Wiedźma Wie

Wyjechać i wrócić.

Wiedźma 20 października 2015 Podróże 24 komentarze do Wyjechać i wrócić.

 wyjechałamPytałam Was niedawno, czy chcecie wpis o tym jak to jest wyjechać na dłużej i wrócić. Poniekąd, w to samo miejsce. Nie będę Was namawiać, że musicie koniecznie zmienić swoje życie już teraz, zaraz wyjeżdżając co najmniej na pół roku do Azji, czy Afryki. Oczywiście możecie tak zrobić. Ale możecie również całe życie nie ruszać się ze swojego miasta i to też będzie ok. Wiem, wiem, teraz jest moda na podróżowanie i wszyscy wokół krzyczą jak to super gdzieś pojechać, zobaczyć i doświadczyć. Ja jednak widzę to tak, że dwa dni w Kopenhadze Waszego życia nie zmieni, (no chyba, że Was postrzelą, uszkodzą cieleśnie lub z wesołych rzeczy odnajdziecie 真爱, (czyta się [dżen aj] i znaczy prawdziwą miłość, żeby nie było z angielska). Ale taki zwykły krótki wyjazd będzie zwyczajnie fajny. Znów długi wyjazd na pewno Wasze życie zmieni, bo zmieni Was.

Ja dziesięć miesięcy spędziłam w Chinach, z czego lekko ponad dwa błąkałam się po nich samotnie . A teraz wróciłam do tego samego co poprzednio Krakowa, kontynuować te same co poprzednio studia z w większości tymi samymi co poprzednio ludźmi i znów mieszkam w tym samym miejscu z tą samą współlokatorką. Więc wróciłam niejako w to samo miejsce.

Zanim wyjechałam byłam przerażona swoją decyzją i nic tylko co rusz powtarzałam „Dlaczego ja się na to zdecydowałam? Dlaczego ja się na to zdecydowałam?”. I jeszcze byłam ciekawa, jako kto wrócę? Bo byłam w pełni świadoma, że rok w Chinach nie pozostanie bez wpływu na mój charakter, osobowość i przede wszystkim sposób patrzenia na świat. I wiecie co? Miałam całkową rację!
Fajnie byłoby teraz podzielić się z Wami plusami i minusami takiego wyjazdu, ale tego nie zrobię, ponieważ nie jestem taka pewna co wyszło mi na dobre, a co na złe. Bo:

Zależy

Stałam się relatywistką. Zawsze byłam i zawsze każdą odpowiedź na pytanie zaczynałam od „to zależy”, ale teraz to już poziom ekstremum. Zaczęło mnie brzydzić jakiekolwiek utożsamianie podobieństw, bo… podobieństwa mogą być względne. Prawda o tym, że wszystko zależy od punktu siedzenia, patrzenia, adresata, nadawcy, potrzeb, czasu i chwili nie jest dla mnie czymś, co słyszałam i czasami powtarzam, ale rzeczywistością, w której żyję i sposobem w jaki odbieram życie. (Jeśli przed wyjazdem zastanawiałam się jeszcze nad ewentualnym pozostaniem na uczelni, doktoratem i pracą naukową, to teraz już wiem, że w ogóle przestałam się do tego nadawać.)

Nie muszę rozumieć

Nauczyłam się nie rozumieć i zarazem nie oceniać. To ogromny komfort psychiczny, którego wcześniej nie miałam i zarywałam noce na przewracaniu się z boku na bok beznadziejnie próbując wymyślić co ktoś ma na myśli. Nareszcie do mnie dotarło, że nigdy nie wejdę do głowy drogiego człowieka i nie poznam jego myśli i motywacji, a do mojej dyspozycji jest tylko to druga osoba mi zakomunikuje. I dlatego w mojej i przede wszystkim mojej kwestii jest bycie jak najbardziej otwartą, tak by móc z komunikatu drugiej osoby wyciągnąć jak najwięcej tego, co ona przekazuje, a jak najmniej tego, co sama chcę usłyszeć. A jeśli tego komunikatu nie ma i ktoś na przykład zupełnie z dnia na dzień, bez jakichkolwiek zrozumiałych dla mnie przyczyn kończy ze mną znajomość to ja nie spędzam kolejnych kilku(nastu) miesięcy na roztrząsaniu „dlaczego”, „po co”, „na co” i „za co”. To chyba najparniejsza umiejętność jaką w życiu opanowałam.

