Wiedźma Wie

Co zabrać na Islandię? Rady dla ciała

co zabrać na islandię

co zabrać na islandię

co zabrać na islandię

Dzisiaj znowu o Islandii, jednak tym razem czysto praktycznie. Sama materia, czyli zbiór rad dla obieżyświatów pragnących zobaczyć i ten kawałek cudownego świata. Będzie niestandardowo, bo dość „urodowo”, choć nie tylko dla kobiet. Większość rad „co ze sobą zabrać na Islandię”, które można znaleźć w sieci koncentruje się wokół sprzętu. Dam Wam więc coś, czego sama żałuję, że nie znalazłam przed pakowaniem. Bo choć Islandia to kraj niezwykłych doświadczeń duchowych, nie należy tutaj zapominać o komforcie ciała. A dla niego podróżowanie po tej wyspie może być wyzwaniem, wysokie góry, kamieniste, nierówne ścieżki, zmienna pogoda, porywisty wiatr, ostre słońce, lodowata i gorąca woda. Co więc ze sobą tutaj zabrać z polskiego miasta, aby świetnie wypocząć i nie zrobić sobie krzywdy?

Islandia to miejsce, w którym człowiek i natura bawią się w przeciąganie liny, dosłownie bawią się jak dzieci i choć raz i drugi jedno drugie zrani, to bawią się nadal. Pomimo życia w XXI, kiedy miliardy ludzi narzekają na technologię, Islandia pozostaje dzika. Spora część kraju pokryta jest lodowcem, a asfaltowych dróg jest tyle co wcale. To miejsce magiczne. Pisałam już o tym trochę kilka dni temu w poście „Czego uczy Islandia”. Tam też możecie zobaczyć więcej moich zdjęć z tej niezwykłej krainy deszczu i tęczy. Tym razem też napiszę o uczuciach, jednak o uczuciach w ciele powstających na skutek zetknięcia się z islandzką pogodą.

Ale najpierw kilka encyklopedycznych ciekawostek:

  • Na Islandii jest najczystsza woda na świecie.
  • Nie ma komarów (tak, w ogóle), to jedno z dwóch takich miejsc na świecie.
  • Nie mieszkają tutaj też żadne płazy ani gady.
  • Za to rosną banany, i mango i kawa i podobne. Dzięki nagrzewanym wodami geotermalnymi szklarniom Islandia jest światowym eksporterem bananów.
  • Zimą jasno robi się tylko na kilka godzin krótkiego dnia, a latem w ogóle nie robi się ciemno.
  • Wszystkie rosnące na Islandii obecnie drzewa zostały sztucznie posadzone przez człowieka.
  • I najważniejsze, jeśli ktoś wierzy sondażom, to według nich Islandczycy są najszczęśliwszymi ludźmi na Ziemi. I to mimo tego, że średnio pracują więcej niż w jakimkolwiek innym kraju europejskim. (Być może to dlatego, że piją też najwięcej Coca Coli na świecie, która według mojej przyjaciółki Maryli uzdrawia ciało i łagodzi problemy. I chociaż żaden dietetyk się z tym nie zgodzi, to jednak Maryla zwykła wiedzieć co mówi.)

Co zabrać na Islandię?

Nie jestem tutaj turystycznie, w tym rozumieniu, że nie nocowałam w hotelu/ hostelu ani nawet namiocie, nie wypożyczałam też samochodu, brałam jedynie busa z lotniska do Reykjaviku i raz na szybko taksówkę. Zapłaciłam jak za złoto. Jednak na pytania o takie i podobne sprawy Wam nie odpowiem, bo zwyczajnie nie wiem. Sporo jednak spędzam tutaj na powietrzu, na deszczu, słońcu, wietrze, w błocie i tak dalej. I takiego posta jak ten szukałam a nie znalazłam w internecie. Oto moje rady, w których nie ma ani słowa o aparacie fotograficznym, dowodzie, czy namiocie

1. Krem z wysokim filtrem przeciwsłonecznym

Z wykrzyknikiem dla ludzi o skórze wrażliwej na słońce, jak moja i dla tych, którzy estetycznie cenią sobie białe lico, jak ja. Niestety jednak, sama mogę podziwiać je już tylko na kimś. Pomimo niskich temperatur, (teraz w lipcu jest tu średnio 10 stopni) i sporej odległości od najbliższego odbijającego światło lodowca, słońce potrafi tutaj porządnie dać popalić. I nie można schować się pod najbliższy drzewem.

