Wiedźma Wie

Wegański come back. Wszystko o moim weganizmie.

weganizm (5)

Selfie z marchewką.

Wróciło. A właściwie ja wróciłam. Na weganizm. Minął już miesiąc od kiedy odżywiam się wyłącznie w sposób roślinny. To dla mnie Wielki Come Back do takiego sposobu odżywiania po porządnych 2 latach wegetariańskiej przerwy. Wcześniej byłam weganką prawie 4 lata i ogromnie dużo diecie roślinnej w swoim życiu zawdzięczam. Niektóre z tego „dużo” zdążyłam już zaprzepaścić i teraz chcę je odzyskać, jak szczupłą figurę, albo radość z gotowania. Inne efekty długiego okresu na diecie roślinnej wciąż ze mną są, ale z czasem i za sprawą pobytu w Chinach nabawiłam się również wątpliwości co do życia na diecie roślinnej. Ale po kolei.

Dlaczego weganizm #1

Na weganizm przeszłam na początku 2011 roku motywowana:

 Znajomością historii rozwoju gatunku ludzkiego i odkryciem, że człowiek ani prehistorii ani historii nigdy nie odżywiał się w pierwszej kolejności mięsem. Owszem mięso było cenne, odżywcze, jego spożycie po odkryciu ognia przyczyniło się do wzrostu tempa ewolucji, a przy tym było towarem rzadkim. Ani nasi pra(pra)pradziadowie, ani dziadowie mięsa nie jadali na co dzień. Zaczęłam myśleć i zastanawiać się jak to może być możliwe, że dla człowieka w XXI wieku może być dobre jest jedzenie takiej ilości białka zwierzęcego, skoro nasi przodkowie nigdy się tak nie odżywiali. Wiecie jak często jedli mięso nasi paleoprzedkowie? Raz na kilka miesięcy. Co jedli normalnie? A no roślinki. Co jadali w średniowieczu? A no głównie roślinki. Chyba, że było się bogaczem to jadało się tą dziczyznę i zapijało miodem pitnym i krótko żyło. Zwykli ludzie zajadali roślinki, głównie kasze i inne zboża. A teraz wielki przeskok w przyszłość. Zapytajcie Waszych dziadków jak często jadali mięso, (pomińmy czasy komunizmu, bo to była nieco sztuczna sytuacja).
Z obecnie obowiązującej piramidy zdrowego żywienia można sobie odczytać, że drób, jaja i ryby powinniśmy spożywać góra kilka razy w tygodniu. A nie codziennie w każdym posiłku jak to ma miejsce na stołach wielu Polaków. Co natomiast powinniśmy jeść zawsze? Roślinki.

Wiarą, że dieta roślinna pomoże mi wyzdrowieć. Od 2003 roku chorowałam na autoimmunologiczne zapalenie wątroby, a tradycyjni lekarze mieli dla mnie tylko sterydowe leki po których byłam brzydka i gruba i mroczne wizje przeszczepu i śmierci. Sad story.

Potrzebą pozbycia się posterydowych kilogramów. Chciałam schudnąć, krótko mówiąc.

Pomysłem, że weganizm to cudowna wymówka do niejedzenia traumatyzującego mnie żółtego sera i innych takich. (O swoich urojonych problemach z jedzeniem pisałam w zeszłym tygodniu przy okazji dzielenia się przepisem na spaghetti z bobem.)

Niechęcią zjadania innych istot żywych. Powód tak oczywisty, że wymieniam go na końcu. Szczególnie po lekturze książki „Eating Animals” Jonathan’a Safran’a Foer’a, która jakiś czas temu już ukazała się w języku polskim. Foyer opisuje szczegóły przemysłu mięsnego na świecie starając się być jak najbardziej rzetelny w tym co robi i nie agitować na rzeczy weganizmu, podsuwa nawet rozwiązania dla ludzi, którzy z różnych powodów nie zamierzają zaprzestać jedzenia mięsa. Trudno jednak po tej lekturze choćby nie pomyśleć o przejściu na dietę roślinną.