Ludzie są dobrzy

Dostrzegłam wartość innych ludzi wokół. Już jako dziecko byłam typem samotnika, trochę byłam inna niż wszyscy, trochę niedopasowana, trochę zakompleksiona, trochę po prostu lubiłam być sama. Potrzebuję codziennej porcji samotności równie mocno jak zaspokajania potrzeb fizjologicznych, kiedy zdarzają się u mnie dni, że przez 24 godziny ktoś nieustannie mi towarzyszy to zaczynam gryźć i kopać. Kiedy byłam nastolatką moi rodzice rozpaczali nad tym, jakie mają aspołeczne dziecko. Ale w dużej części po prostu nauczyłam się spędzać czas sama, bo nie potrafiłam sobie znaleźć towarzystwa, w którym wszyscy czulibyśmy się komfortowo. Z czasem więc zaczęłam patrzeć na ludzi, którzy byli obok jak na ludzi, którzy na zewnątrz mnie. Ta prawda w negliżu ujrzała światło dzienne, kiedy zdarzyło mi się poważnie zakochać. Długo moje kontakty z tamtą osobą sygnował STRACH nie tylko przez duże „s”, ale przez wszystkie duże literki. Ile nieporozumień i głupstw z tego wynikło to sobie sami wyobraźcie. To tamta historia jako pierwsza uświadomiła mi, że moim problemem jest absolutna nieumiejętność obsługi drugiego człowieka jako takiego i zawsze wszystkich traktuję z co najmniej ostrożną nieufnością. Długą drogę musiałam przebyć do punktu, w którym jestem teraz, gdzie traktuję innych z zaufaniem jako potencjalnych przyjaciół. Inny człowiek to to tez człowiek. Nawet jeśli inaczej wygląda i mówi w języku, którego nie rozumiem. Nawet jeśli głosował na prawicę i chce wyrzucić z Polski wszystkich nie-katolików/ nie-heretyków/ nie-rodziców.

Rewolucja w znajomych

Wracając między ludzi, których wcześniej się znało dostrzegamy jak bardzo się zmienili i jak bardzo my się zmieniliśmy. I czasami już się wspólnie tak dobrze nie dogadujemy, bo okazuje się, że w międzyczasie jednej lub obu stronom zmieniły się poglądy, wartości, zainteresowania.
Niektóre kontakty się też zwyczajnie urywają jeszcze podczas wyjazdu, majle i telefony z czasem stają się coraz rzadsze, aż w końcu znikają całkowicie, a po powrocie na propozycję spotkania dowiadujemy się, że dawny znajomy teraz „nie ma czasu”. A i mnie jakoś nie rozsadza ochota umawiać się z kimś, kto ani nie odpisywał na mejle, ani sam się nie zainteresował… Ja mam na koncie kilka takich „rozstań”.

Miłość

Miłość ogromna i porywająca, do tego nowego /drugiego miejsca oczywiście. Tylko plany powrotu do Chin pozwalają mi się znów dobrze czuć w Polsce. Bo teraz tamten inny świat to i mój świat.

 

Ciekawa jestem, czy wśród Was jest wiele osób, które zdecydowały się kiedyś wyjechać na dłużej na podbój świata? Byliście daleko, czy blisko? Jakie są Wasze wrażenia?
A może nigdy byście się na taki wyjazd nie zdecydowali? Napiszcie w komentarzach co myślicie.

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

  • Wstyd pisać o swoich podbojach, nie były tak spektakularne. Moje wyjazdy były wręcz śmieszne i żałosne przy Twoim wyjeździe.

    • Nie i absolutnie nie! Żadne wyjazdy nie są ani żałosne, ani śmieszne. Moda nakazuje, aby każdy teraz podróżował, koniecznie daleko, samotnie i z plecakiem. Ok, ja się w tym odnajduję, ale nie uważam, żeby każdy musiał. Czasami to nie wyjazdy, ale coś całkiem innego stanowi kamienie milowe naszego życia, punkty, które oznaczają moment naszych życiowych przeobrażeń.

