Wiedźma Wie

Być sobą. To znaczy niby kim?

bycie sobą

bycie sobą

bycie sobaPodobno ostatni post był o byciu sobą. Podobno ja jestem jakąś specjalistką od bycia sobą. Podobno, bo tak właściwie to nie wiem. Od kiedy sięgam pamięcią rodzice twierdzili, że jestem ciągle nie taka jak powinnam, a w szkole śmiały się ze mnie inne dzieci. Historia jak większości z Was.bądż sobą5

U mnie było to tak:

I było to tak, że po sąsiedzku mieszkały takie trzy siostry, dwie z nich były lekko opóźnione, a trzecia bywała wredna. Znów podobno, bo ja tego nie pamiętam, zaczęło się od tego, że ich matka przyszła do mojej na skargę, bo biłam jej córki patykiem. Miałam wtedy jakieś 4 lata. Musiałam je przeprosić, a później już samo tak wyszło, że zawsze bawiłyśmy się razem. Wiecie dlaczego je lubiłam? Bo nigdy nie chciały, żebym była taka jak one. I nigdy nie chciały być jak ja. Ja też nie chciałam żadnej z tych rzeczy. Pełna swoboda i brak przymusu. (Chociaż przyznaję, czasami się rządziłam.)

Dalej na drodze była zerówka, gdzie mieliśmy takie ogromne klocki wielkości cegłówek. Niektóre miały z dołu kółka jak wrotki, inne domalowane oczy. Budowałam z nich roboty mojej wielkości. Codziennie od nowa i zawsze sama. Przez cały rok zerówki tylko raz próbowałam bawić się z innymi i pech chciał, że zepsułam wtedy plastikowy traktor. Dało się go łatwo naprawić, ale jak to się mówi „niesmak pozostał”. (Do dziś nie znoszę skarżypytów <|:^P) Wracając do klocków, to były takie klocki, że nawet lego się chowa. (Zrobię sobie kiedyś dziecko, żeby mieć usprawiedliwienie, żeby takie kupić i znów się nimi bawić <3).

Ach! I jeszcze ślaczki. Nasza pani zawsze rysowała nam obrazki do pokolorowania, których część stanowiły zaczęte ślaczki do dokończenia. I wiecie, one już były zaczęte na czarno te znaczki. To ja je też na czarno kończyłam i ani razu nie dałam się namówić, żeby używać do tego kolorowych mazaków „tak jak inne dzieci”.

Gdyby ktoś kazał mi rysować takie rzeczy teraz, to wiem, że też kończyłabym ślaczki tym kolorem, którym je zaczęto. Zmysł estetyki nie pozwala mi inaczej.

(Prawdopodobnie jestem najnudniejszą osobą na świecie jeśli spojrzeć na to od tej strony, że każdy kto znał moje upodobania już w zerówce zna je do teraz. Miewam kompleksy na tym punkcie. Serio.)

Po zerówce była szkoła. W szkole za moich czasów było modne wymienianie się karteczkami. (Nie miałam). Chodzenie w chodakach. (Rodzice nie chcieli mi kupić.) Jazda na łyżworolkach. (Bałam się.) I słuchanie Enrique Iglesiasa. (Nie lubiłam).

bądż sobą2I tutaj skończę, bo zarys takiego startu w życie społeczne mówi już wszystko co istotne. Ważne, że przed 7-letnią wtedy mną stanęło ważne pytanie: Dostosować się, czy odpuścić? Nie odpowiedziałam wtedy na nie, bo też sobie tego pytania nie uświadomiłam. Zrobiłam tak jak było łatwiej, czyli machnęłam ręką na szybko zmieniające się szkolne trendy. Jeśli zasmakuje się już w robieniu tego co się lubi i tego jak się lubi, to zwyczajnie nie da się przestać.

No i wychowywał mnie Michael Jackson, do spółki z moimi rodzicami i babcią oczywiście, jednak gdyby nie moja wielka miłość do tego artysty to byłabym dziś zupełnie innym człowiekiem. Ale to już mógłby być temat na osobny post.

Kilka lat temu spotkała mnie bardzo miła sytuacja, jedna z moich koleżanek z podstawówki, a później gimnazjum mi podziękowała. Tak, spotkałyśmy się zupełnie przypadkiem, umówiłyśmy na kawę, a podczas tej kawy ona powiedziała: „Dziękuję. Dziękuję, że pokazałaś mi, że nie trzeba być takim jak wszyscy, ale można być sobą”.

