeszcze się nie ustosunkowałam.

  • ANNA

    „Ściągnąć klątwę” oznacza „wykluczyć” – naruszenie podstawowej zasady porządku miłości według Berta Hellingera. Z serca polecam Nowe Ustawienia Rodzin w Ciszy. Warto mieć wybór w życiu, zwłaszcza kiedy chodzi o nasze tu i teraz. Dziękuję też z serca za podzielenie się fragmentem osobistym. Pomyślności wszelkiej – Anna Choińska Hellinger Team Polska

  • Ja zawsze byłas sceptyk i niedowairek. Jak pisałam maturę moi rodzice wysłali mnie na ustawienia razem z moim tatą (pomysł mamy), ja się zgodziłam ale nie wiedziałam o co kaman. Jak siedziałam na widowi to przyznam nie dowierzałam ale jak doszło do własnych i pozniej do bycia aktorem- szok!
    Ustawienia nie leczą, one otwierają oczy na pewne problemy. Na przestrzeni kilu lat moi rodzice brali w nich udział i to co mogę powiedzieć: zmienili się na korzyść. Tata stał się tatą a mama trochę wyluzowała. Cuda się nie stały i nie od razu ale na bank zmieniło to moją rodzinę. Nadal nie sa/jesteśmy normalni ale się wspieramy :).
    A ja mam nadzieje że Twoje ustawienia z czasem przyniosą zamierzony efekt.

    • wow, musisz mieć świetnych rodziców 🙂 ja gdybym moim oznajmiła, że idę na jakieś ustawienia to miałabym taki wykład ustawiający, że by mi się właściwych ustawień odechciało 😀 Ale muszę przyznać, że temat zaciekawił mnie jeszcze bardziej.

      • No różnie to z nimi bywa ale faktem jest że jesteśmy wszyscy mocno alternatywni 😉
        To się nie pytaj tylko zrób je kiedyś!

        • Pytać przestałam się już dawno ;p zrobię kiedyś!

      • Blogierka już się Tobą zajęła, ale ja tylko podrzucę, że ludzie, którzy mają wspaniałe rodziny nie interesują się takimi rzeczami jak ustawienia rodzin <|;^*

Close