  • Jestem godna podziwu, bo naprawdę wyszedł ci spójny, ciekawy i wielkie wow przystępny długościowi tekst 🙂 Bardzo podoba mi się twoja refleksja na temat nauczenia się rozumienia, bez oceniania – mam wrażenie że i ja z każdym dniem zdobywam tą umiejętność na bardziej zaawansowanym poziomie, jednak to jeszcze nie moje apogeum 🙂 A i co do twojego pytania, nigdy na dłużej z Polski nie wyjechałam, ale bardzo tego pragnę – marzą mi się Włochy, małe malownicze miasteczko, stara villa z ogrodem, ja i mąż ze sztalugami – będę malować, wrócę do tej pasji, ale pewnie na emeryturze.. 🙂

    • Ja dziękuję, a Ty nigdy nie mów nigdy. Coś czuję, że spodoba Ci się czwartkowy tekst, który właśnie kończę pisać <|:^* Będzie o pandzie.

  • Krasnal- rewelacyjny, szczery i mądry tekst!
    Ja po pół roku mieszkania w USA, potem roku w UK w Polsce czuje się jakby obecna tylko częściowo i wiem że nie zostanę na zawsze. Taki pobyt w innym miejscu zaszczepia w nas syndrom Włóczykija (jak ja to mówię 😉 ale tez otwiera oczy na wiele rzeczy i najzwyczajniej w siwecie uczy.
    ps.Mówisz że pro-pisowcy to też ludzie? 😉

    • Też bym chciała kiedyś wyjechać na trochę do USA <|:^)
      I mówię, że są gorsze przypadki niż PISowcy <|:^)

      • Chcieć to móc- działaj! 🙂
        Ale moherowy pisowiec to już chyba zło w czystej postaci,hm?;)

  • Gdyby ktoś się pytał, to ja się udałem w podróż wewnętrzną i nie wiem kiedy wrócę 😛 Relację zdam, jeśli coś ciekawego odkryję 😀
    A tekst bardzo przemyślany, choć ja – dla dobra społeczeństwa – to bym Cię do Chin natychmiast ponownie wysłał, pod warunkiem Twoich pisemnych relacji 🙂

    • Po takiej podróży to już nic, tylko książkę napisać <|:^)
      (No, chyba, że coś Cię zje po drodze).

      • Ośmiornica 😛 albo mój kochany Gremlin 😉

  • Moja kumpela wyjechała na kilka lat – najpierw mieszkała ponad rok w Londynie, później w Barcelonie. Za każdym razem, gdy przyjeżdżała do Polski, wydawało mi się, że raptem kilka dni się nie widziałyśmy. W końcu wróciła na dobre i niedługo wychodzi za porządnego łódzkiego chłopaka;p a ja mam wrażenie, że nigdy nie wyjeżdżała. Czy się zmieniła będąc tam? Hm, w moim odczuciu nie tak bardzo, choć trudno powiedzieć, jaka by była, gdyby została. Czas i dojrzewanie robią swoje niezależnie od miejsca pobytu. Większe zmiany zaszły w nas, gdy już obie byłyśmy w PL. Z kolei ja pracowałam dwa miesiące w UK i to mi w zupełności wystarczyło, żeby już nigdy nie chcieć długo mieszkać za granicą;)

    • Co takiego najbardziej nie podobało Ci się u UK?
      A taką znajomą też mam, w niedzielę widziałam ją po raz pierwszy od 1,5 roku i było zupełnie jakbyśmy się nie widziały tylko kilka dni. Ale jak sobie później sięgnęłam pamięcią do początków naszej znajomości, to ojejku, wszystko jest inne.