weganizm (2)
Nie byłam wegetarianką zanim zostałam weganką. Całe swoje życie jadałam bardzo mało mięsa i nabiału. Jadałam jedynie jakiś malutki kawałek kury raz w tygodniu przy niedzieli, 2 razy do roku kiełbasa z grilla, nigdy żadnych wędlin, szynek, pasztetów, niegrillowanej kiełbasy, itp. Jajka jadałam praktycznie tylko w ciastach, raz na pół roku jajecznica zajadana ogromem chleba, bo smaku jajek nigdy ścierpieć nie mogłam. Nigdy nie jadłam żadnych serów. Jogurty jadłam praktycznie tylko owocowe i to tylko jak ktoś w domu kupił i zostawił w lodówce. Od 11 roku życia byłam czołową bojowniczką przeciwko piciu mleka krowiego przez człowieka. Uwielbiałam te szare, nieprzeźroczyste butelki po coli light, bo szło w nich nosić do szkoły mleko sojowe, które nie dość, że pyszne, to jeszcze jest całkiem sycące. Niestety, tych butelek już nie ma, a picie publicznie jakiegoś białego płynu niezmiennie robi furorę, nawet, kiedy człowieka przestały otaczać nastolatki. W ogóle w życiu najwięcej mleka krowiego skonsumowałam pod postacią krówek.

Co dał mi weganizm?

Nigdy się tutaj wcześniej nie chwaliłam, ale drugi blog jaki pisałam w życiu był właśnie wegańskim blogiem kulinarnym, którego reklamowałam hasłem: „Weganizm mnie wyzwolił”. Brzmi to może i pompatycznie, ale nie ma w tym grama przesady. W moim przypadku dieta roślinna sprawdzała się idealnie, nigdy nie cierpiałam z jej powodu na żadne niedobory, czy osłabienie.

Faktycznie jestem dziś zdrowa. Moja wątroba pracuje i ma się dobrze. Zapewne nie tylko dieta roślinna się do tego przyczyniła, ale także moja praca z własną duszą , jednak zasługi weganizmu nie mam zamiaru umniejszać. Wydolność mojego organizmu odżywianego wyłącznie roślinkami była na najwyższym poziomie. To właśnie będąc weganką trzaskałam po 12 km biegu kilka razy w tygodniu.

Na nowo odkryłam jedzenie. Zaskoczeniem odkryłam, że niemal każda wegańska potrawa bardzo mi smakuje. Odkryłam produkty, po które odżywiając się tradycyjnie nigdy bym nie sięgnęła: wodorosty, grzyby mung, mleko z orzechów, kotlety sojowe, kasze, soczewicę i wiele wiele innych. I odkryłam, że gotowanie może być zabawą, a niekoniecznie procedurą, którą trzeba przeprowadzać zgodnie z tym jak mama i babcia uczyły, bo inaczej nie wydze. Swoje pierwsze wegańskie ciasto pamiętam dokładnie do dziś, upiekłam je latem już po prawie pół roku weganizmu. Było marmurkowe z owocami. Ciągle mam zdjęcie.

Schudłam dużo i to bez odchudzania. Samo zleciało. Bardzo poprawiła mi się też skóra.

weganizm (3)

Mój pierwszy wegański wypiek. Historyczne zdjęcie.

Dlaczego wegetarianizm?