To zdecydowanie jedna z najcudowniejszych i najmilszych rzeczy jakie mi się przytrafiły. Bo tak, oczywiście, że w szkole się ze mnie śmiano. I wytykano palcami, bo byłam gruba.

bądź sobą 6

Więc o co chodzi z tym byciem sobą?

Teraz bycie sobą jest modne. Tak, modne. Jestem świadoma tego co piszę. Wróćmy jeszcze raz do w przeszłość, jeśli mój czytelniku/ czytelniczko urodziłeś się między ’85, a ’95 rokiem to pewnie masz wspomnienia podobne do moich. Kiedy miałe/aś 15 lat to nikt Cię nie rozumiał, prawda? Nie chciałeś robić tego co wszyscy i tego co Ci kazywali (ci wstrętni dorośli). Po raz pierwszy naprawdę chciałeś być sobą i pokazać światu co Ci w duszy gra… Zapuściłe/aś wtedy włosy, ubierałe/aś się na czarno, słuchałe/aś Dżem’u i nosiłe/aś ciężkie glany.

Zupełnie jak wszyscy. Tak się wtedy było sobą.

Wchodząc na FB bardzo łatwo można się dowiedzieć jak obecnie należy być sobą. Trzeba mieć tatuaże, być weganinem, jeździć na rowerze i hejtować kościół katolicki. To są wymagania „bycia sobą” na Anno Domini 2014-16. A nie? (<|:^P) Właśnie taki obrazek wyłania się z mnogości sieciowych memów, od “Bądź sobą, bo wszyscy inny są już zajęci”, do “Janek jest mądry. Bądź jak Janek”.

bądż sobą4

No to jeszcze raz. O co chodzi z tym byciem sobą?

Humaniści po doktoratach są zgodni, żyjemy w świecie indywidualizmu. I tu są cztery kwestie:

1. Indywidualizm nie leży w naszej naturze.


Ja nie się zawaham się powiedzieć, że indywidualizm jest sprzeczny z naturą i szkodliwy dla kondycji człowieka.
I dlatego też bardzo się cieszę, że już nie żyjemy w pełnym stanie natury i jakiejś “pierwotnej hordzie” używając freudowskiego wyrażenia, bo zapewne jeszcze pierwszego dnia zostałabym pożarta przez jakieś dzikie zwierzę. Nie sprawdzam się w grupie. Włosy stają mi na tyłku, kiedy mam być częścią “zgranego zespołu”. Nie znoszę gier zespołowych. Nawet w telewizji. Z przykrością wspominam Zieloną Szkołę w wieku lat 9. Raz w życiu pojechałam na kolonie i pomimo, że minęło od tego czasu już kilkanaście lat wciąż czuję wdzięczność, że rodzice dali się namówić, żeby mnie stamtąd zabrać w połowie. W innym razie do teraz wydałabym już miliony monet na specjalistów od głowy i tabletki na ładniejsze emocje. Ale wróćmy, bo ja tu znowu o sobie, a chodzi o ewolucję przecież. Ogrom czasu, kiedy cały nasz gatunek dostosowywał się do życia w społeczeństwie, do życia razem w bliskich więziach, po to, żeby przeżyć. Człowiek nie ma kłów ani pazurów. Wszyscy jesteśmy jak dresiarze, w pojedynkę czeka nas zguba. Wróć, byliśmy jak dresiarze, bo czasy się zmieniły, otoczenie się zmieniło, a naturę zastąpiła kultura. I to już nie tylko to, że istnieje więcej niż jeden znany i skuteczny sposób upolowania obiadu. Posunęliśmy się tak daleko, że bez polowania mamy nieskończoną możliwość wyboru produktów żywnościowych, sposobów ich przyżądzenia, a następnie zjedzenia.

2. Podziwiamy indywidualistów.

W zamierzchłych czasach, kiedy jesteś z nami = jesteś żywy, a jesteś sam = jesteś martwy, jedną z najdotkliwszych kar było wygnanie. Taka okrutniejsza forma zabicia, bo zamiast raz, a porządnie ukatrupić skazywało się biedaka na niepewność co, kiedy i jak go capnie. A może spadnie w przepaść? Ale czasami komuś takiemu udawało się przetrwać, być na tyle silnym i sprytnym, żeby przeżyć. I żyć w pojedynkę. Takiego kogoś nie można nie podziwiać. I nawet w XXI wieku mało kto jest odporny na romantyzm toposu samotnego wilka, kogoś na tyle silnego, by żyć poza społeczeństwem I mieć “w” co o nim się myśli.

