Wiedźma Wie

GCA: Esencja Chin by Mały Biały Tajfun

Natalia z bloga Mały Biały Tajfun

Natalia z bloga Mały Biały Tajfun

Mam ambicję by stworzyć na Krasnoludkach przyjazną bazę wszelakich informacji na temat Chin. Sama cały czas opisuję Wam moje chińskie perypetie, podróże i dzielę się z Wami subiektywnym spojrzeniem na ten egzotyczny kraj. No, ale ja tam byłam tylko rok, a jak na Chiny to stanowczo zbyt krótko, przeleciało jak mgnienie, a tyle spraw, potraw i miejsc pozostało dla mnie nieodkrytych! Dlatego zaprosiłam do współpracy innych blogerów piszących o Chinach i Azji. Dziś pierwszy wpis z tego cyklu, wpis Natalii z bloga Mały Biały Tajfun. Zapraszam i zaręczam, że jest niezwykle ciekawy!

新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章

Napisz post gościnny – pisze Hai Le. O czym? O Chinach. Nie ułatwiła. Od wielu lat piszę o Chinach, każdy post koncentruje się wokół jakiegoś drobiazgu, jak niby mam napisać post „o Chinach”? Przecież ja Chin w ogóle nie znam!

Ponoć jeśli się do Chin przyjechało na trzy tygodnie, można napisać o nich książkę, jeśli na rok – doktorat, a jak na parę lat – obłożony wieloma rygorystycznymi zastrzeżeniami artykuł. Im dalej w las, tym więcej drzew. Skończyłam studia dalekowschodnie, gdy przyjechałam do Chin, znałam już język (przynajmniej tak mi się wydawało), a i tak przeżywałam tyle szoków kulturowych dziennie, że w końcu, dla własnego dobra, musiałam się do nich przyzwyczaić. Po przyzwyczajeniu przyszło wgryzanie się głębiej i zrozumienie, a jeszcze później – miłość do tych drobiazgów, które tak kłują w oczy na samym początku. Później przyszła nienawiść do tych innych drobiazgów, które na początku tylko lekko irytowały, ale ileż można!

Miłość zwyciężyła. Zamieszkałam w Chinach na stałe i potrafię się nimi cieszyć. Dziś właśnie o tych drobiazgach, które są dla mnie esencją chińskości.

1. Termos/butelka

Sprzęt, który my chętnie kojarzymy z wycieczką w góry/dzicz, jest niezbędnym wyposażeniem każdego Chińczyka wychodzącego z domu. Napełniony będzie gorącą wodą albo takąż herbatą – bez względu na porę roku, Chińczycy chętnie piją wrzątek. Herbata będzie źle zaparzoną zieloną liściastą herbatą – garść suszu wrzucona do butelki i zalana wrzątkiem daje gorzki, mocny smak, na który herbaciarz z prawdziwego zdarzenia parsknie z politowaniem. Młodsi wsadzą butelkę do plecaka czy torby, starsze panie zrobią na drutach albo szydełkiem dopasowaną torebeczkę na długim ramiączku, by było wygodnie nosić tę butelkę z sobą. Chińska butelka wędruje z Tobą wszędzie, a już w moim mieście, Kunmingu – zawsze, bo tu jest sucho i trzeba organizmowi dostarczać naprawdę dużo płynów. Oczywiście też mam taką butelkę i noszę ją ze sobą prawie zawsze.

2. Gorące śniadania

Dla Polaka normalnym śniadaniem jest chleb – kanapka itd. Od święta jada się jajecznicę czy frankfurterki, ale normalnie zapracowany człowiek nie ma czasu na takie bajery. Jedyną ciepłą rzeczą w śniadaniu jest popitka, czyli kawa bądź europejska podróbka herbaty. I już pędzę, lecę, za pół godziny muszę być w robocie.

Chińczyk na śniadanie je rzeczy różne, ale zawsze gorące. W zależności od regionu i osobistych preferencji, mogą to być bułeczki na parze, puste lub z nadzieniem, makarony pszenne bądź ryżowe z sosem albo w zupie, świeżo upieczone pszenne lub ryżowe placuszki, kleiki ryżowe na słodko czy słono, ryż z dodatkami, gorące mleko sojowe z podłużnym pączkiem youtiao… Możliwości bez liku. W niektórych domach gospodynie bądź pokolenie babć i dziadków wstają godzinę wcześniej, by zrobić takie śniadanie. Większość pracujących Chińczyków je śniadania na mieście – istnieją knajpy, które są otwarte tylko rano! W śniadaniarniach można kupić rozmaite wersje gorących śniadań i Chińczycy chętnie tam chadzają w drodze do pracy. Na Europejczyków patrzą w najlepszym wypadku podejrzliwie – przecież zimne posiłki szkodzą na żołądek!

Ja jadam wymiennie śniadania europejskie i chińskie. Polubiłam poranne kluchy – zwłaszcza zimą jest to cudowna alternatywa!

