Wiedźma Wie

Jak znaleźć duchowego mistrza?

jak znaleźć duchowego mistrza

Artykuł ten początkowo chciałam zatytułować przekornie „Czy zostaniesz moim mistrzem”, zrezygnowałam jednak reflektując się, że z takim tytułem nie dotarłabym do osób, do których tak naprawdę swoją pisaninę kieruję. Poszukiwanie swojego mistrza to cudowna sprawa i od razu zaznaczam, że nie chciałabym świata, w którym każdy na starcie brałby sobie moje rady do serca. W ogóle nie bierzcie ich do serca i poszukujcie. Ale naprawdę, zaprawdę, weźcie je sobie do głowy, a tam trzymajcie je na widoku.

Czy zostaniesz moim mistrzem?

Każdy, a przynajmniej znakomita większość neofitów na ścieżce duchowego rozwoju fantazjuje wręcz o znalezieniu swojego duchowego mistrza i przewodnika. I ja taka byłam. Poszukiwałam ludzi, którzy mogliby zostać moimi autorytetami. Jednak jak pisałam Wam już w artykule radzącym jak żyć, nigdy nie miałam do tych przewodników szczęścia. Albo inaczej, miałam nieskończenie ogromne szczęście, bo prędzej, czy później i ku mojej obecnej radości zazwyczaj prędzej bywało mi dawane dostrzegać ludzkie „ułomności” podziwianych ludzi. Często zwyczajnie zwykłe rzeczy jak palenie papierosów, czy złośliwość. Wystarczająco jednak, żeby nie ustrzec mnie przed postawieniem takiej osoby na piedestale nieomylności. Wyraźna informacja, „Katarzyno, to jest tylko człowiek. Może przeszedł więcej i wie więcej, ale to ciągle człowiek jak ty, ma ograniczone zmysły, słabości i może się mylić”. Teraz się uśmiecham, ale był czas kiedy wściekałam się wręcz sama na siebie, kiedy znów okazywało się, że kolejna osoba, którą podziwiam znowu nie ma statusu nieomylności i nie zjadła wszystkich rozumów. Pierwszy raz miało to miejsce w zerówce, kiedy liczyłam, że ucząca mnie katechezy zakonnica powie mi skąd się wziął Bóg i wszystkie te inne frapujące rzeczy. Tymczasem ona stwierdziła, że to tajemnica, a ja wiedziałam, że ona nie wie. Od tego pierwszego rozczarowania dwadzieścia kilka lat temu miałam ogromne nadzieje względem coachów, nauczycieli rozwoju, blogerów, ustawieniowców systemowych i uzdrowicieli. Ledwie dwa razy zdarzyło się, że kupiłam osoby w całości, ufając ich wiedzy bezgranicznie i bardziej wierząc ich oczom niż własnym. Te dwa razy wpadłam w toksyczne relacje uczeń-mistrz.

BHP poszukiwania mistrza

Dlaczego ja w ogóle piszę tą historię? W zeszłym tygodniu mój przyjaciel Paweł na swojej fejsbookowej stronie napisał kilka ogromnie ważnych słów na temat ośrodka Tantra Serca, o którym niedawno było bardzo głośno. Post do przeczytania tutaj, udostępniłam go i napisałam pod nim taki komentarz:

Kiedyś sekty atakowały pod przykrywką religijności, teraz atakują pod przykrywką rozwoju. Ale to nie znaczy, że religia jest zła, czy, że rozwój jest zły. To znaczy, że musimy w końcu prawdziwie przyjąć, że to my sami jesteśmy swoimi najważniejszymi nauczycielami. I, że jeśli coś nam się nie podoba, czy po prostu „śmierdzi” to nie, że mamy ” za niskie wibracje” i nie poznajemy wspaniałości, czy „hurra! przekraczamy strefę komfortu na maksa”. Nie. To znaczy, że w to nie brniemy. Intuicja to potęga, słuchajmy jej.

Poprzestałabym na tym, gdyby nie pojawienie się w identycznym czasie na jednej z grup, również na FB problemu do dyskusji. Jest mężczyzna, adept duchowego rozwoju, jego pociąg do reiki i jego duchowy nauczyciel, który mu nie pozwala na naukę tegoż właśnie. I co on biedny ma robić?

Religioznawstwo, kierunek studiów, który skończyłam sprawia często, że czuję się jak bohater wymyślony przez Jacka Piekarę, Mordimer Madderdin, który irytująco często powtarza „tego nas uczyli w przesławnej Akademii Inkwizytorium”. Religioznawstwo to smutnie niszowy kierunek, na którym można się dowiedzieć nadspodziewanie użytecznej wiedzy. Na przykład o mechanizmach ewolucyjnych, wśród których, zaraz obok trudnego do opanowania pociągu do słodyczy, znajduje się mechanizm poszukiwania autorytetu i podążania za stadem. Wpadliście by na to, że trudność z zaspokojeniem wynikającej z tego potrzeby odpowiada na sporą część depresji w dzisiejszym świecie?

Poszukiwanie kogoś kto nas poprowadzi jest naturalne, jest ludzkie, jest dobre. Nie łudźmy się, przy obecnych potrzebach informacyjnych trudno jest polegać tylko na własnym doświadczeniu, każda informacja lub choćby inspiracja płynąca od innych jest cenna. Sama wierzę też, że jesteśmy na pewnym poziomie wszyscy połączeni, jesteśmy jednym i to, że tutaj w materialnym świecie ktoś, właśnie ten ktoś, właśnie nam, właśnie w tym czasie i właśnie to mówi nigdy nie jest bez znaczenia. Inna sprawa, że to znaczenie nie zawsze jest oczywiste, a dokładniej, nie zawsze jest komunikatem, którą dostajemy. A zbyt często to utożsamiamy.