Na diecie wegańskiej pozostawałam prawie 4 lata. A na pytanie dlaczego przestałam są 2 odpowiedzi. Jedna taka, że wiosną 2014 roku miałam słaby czas i uległam rurkom waniliowym z Biedronki, a potem jeszcze mlecznej czekoladzie. I znowu tym rurkom. A w sierpniu wylądowałam w Chinach. I o ile przed wyjazdem wydawało mi się, że nie będę mieć najmniejszego problemu z roślinnym jedzeniem w Państwie Środka o tyle bardzo się rozczarowałam. Chińczycy jedzą mięso nawet na słodko. Paradoks polega na tym, że z jednej strony mięso znajdziemy w niemal każdej chińskiej potrawie, a z drugiej strony stanowi ono zwykle najmniejszą część potrawy. Jada się go mało, ale jest wszędzie. A jeśli w czymś nie ma mięsa, to są jajka. (Rządnych szczegółów zapraszam do tagu „smaki orientu”). 10 miesięcy w Chinach spędziłam jako wegetarianka, która nie dochodziła składu potraw, które zjada. Było ciężko, w Chinach potrawa „bez mięsa” to potrawa, w której tego mięsa nie widać. (W ten sposób dwukrotnie prosząc o bezmięsne danie wegetariańskie dostałam do jedzenia zupę ze… szpiku.) Włączyłam też do diety produkty mleczne, drogie jak złoto importowane masło, jogurty owocowe, herbatę z mlekiem, desery z zielonej herbaty i nadzwyczaj pyszne chińskie lody.

O ile odstawienie nabiału mój organizm przyjął ze zdecydowaną, ale umiarkowaną wdzięcznością, o tyle jego powtórne włączenie do diety już mu się nie spodobało. Po każdym spożyciu bolał mnie brzuch, wyskakiwały pryszcze i takie historie. Krótko mówiąc na własnym żywym organizmie przekonałam się, jak wiele racji mają przeciwnicy nabiału mówiący, że trzeba go najpierw odstawić, żeby się przekonać jak bardzo nam szkodzi.

Dlaczego nie wróciłam na weganizm od razu po powrocie do Polski?

Bo zdałam sobie sprawę, że weganizm to jednak wymysł rozwiniętego świata. Tak, na własnym przykładzie potwierdzam, że jest on zbawienny dla człowieka. (Uwaga! Weganizm nie jest dla wszystkich. Spora grupa ludzi cierpi na upośledzone wchłanianie niektórych mikroskładników pochodzenia zwierzęcego.) Jednak łatwo być weganinem w dużym, europejskim mieście i do tego gotując głównie w domu. Tymczasem dla sporej części świata dieta roślinna to niemożliwa do przeprowadzenia fanaberia. Tutaj przypominam wpis o swoim pobycie w tybetańskiej wiosce, gdzie przez cały miesiąc jadłam ziemniaka dziennie + paczkę pseudociastek. Tambylcy jedli w tym czasie krowy.

Na forach dla wegan i wegetarian często można spotkać opinię, że przecież jeśli w danym terenie żyją zwierzęta to muszą być i rośliny, które może jeść człowiek zamiast tychże zwierząt. No tylko czasami te rośliny wyglądają tak:

weganizm (4)

Roślinki, wersja Wyżyna Tybetańska zimą. Krowa poje, ale czy człowiek?

Dla wygody. Co by nie powiedzieć wegetarianizm jest nieporównywalnie prostszy jeśli żyje się w małym mieście / jada na mieście / w życiu towarzyskim. A na drugie śniadanie do pracy można zabrać po prostu duży jogurt, którego nie trzeba ani kroić, ani myć, ani nawet koniecznie zjeść w obawie, aby się nie zepsuł.

♥ Z chęci dalszego podróżowania po świecie. Planuję powrót do Chin, tym razem na o wiele dłużej niż rok. W planach mam także odwiedzenie Islandii, która również nie jest krajem przyjaznym weganom. (I zastanawiam się, czy dłuższy pobyt w Azji nie sprawi, że w ostatecznym rozrachunku wrócę do jedzenia mięsa.)

♥ Bo zniechęciłam się do wegańskiego środowiska w Polsce, z którym nie chcę być utożsamiana. Postawa „ja jestem lepsza, bo nie jem zwierzątek” jest mi zupełnie obca. Uważam, że każdy powinien zrobić coś dobrego dla świata, ale nie twierdzę, że w każdym wypadku musi to być rezygnacja z produktów odzwierzęcych, równie dobrze można wspierać dzieci z ubogich rodzin, działać na rzecz równości, korzystać z alternatywnych metod pozyskiwania energii, czy oszczędzać wodę.