3. Tofu

Ilość sera na targach czy w sklepach jest porównywalna do ilości tofu w polskich sklepach i odwrotnie. Chińczycy z roku na rok piją więcej mleka i jogurtów, ale sery (z małymi wyjątkami) można kupić tylko w sklepach posiadających dział żywności importowanej. Z drugiej strony jest tofu, którego dziesiątki rodzajów można kupić na każdym targu czy w sklepie spożywczym. Świeżuteńkie, właśnie zrobione sery sojowe, bo tym de facto jest tofu, są marzeniem każdego europejskiego weganina. I choć zajęło mi trochę czasu przekonanie się do sojowych przysmaków, dziś sama smażę tofu z pomidorami, a zamiast sernika robię tofurnik.

4. Staruszkowie

W Chinach jest pełno starych ludzi. Jasne, polityka jednego dziecka i odwrócona piramida związana z ujemnym przyrostem naturalnym to jedna rzecz. Druga to to, że starsi ludzie są nieprawdopodobnie aktywni. Tłumnie jeżdżą autobusami, zajmują wszystkie wolne ławki w parkach, grając w madżonga, chińskie szachy czy w karty, tańczą tańce ludowe, ćwiczą taichi, łażą po górach. Jest ich pełno! Nie siedzą zamknięci w domach, dla rozrywki obserwując koleje intymnego życia sąsiadów, tylko żyją pełnią życia. Czasami są nawet dość irytujący (ach to rozpychanie się łokciami w autobusach!), ale mnie zazwyczaj skłaniają do tego, bym sama przestała narzekać na pogodę czy zły humor i wyszła z domu, bawiła się ze znajomymi – po prostu dlatego, że mogę.

5. Chińska medycyna

W Europie nadal są ludzie, którzy w nią „nie wierzą”. Całe szczęście, to nie jest magia, która działa tylko wtedy, kiedy się w nią wierzy, a normalna nauka: jeśli wbijesz igłę w to miejsce, otrzymasz taki efekt, jeśli postawisz bańki, będzie taki efekt, te zioła leczą z kaszlu, a te usprawniają pracę serca. Główna różnica między medycyną europejską a chińską polega dla mnie (z punktu widzenia użytkownika) na tym, że europejska uśrednia pacjentów, a chińska – indywidualizuje. Na rynek farmaceutyczny w Europie trafiają leki, o których wiadomo, że na każdego zadziałają tak samo – ten antybiotyk zabije taką a taką bakterię, bez względu na to, kto tę bakterię nosi i nie dbając o tzw. całą resztę organizmu. Tymczasem leczenie w chińskiej medycynie opiera się na tym, by każdy lek dobrać indywidualnie, żeby lecząc serce nie zaszkodzić na wątrobę, a lecząc grypę nie uszkodzić nerek. Nie ma więc leków działających tak samo na wszystkich ludzi – przecież każdy człowiek jest inny, każdy ma inne problemy, inny organizm.

W Chinach każdy ma alternatywę – pójść do lekarza medycyny chińskiej albo zachodniej. W obu typach szpitali i przychodni można płacić kartą tutejszego NFZ. Lekarze ci ze sobą współpracują – można ze zdjęciem rentgenowskim przyjść do lekarza medycyny chińskiej albo leczenie chińskimi ziołami zweryfikować zachodnim badaniem krwi.

Był czas, gdy anginę leczyłam antybiotykami. Teraz już nie muszę – znam mieszankę ziół, która po paru dniach postawi mnie na nogi. Był też czas, gdy nie mogłam zgiąć prawego kolana, a lekarze zachodni rozkładali ręce. Dwie sesje akupunktury i parę okładów zrobiło ze mną porządek i mogę biegać jak dawniej.

Jak widać, po paru latach w Chinach, moje życie trochę się schińszczyło. Nadal nie znam Chin – są za duże i zbyt różnorodne, żeby tak naprawdę je poznać. Z moim wycinkiem Chin, ukochanym Yunnanem, radzę sobie jednak całkiem dobrze, szoków jest coraz mniej, a nawet jeśli są, potrafię do nich podejść z łagodnym uśmiechem zamiast z obrzydzeniem i niechęcią. Czego i Wam życzę!

新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章新文章

Kim jest Natalia?

Sama mówi o sobie: nieuleczalna azjofilka, naturalizowana Yunnanka, od ośmiu lat pisząca blog o Azji, ze szczególnym uwzględnieniem ukochanego Kunmingu. Na jej blogu znajdziecie historie z codziennego polsko-chińskiego życia, informacje praktyczne, zdjęcia i dużo, dużo ciekawostek o Chinach ze szczególnym uwzględnieniem Yunnanu właśnie. Bloga Natalii znajdziecie TUTAJ.

 

A TY jeśli również piszesz o Chinach lub znasz blogera, który świetnie to robi i uważasz, że Twój / jego wpis powinien się znaleźć w moim cyklu to niezwłocznie mnie o tym powiadom pod adresem: do.krasnali@gmail.com

Kolejny post z cyklu już 16.09!

 

Polecam też Waszej uwadze mój gościnny wpis o Chinach napisany dla Owsianki i Kawy. Rozprawiam się w nim z naszymi stereotypami dotyczącymi Chińczyków.

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

Close