W średniowieczu byli asceci, ludzie żyjący w jaskiniach, na słupach, na granicy życia i śmierci. Nie czarujmy się, nie każdy by tak potrafił.

W pozbawionym dramatu życiu poza grupą czai się siła i moc, której trudno nie pożądać.

3. Nie umiemy być indywidualistami.

Cierpimy na nadmiar możliwości, zbyt duży wybór opcji życiowych. Łatwiej jest wybierać, jeśli mamy zawężony wybór, np. wyjść za mąż i urodzić dzieci lub iść do klasztoru. Załóżmy, że naprawdę mamy wybór, zero przymusu, wtedy wybieramy po prostu to, co nam bardziej odpowiada.

Ale jeśli możemy wybrać co tylko chcemy? Co wtedy? Wtedy musimy wiedzieć czego chcemy. A z tym jest często jakoś trudno…

4. Indywidualizm nas niszczy.

Volant bardzo trafnie napisał niedawno, że to gdzie poznawać nowych ludzi to największy problem ludzi żyjących w milionowych miastach.

Naciskamy na indywidualność rozumianą jako inność, na nie bycie takimi samymi jak wszyscy. I trach, bo raz, gubimy w tym siebie, bo jeśli mam nie być taka jak mój ojciec, moja matka, ani Zosia, to jaka do cholery mam być? Ciągle pokutują w wielu z nas te wieki, kiedy ksiądz/ ojciec/ władca mówił co i jak jest właściwe. Wielu z nas chciałoby, aby ktoś im to mówił. A wszyscy chociaż czasami.

A jeśli ja nie wiem jaka mam być, to skąd mam wiedzieć, kto jest takli jak ja, żeby stworzyć z nim lub nią jakąś więź. Jesteśmy przyzwyczajeni żyć w grupach, społecznościach, rodzinach. Mało jest ludzi, którzy lubią być absolutnie w czymś osamotnieni.

To tutaj upatrywałabym źródła tego, że co jakiś czas bycie sobą przybiera inne mainstreamowe oblicza.

bądź sobą 3

Ale czy to znaczy, że jak jestem wytatuowaną weganką to nie jestem sobą?

Ależ nie. Znaczy, zależy od Ciebie i tego czy to naprawdę Ty, czy tylko to sobie wmawiasz.

W byciu sobą nie chodzi o inność. Zupełnie nie chodzi o inność. O inność chodzi w hipsterce, a to subkultura taka. Bycie hipsterem nie równa się byciu sobą. Hipster to hipster.

O co więc chodzi? Dla mnie o wolność, autentyczność i swobodę. O odpowiedzialność, ale nie w sensie karnym, tylko w sensie związku, poczucia tożsamości. O możliwość szczerego wypowiedzenia na głos: „Tak, to ja!” i „Tak, to moje!”. Bycie sobą to nie noszenie kratek kiedy modne są kropki. Bycie sobą to wiedza, czy wolimy kratkę, czy kropki i radosne zapełnianie szafy, kiedy nasz ulubiony wzór wypełni sieciówki. Ale też wewnętrzna zgoda na brak preferencji, pozwolenie sobie na wymianę szafy co sezon.

Bycie sobą to umiejętność przyznania „Lubię Justina Biebera” nawet jeśli wszyscy go aktualnie hejtują. Ale też umiejętność przyznania „lubię Florence”, nawet jeśli wszyscy jej teraz słuchają.

Bycie sobą to brak zakłamania.

Bycie sobą to znajomość własnych cech i natury.

Bycie sobą to zgoda na to co płynie z wewnątrz.

Bycie sobą to studiowanie prawa, kiedy ojciec prawnik nas na to namawia, a my właśnie tego chcemy.

Bycie sobą to nie robienie na złość. Ani innym. Ani sobie.

Bycie sobą to świadomość kierunku, w którym się poruszamy.

Bycie sobą to radosne tworzenie siebie właśnie. Bo nikt z nas nie jest dany raz na zawsze, zmieniamy się, ewoluujemy, projektujemy i re-projektujemy do końca życia.

bądź sobą 1

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

Close