Bo dał mi do myślenia wykład Ewy Renaty Cyzyman-Bany z warsztatu „Jedzenie i ciało”. I zaczęłam się zastanawiać, czy rezygnacja ze spożywania produktów odzwierzęcych, ale i zwierząt w ogóle nie kryje w sobie braku poszanowania dla porządku świata? (Zaciekawionych odsyłam do wywiadu.)

(Dla waniliowych rurek i lodów).

Dlaczego weganizm #2?

Minął kolejny rok mojego wegetarianizmu i wszystkie wymienione wyżej powody, aby przy nim pozostać straciły swoją moc przekonywania. Pojawiły się powody nie do odparcia, by wrócić na weganizm:

Okres wegetarianizmu przywrócił do życia wiele moich jedzeniowych problemów społecznych. Znów musiałam tłumaczyć, dlaczego nie jem sera, ani sosów śmietanowych, no i wszystkich tych rzeczy, których nie jem, bo nie lubię. Jak już wspominałam wo niemal wyłącznie produkty pochodzenia zwierzęcego. I właściwie, to wcale nie było mi tak prościej z tym jedzeniem w towarzystwie i na mieście. I tak szukałam zawsze czegoś wegańskiego w karcie, albo jadłam frytki.

Stęskniłam się za smakiem własnej kuchni. Jako wegetarianka mieszkająca (znów) z rodzicami odżywiałam się w dużej mierze półproduktami. A to tosty z dżemem, a to same ziemniaki i surówka. Zbyt często komponowałam sobie posiłki z tego, co mogłam znaleźć w lodówce zamiast ugotować sobie sama coś pysznego. Przepisy z Jadłonomii kusiły, ale przecież mama zrobiła naleśniki, więc po co? Potrzebowałam motywacji by znów chwycić za gary.

Dla poczucia lekkości i większej dawki energii.

♥ Wróciła mi spora część wcześniej straconych kilogramów. Niby dzięki mojej miłości do Shauna T. i jego treningów Insanity moja waga stale spada, jednak bardzo, bardzo wolno. Liczę, że dieta roślinna powtórzy swój cud i sprawi, że nadprogramowe kilogramy po raz kolejny po prostu mi „odparują” :^)

Jak to jest wrócić na weganizm po przerwie?

Pierwsze dwa dni były trudne. Walczyłam o ochotą na cokolwiek mlecznego i ratowałam się sorbetami. A później przeszło jak ręką odjął. Na przełomie pierwszego i drugiego tygodnia przeżyłam wysyp pryszczy i nieprzeziębieniowy katar. Objawy oczyszczania organizmu. Kiedy to się skończyło, to właściwie straciłam poczucie, że miałam jakąś przerwę. Pożeram ogromne ilości warzyw i owoców, kilogramy hummusu i codziennie pilnuję, żeby ugotować coś specjalnie dla siebie. Już mnie nie kuszą waniliowe rurki.

♥ Jestem zachwycona tym jak bardzo zwiększyła się oferta wegańskich produktów w sklepach i tym, że nie mam problemu z zaopatrzeniem się w składniki w rodzinnym mieście. Kiedyś robiłam zakupy głównie w Krakowie.

Weganizm 2011-2014 i dziś.

Kiedy zaczynałam było ciężko. 2011 rok to jeszcze czas, kiedy mało kto słyszał o weganizmie. Siedzieliśmy wtedy w jakimś podziemiu internetowym, wyśmiewani i nierozumiani dzieliliśmy się informacjami o tym, że Mieszanka Krakowska jest wegańska i w jakiej wegetariańskiej knajpie można szczęśliwym cudem trafić na jakąś wegańską opcję. Chodził też wtedy taki smutny żart, że w Polsce najbliżej coś wegańskiego można zjeść w Berlinie… Teraz wegańską knajpę lub przynajmniej miejsce z wegańskimi opcjami znajdziemy niemal na każdym rogu. To tylko 4 lata jednak zmiana jest ogromna, zwłaszcza w świadomości społecznej. Ludzie, którzy wtedy nie rozumieli mojego wyboru dziś szerują propagandowymi wegańskimi memami na FB. Kiedyś nie miałam nawet żadnych znajomych wegetarian, a dziś doliczam się kilkunastu znajomych wegan.