      • Wszystko mi się właściwie podobało – było tyle przygód i niespodziewanych zwrotów akcji, że starczyłoby na kilka lat życia w Polsce;) Byłam na rave party w Londynie, mój ziomek trafił do szpitala i opływał w luksusy, dowiedziałam się, jak to jest pracować na linii w fabryce żywności i w pubie gdzie Anglicy przychodzili się nawalić i zrobić z siebie idiotów, przeżyłam towarzyski skandal z listem erotycznym wysłany do mojego ówczesnego chłopaka w roli głównej, w połowie czasu okazało się, że nasz polski landlord nas oszukał wynajmując nieswoją chatę i znikając, i przez drugą połowę mieszkaliśmy za darmo… Do tego picie cydru w towarzystwie murzyńskich gnojków, odrzucanie końskich zalotów licznych hindusów i cały plecak przywieziony fantastycznych ciuchów. Tyle, że nie byłam tam u siebie, po prostu. To był świat na swój sposób ociekający zajebistością (finansowo na przykład – wow!!), ale ja byłam przybyszem z zewnątrz i żeby nie wiem co się zdarzyło nie mogłabym poczuć, że tam jest mój dom. Pod koniec już miałam dosyć i bardzo tęskniłam za naszym polskim pierdolnikiem. Choć ogólnie każdemu polecam taki wyjazd chociaż raz 😀

  • Tle prawdy i życia w tym tekście…po jego przeczytaniu mam wrażenie, że jesteś mi bliższa niż kiedykolwiek.

  • Jak dla mnie każda podróż, czy to taka krótka, weekendowy wypadzik, czy dłuższa, wieloletnia zmieni tyle w nas ile sobie na to pozwolimy. To zależy od człowieka ile będzie chciał czerpać z każdego wyjazdu. Można jeździć i mentalnie nie doświadczyć niczego mimo, że jest się w innej kulturze.

    • Masz rację, też poznałam takie zamknięte typy, tylko by chcieli by było tak jak są przyzwyczajeni, a wszystko co inne, obce i nowe to czyste zło. Oj, takich to się nie powinno wypuszczać za granicę, bo nic, tylko wstyd przynoszą <|:^)

  • Wiesz, takie wpisy są bardzo ciekawe i inspirujace, ale mnie zastanawia rzeczywiście kwestia takiego wyjazdu na dłużej. Z jednej strony są te pozytywne aspekty: przygoda, poznanie nowej kultury, innego życia, nauka języka, samodzielności a z drugiej? Ciągłe myślenie i przetwarzanie danych, ciągłe porównywanie tego i tamtego, co jest lepsze a co gorsze i czy zdecydować się zostać na dłużej, czy jendak wrócić do kraju. Niewątpliwym plusem jest weryfikacja swojego życia a zwłaszcza znajomości, bo po tak długiej nieobecności, tylko Ci prawdziwi przyjaciele będą chcieli się z nami skontaktować.

  • Gdy czasem ktoś mi zadaje jakieś pytanie, to też często zaczynam od „to zależy” bo… to wszystko od czegoś zależy! Sytuacji, miejsca, czasu, mojego humoru itd 🙂
    Jednak wracając do głównej idei, to ja myślę, że jednak nie wyjechałabym na tak długi czas. Chyba po prostu bałabym się tutaj zostawić rodzinę, chłopaka, itd itp, nie mówiąc już o tym, że na razie nie poznałam żadnego takiego kraju (ani w realu, ani tylko poprzez czytanie o nim) który zafascynowałby mnie tyle, żeby wyjechać i zostawić wszystkie znajome rzeczy.. Chyba po prostu jestem zbyt wielkim tchórzem 😉

    • Nie wiem, czy jesteś tchórzem, ja to raczej widzę tak, że wiesz czego chcesz. Ja gdybym miała silne więzi z rodziną i była w fajnym związku, to też pewnie nawet bym nie myślała o wyjeździe gdzieś w świat <|:^)

  • Mój etap dalekich podróży niedawno się zakończył. Rozkoszuję sie tym o czym Krasnoludki piszą. Dystansem, spojżenie w siebie, światem przez pryzmat innych miejsc gdzie żyłem. Teraz doceniam zebrane doświadczenia, wiedzę i obserwacje siedząc w swej kurnej chacie.

    • A gdzie Gosposia była?

      • Przyjdzie dzień, kiedy o tym napiszę. Książkę. Nawet seria długich wpisów nie wyczerpie tego tematu.

        • To chociaż rzuć współrzędnymi geograficznymi, no!

  • hej ho!
    szalenie trafna refleksja na temat rozstań
    sama zauważyłam, że nie warto na siłę trzymać kontaktów, one wygasają naturalnym rytmem, trzeba to po prostu zaakceptować
    wyjazd za granicę jest de facto bardzo dobrym testem każdej przyjaźni
    pozdrawiam

Close