I we mnie płonie romantyczny obraz zaczerpnięty z kręconych w latach 90tych filmów kung fu, (a starszym pokoleniom pewnie i wbity pasem na goły tyłek, już nie romantycznie). W idei tej to mistrz wybiera sobie ucznia i obdarza go łaską nauczania, która to nauka często przybiera formę upokarzającą i niezrozumianą. Mistrzowi trzeba jednak zaufać i pokornie wykonywać wszystkie jego polecenia bez pytań i protestów. Jeśli chodzi o filmy, okazuje się później, że mistrz kazał nam myć swoje auto, aby w ten sprytny sposób nauczyć się sekwencji ruchów kung fu. Jeśli chodzi o życie okazuje się później, że zostaliśmy ofiarą psychopaty lub też sekty.

Osho

Uwielbiam Osho, bo on, mam nadzieję, myślał w taki sam sposób i właśnie tego chciał nauczać. Że z tą prawdą objawioną, mistrzami i nauczaniem, to nie jest tak różowo. Osho w prawie każdej książce mówi coś innego, miesza, bawi się w populistę lub kpi. W dodatku nic sam nie napisał, ani nawet nie zredagował, trzeba więc bardzo myśleć zagłębiając się w jego nauki. Co jest mądre, a co jest prztyczkiem w nos?

Czytanie Osho polecam każdemu, szczególnie „Apteki dla duszy” zawierającej najróżniejsze recepty na niemal każdą „dolegliwość” człowieka XXI wieku. Tylko, czy każda z rad tu zawartych jest cenna? Trudno powiedzieć. Trzeba samemu sprawdzić. Czytanie oszołoma-Osho to szkoła poszukiwania oświeconej wiedzy, poszukiwanie i znajdowanie w skali mikro. Mnie Osho nauczył, że wiedzę mam w sobie, do tej wiedzy prowadzi intuicja, którą również mam w sobie. Żeby nie zabrnąć w ślepy zaułek ezo-świrostwa mamy i mózg i analityczny umysł, który, smuteczek, my niby oświeceni tak głupio często lekceważymy.

A co z przewodnikami duchowymi?

Tyle jeśli chodzi o ludzi, trzeba pamiętać, że to też ludzie i czerpiąc od nich wiedzę używać w takim samym stopniu intuicji i mózgu. Zaryzykuję stwierdzenie, że w przypadku nauczycieli spoza materialnego świata jest dokładnie tak samo.

Był czas kiedy mogłam widzieć przy sobie swojego duchowego przewodnika, nawet nie w stanie medytacyjnym, a o każdej porze dnia dostrzegałam go obok kątem oka. Był czas, kiedy bardzo blisko pracowałam z aniołami, przyjmując wielu klientów na czytania z Tarota lubiłam mieć świadomość, że obok jest ktoś, coś, co mi pomaga i roztacza nade mną ochronę. Na czas obecny wszystkich ich odesłałam, poprosiłam o odejście anioły, przewodników i inne byty kręcące się wokół mnie. Żadnej istoty obecnie nie proszę o pomoc, czy ochronę, ani w czytaniu Tarota, ani w medytacyjnych doświadczeniach. To nie znaczy, że teraz panuje wokół mnie energetyczna pustka, ani, że nikt z niematerialnej strony mi już nie pomaga. Przewodnicy i inne duchy są wokół nas zawsze, odesłanie ich sprawiło tylko, że żaden z nich nie ma permanentnego zaproszenia, aby wchodzić w moje pole, nie ma władzy, ale i nie jest zobowiązany, żeby cokolwiek dla mnie robić. Zupełnie jak obcy ludzie spotykani na ulicy, niektórzy są obojętni, inni pomocni, jeszcze inni mają złe zamiary. Trzeba umieć ich rozpoznawać. To już jednak temat na kolejny artykuł.

Znaleźć mistrza we mnie, czy w sobie?

Bytuję w sieci już od kilku lat dzieląc się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami. To sprawia, że sama bywam stawiana przez kogoś w roli mistrza-mistrzyni. Zawsze muszę wtedy taką osobę rozczarować, że nie jestem alfą i omegą, bywam głupia i mam ludzkie przywary. Na przykład jak mogliście się dowiedzieć mimochodem z tekstu, czytuję niepoprawną moralnie polską fantastykę. Nie nadaję się na oświeconego duchowego mistrza. Mam go jednak w sobie, tylko, że egoistycznie, na własne potrzeby. Ty nic na tym nie tracisz, bo też masz takiego w sobie. Musisz jedynie zacząć go słuchać.

Chociaż to niepopularne, używaj mózgu i nie brnij w rzeczy, które „śmierdzą”. Jeśli chcesz iść na prawo, a Twój mistrz Ci nie pozwala, bo ściąga go na lewo, to najpierw zapytaj go o powody. Jeśli wytłumaczy Ci to z sensem, przemyśl i podejmij decyzję. Jeśli nie będzie czego przemyślać – zmień mistrza.

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

  • bardzo cenne uwagi:)

    • cieszę się, że moje przemyślenia mogą być pomocne!

Close