♥ I wegańskie lody są (prawie) ogólnodostępne, takie lody, że lody, nie sorbet, czy ciapa z mrożonych bananów.

Więc teraz znów weganizm.

weganizm

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

  • Jola

    Nie wyobrażam sobie być tak w 100% weganką. Wegetarianką już szybciej, ja lubię nabiał i częściej niż raz na miesiąc jajka. Chyba nie dałabym rady żyć zupełnie bez mięsa. Umiem się bez niego obejść, ba, nawet bardzo smaczny np. obiad ugotować, ale… Pasztet wegański jest przepyszny.

    • Namawiać nie będę na siłę, bo to bez sensu. Ale nigdy nie ma tak, że bez czegoś się nie da żyć. Najfajniejsze bywa odkrywanie, że właśnie się da i to na luzie, bez żadnego katowania.

  • Ale wiesz, że rośliny to też są żywe istoty? I kto wie, jak one mają z tym umieraniem, czy cierpią, czy nie. Nie ma za bardzo jak się zapytać. Za to na pewno ja się lepiej czuję, kiedy zjem rośliny, niż mięso. I ta hodowla roślin jednak jakaś taka mniej przemocowa :p

    • Ależ oczywiście, że wiem. I to kolejna rzecz, która czyni weganizm problematycznym. W sumie to doświadczalnie można zaobserwować, że rośliny czują, reagują na to jak się do nich mówi, lubią lub nie daną muzykę i nawet miewają swoje humory. Więc czują zdecydowanie. A czasami to nawet mówią do człowieka.
      Z drugiej zaś strony na obecnym etapie życia w ogóle nie kręci mnie breatharianizm.

  • Ja nie jestem ani weganką, ani wegetarianką, ale za mięsem nie przepadam. Jem raz w tygodniu, czasem raz na dwa tygodnie. Wolę już zjeść rybę albo owoce morza. W sumie podstawa mojej diety są warzywa, owoce, kasze, makarony, ryż. Bardzo dobrze się czuje jedząc w taki sposób. Nie mogłabym tak jak niektórzy ludzie jeść mięso na śniadanie, obiad, kolację dzień w dzień, ale rozumiem, że każdy ma inne potrzeby. Bardzo ciekawy artykuł, teraz będę z podejrzliwością patrzeć na nabiał:). Chociaż z krowiego się stopniowo wycofuję i jem teraz większość produktów z koziego mleka.

  • Bardzo podoba mi się Twoje podejście- jest wyważone. Widzisz, że weganizm przyniósł Ci dużo dobrego , ale też potwierdzasz, że czasami jest problematyczny (historią z Tybetem). Osobiście uważam, że po jednej i po drugiej stronie „barykady” ludzie za mocno okopują się swoimi argumentami i nie przyjmują do wiadomości innych. Grunt to mieć otwarty umysł i słuchać swojego ciała 😉

  • Katarzyna Wojtyńska-Stahl

    Jestem wegetarianką i też mi z tym dobrze 🙂

  • W gimnazjum miałam też epizod z wegetarianizmem traktowałam to w kategorii eksperymentu. Jestem ogólnie osobą która za mięsem aż tak nie szaleje, za to owoce i warzywa to zawsze była podstawa mojej diety. W moim przypadku zdrowotnie działa dieta bezglutenowa (problemy autoimmunologiczne i tarczyca). Lubie czytać takie wpisy, w których widać prawdziwe argumenty na zasadzie autopsji a nie jakiś ulotnej idei czy też mody. Równowaga jest potrzebna wszędzie, również w odżywianiu, jeśli czujesz się w takim schemacie odżywiania najlepiej oznacza to, że trzeba podążać tą drogą 🙂

Close