2. Sprawdzony krem do twarzy

Należę do sekcji „minimum minimalnej pielęgnacji” i jakiekolwiek kremy wklepuję w siebie tylko razie prawdziwej potrzeby. W realiach islandzkiej pogody, a zwłaszcza wspomnianego już ostrego słońca z porywistym, mroźnym wiatrem, ta potrzeba zachodzi codziennie. (To samo tyczy się kremu do rąk, czym tłustszy, tym lepszy.)

3. Ciepła czapka

Do tego koniecznie rękawiczki i już mniej koniecznie szalik. Szczególnie jednak czapka, nie symboliczna, ale gruba, ciepła i obszerna, tak żeby koniecznie przykrywała uszy. Szuka się jej w plecaku przy pierwszym powiewie mroźnego wiatru.

4. Trwałe buty trekkingowe

Nieprzemakalne i odporne na ostre kamienie, których tutaj nie brakuje.

5. Kalosze

W tych wszystkich chwilach, kiedy wybieram się na spacer po łące i łapie mnie ulewny deszcz, lub przezieram się przez trasy uczęszczane przez konie, owce lub krowy, myślę sobie jak fajnie byłoby mieć ze sobą kalosze. Nie polecam chodzenia boso po wysokich trawach, natrafienie stopą na ostry kamień lub odchody jest gwarantowane, a nie należy do najprzyjemniejszych.

6. Koc

Najlepiej poliestrowy, który będzie zarówno ciepły, jak i stosunkowo odporny na wodę. Dzięki niemu bez szczękania zębami można doświadczać do woli medytacji na łące nie przejmując się tym, że trawa jest zimna i mokra, a nad nami hula wiatr. Nawet zjedzenie posiłku na ławce w Reykjaviku, czy w przyrestauracyjnym ogródku jest przyjemniejsze, kiedy jesteśmy owinięci kocem.

7. Strój kąpielowy

Islandczykom nie jest obca nagość, dlatego kąpać się w rzekach i jeziorach nago można tutaj szczególnie swobodnie. (Pomijając też to, jak mało prawdopodobne jest, że ktoś nas w ogóle zauważy.) Niezwykłe popularne są tutaj również baseny miejskie z ciepłą wodą i aby z nich skorzystać przyda się już strój kąpielowy.

8. Kubraczek morsa

Coś, co nabyłam tylko dlatego, że wyjeżdżając na zlot ze swoim warszawskim klubem morsa chciałam zunifikować się z grupą. Ale za żadne skarby bym go teraz nie oddała. Mowa o długiej za kolana, obszernej polarowej tunice z kapturem. Dobrej jakości kubraczek świetnie chłonie wodę, dlatego może być używany również zamiast ręcznika. Mnie służy na wiele sposobów. W zimne dni zakładam go na wierzch jako dodatkową warstwę, a zaraz po kąpieli w rzece narzucam na nagie ciało i już nie zdejmuję, na to spódnica i zwykły polar. Myślę, że fani nie tylko zimnych rzek i jezior, ale także ciepłych basenów i gorących źródeł będą sobie go cenić.

Kubraczek. Zdjęcie wyjątkowo tutaj nie z Islandii, ale z Jastrzębiej Góry.

 

Te 8 punktów to według mojego ciała podstawa, część z nich znalazła się tutaj, bo te rzeczy mam i niezwykle się nimi cieszę, jak odżywczym masłem do ciała Biolove, czy kubraczkiem. Za kaloszami i kocem bardzo wzdycham. Może warto też zaznaczyć, że nie mam ze sobą żadnych spodni. Od zakończenia mojego eksperymentu rok w spódnicy minął już prawie kolejny rok, a nadal chodzę wyłącznie w maxi. Nadają się i na islandzką dzicz 😉

 

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

  • W te prawie całodobowe noce bym się wybrała. Cały czas słońce już nie dla mnie. Chociaż można by, połączy terminy, widoki są powalające.

    • Co do mnie zaś to myślałam, że zostanę tu Alem Pacino z „Bezsenności”, tymczasem całkiem dla mnie niespodziewanie stwierdzam, że mogłabym tak funkcjonować i w ogóle za ciemnością nie tęsknię.

Close