Wiedźma Wie

Czy wiedźmy też mają problemy osobiste? Czyli kto wie lepiej niż Ty.

Tytułowe pytanie zadała mi w prywatnej wiadomości jedna z czytelniczek. Najpierw mnie ono rozbawiło, a później zastanowiło. Pora rozprawić się z bardzo niebezpiecznym mitem, który wciąż ma się dobrze w społeczeństwie. Też się na niego kiedyś nabierałam. A chodzi o naszą naiwną wiarę, że są gdzieś ludzie, którzy nie mają żadnych problemów i którzy zjedli wszystkie rozumy… Nie mam tutaj na myśli egoistycznego i zrazem bardzo smutnego przekonania niektórych, że tylko oni jedni jedyni mają prawdziwe problemy, a cała reszta społeczeństwa ma w życiu o niebo lepiej i łatwiej. (Takie przekonanie najczęściej wymaga pomocy właśnie z zewnątrz i jakiejś formy terapii.) Ten wpis poświęcam mitowi nieomylnych autorytetów.

Przeuduchowieni i przemądrzy tybetańscy mnisi

Jestem tą szczęściarką, która miała okazję rozczarować się w Tybecie. Widziałam prawdziwych tybetańskich mnichów i realną mądrość, lub jej brak, której byli ucieleśnieniem. O tym wszystkim możecie przeczytać w podlinkowanym wyżej artykule. Sedno w tym, że we mnie mit oświeconego buddyjskiego mnicha i zmieniającej życie podróży do Tybetu, z którego wraca się oświeconym jak cholera upadł dla mnie z kretesem. Gruchnął aż miło. Byłam widziałam, doświadczyłam i wróciłam będąc większą realistką. Buddyjskimi mnichami też zostają ludzie, tacy ludzcy, z dobrymi i złymi cechami, różni, mądrzy i głupi. Ludzcy jak ja i Ty nawet jeśli potrafią godzinami siedzieć w pozycji lotosu.

Wielu ludzi jednak nie miało mojego szczęścia do rozczarowań. Może Tobie też wydaje się, że psycholodzy, terapeuci i duchowi nauczyciele nie mają problemów osobistych? Albo na poziomie świadomym wiesz, że to także ludzie, ale jednak za każdym razem kiedy słyszysz o rozwodach, kłótniach, bankructwach i podobnych problemach dotykających znajomych z tych profesji najpierw łapiesz się na tym, że Cię to dziwi. To znaczy, że ten mit nieomylności pewnych grup ludzi siedzi u Ciebie w podświadomości.

A jednak lekarze też chorują, terapeuci też czasami tkwią w konfliktach, wróżki też czasami nie potrafią podejmować decyzji i tak dalej i tym podobne. I wcale nie musi tutaj wkraczać powiedzonko „szewc bez butów chodzi”. Tak bywa, zdarzają się ludzie mocni tylko w teorii, jak grubi z miłości do frytek dietetycy, którzy potrafią każdego innego skutecznie odchudzić. Częściej jednak chodzi zwyczajnie o to, wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy emocje, uczucia i czasami one biorą górę, czasami robimy głupstwa. Czasami Wszechświat wywraca nam życie do góry nogami, idą zmiany, wybija nas chen daleko poza strefę komfortu i wtedy jest trudno. (Mistrzynią pisania o naukach wypływających z takich trudnych momentów jest Farida Sorana z bloga Ciemnanoc. Jeśli jeszcze nie znacie jej tekstów polecam Wam je nadrobić.) I najważniejsze, nikt nie jest mistrzem we wszystkim i nie wie wszystkiego na świecie.

To nie tak, że w takim razie zwracanie się do kogokolwiek o pomoc w uporaniu się z własnymi problemami jest bez sensu. Często ludzie udający się po poradę np. do mnie – terapeutki ezoterycznej przychodzą po ogląd z góry, z zewnątrz i szerokiej perspektywy. Od zewnątrz widać coś innego nisz z wewnątrz. Przychodzą też po umiejętności, na których zdobycie poświęciłam czas i moje jednostkowe doświadczenie. To jednak nie znaczy, że wiem i umiem wszystko, a już na pewno nie znaczy, że wszystkiego spróbowałam. Z niektórymi rzeczami, które być może Tobie sprawiłyby trudność radzę sobie bez większego zastanowienia, są dla mnie czymś prozaicznym. W innych tematach sama szukam doradcy i tutaj może Ty mogłabyś mi pomóc.

Powtórzę. Mam wiedzę, mam umiejętności i doświadczenie i tym wszystkim chcę służyć innym. Ale to nie czyni ze mnie nadczłowieka. Wciąż jem, wydalam, choruję, czuję, odnoszę sukcesy, odnoszę porażki i popełniam kardynalne błędy. To samo tyczy się każdej innej osoby, każdego terapeuty, nauczyciela, mistrza, psychologa, coucha, wszystkich ludzi.

Niebezpieczeństwo mitu nieomylnych autorytetów

Mit nieomylności jest potwornie niebezpieczny. Wiedząc w nadludzkie zdolności kogoś innego chętniej umniejszamy sobie, prędzej ufamy drugiej osobie niż sobie, podążamy za autorytetem zamiast za własną intuicją wyrządzając sobie tym krzywdę lub dając sobie wyrządzać krzywdę. Nic dziwnego w takim stanie rzeczy, jeśli przez setki lat wcześniej był on podtrzymywany w społecznej świadomości poprzez kult autorytetów właśnie, świętych mężów, duchownych, starszyzny rodzinnej. Leszcze obecnym nastolatkom w dzieciństwie pewnie powtarzano, że starsi, rodzice i nauczyciele wiedzą wszystko lepiej. Propagowanie odkrywania w sobie wewnętrznej mocy i mądrości serca to praktyka ostatnich kilkunastu lat. Nie chcę powiedzieć, że ogląd/ opinia innych (mówimy tutaj o chcianych radach) jest mniej ważna niż nasza, nie, ale nie jest też ważniejsza, jest równorzędna. Ostateczna decyzja jak żyć i co robić zawsze powinna należeć tylko do nas. Ufając w cudzą mądrość bardziej niż swoją w najlepszym razie żyjesz płytko, nieautentycznie, w najgorszym stajesz się ofiarą manipulacji i wykorzystywania przez pseudocoachów, pseudoterapeutów i innych manipulantów.

 

Wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy jesteśmy stworzeni do życia wspólnie, bez udziału innych nie sposób nie rozwijać, bez rad, dyskusji, nawet kłótni, tkwimy w miejscu. Potrzebujemy innych do rozwoju. Ale sami musimy być tego rozwoju sterem.

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

Close