Wiedźma Wie

Jak odmienić związek w 7 dni? Medytacja dla par

Szczęśliwy, intensywny, ale harmonijny związek partnerski to chyba to o czym wszystkie marzymy. Żeby nie dość, że kogoś kochać i być kochaną to jeszcze czuć mocną tą specjalną, wyjątkową magię miłości i głębokie porozumienie dusz. Da się tak, czy nie? Każdego dnia przekonuję się, że się da i takie związki to nie tylko w bajkach, ale i na wyciągnięcie codzienności. Jeśli jednak Twój związek taki nie jest to jeszcze nic straconego, bo dobra i zarazem zła wiadomość jest taka, że każdy związek wymaga naszej pracy i zaangażowania, jeśli pozostawimy go samemu sobie to niemal na pewno z czasem zabije go rutyna i brak porozumienia.

Nie ważne na jakim etapie jest Twój związek, podzielę się dzisiaj z Tobą cudowną medytacją dla par, która pomoże Tobie i Twojemu partnerowi lepiej trafiać do Ciebie. Potrzebujesz tylko chęci, gotowości, swoich i partnera i 15 minut codziennie przez 7 kolejnych dni.

Tą medytację dla par poznałam podczas jednych z warsztatów ustawień systemowych, które od dłuższego czasu są moją ulubioną metodą pracy nad sobą. Prowadząca polecając ją powiedziała, że jest trudniejsza niż się wydaje, ale robi w związku więcej niż można by się spodziewać. W pełni się z tym zgadzam.

O co chodzi w tej medytacji?

Zasada jest prosta, codziennie przez co najmniej 7 dni, koniecznie zawsze o tej samej porze siadamy z partnerem naprzeciwko siebie i patrzymy sobie w oczy przez 15 minut. Bez wiercenia się i koniecznie bez żadnego gadania, tylko siedzenie w ciszy, w milczeniu i patrzenie sobie w oczy. Ta „recepta” na ulepszenie Twojego związku jest naprawdę bardzo prosta. Wymaga tylko odrobiny odwagi i szczerego zaangażowania. Warto.

Minęło już kilka tygodni od kiedy skończyliśmy z partnerem nasz siedmiodniowy cykl medytacyjny. Teraz z perspektywy czasu widzę, że zmieniło nas to bardzo. Trudno mi mówić o samej sobie, choć czuję, że jestem inna. Za to mój partner zmienił się może nie nie do poznania, ale w ogromnym stopniu. Stał się spokojniejszy, bardziej zharmonizowany i o wiele bardziej troskliwy i zdecydowany. Silniejszy.

Jeśli jesteście dokładnie ciekawe jak to może wyglądać udostępniam Wam mój dziennik, wrażenia z całego cyklu medytacyjnego dzień po dniu. U mnie właściwie każdy dzień miał swój temat, coś, dużo działo się między nami na poziomie energetycznym i zmieniało każdego dnia.

Mój medytacyjny dziennik

Dzień 0

Miał być dzień pierwszy, ale już zaraz po oboje postanawiamy potraktować ten dzień jako testowy. Medytacje postanawiamy robić codziennie o 21.35, a więc późnym wieczorem. Tego dnia nie zapalamy głównych świateł poprzestając na świeczkach i nocnej lampce, jest ciemno, za ciemno, widzimy nawzajem swoje oczy, ale nie widać ich głębi. Ja ciągle mrugam, moje oczy szybko się męczą i zaczynają boleć, szczególnie lewe. On zdaje się w tym wszystkim o wiele spokojniejszy. Patrzy w moje oczy spokojnym wzrokiem mrugając z rzadka. Mnie znów trudno się skupić i co chwila uciekam myślami. I wiercę się. Każda pozycja po krótkiej ledwie chwili wydaje się być męczarnią. A jednak czas medytacji zleciał mi nadzwyczaj szybko. Obstawiałam, że do końca będzie jeszcze z może 8 minut kiedy zadzwonił alarm. Wow. Dopiero w tym momencie dotarło do mnie jak mimo wszystko głębokie było to doświadczenie. Temat rozmowy po pierwszej medytacji to lęki. Moje lęki, jego lęki, nasze wspólne lęki dotyczące związku i przyszłości.

Dzień 1

Tym razem wybieramy wygodną siedząca pozycję na przeciwko siebie i w pełni zapalone światło. Różnica jest ogromna. Tym razem możemy nawzajem dojrzeć swoje odbicia w oczach partnera i powiem wam, że to chyba najistotniejszy element tej medytacji. Widzieć siebie w oczach drugiej osoby. Podczas medytacji przez głowę przetaczają mi się miliony zdań, których nie miałam jeszcze odwagi powiedzieć, a powinnam. I tak mówię do niego w myślach niemal przez cały czas trwania medytacji. Całuję go zaraz po oddzwonieniu alarmu oznajmiającego upłynięcie 15 minut. Później przechodzimy w seks i dzisiaj myślę sobie, że jeśli ktoś potrzebuje jednego, konkretnego i życiowego powodu, żeby zdecydować się na ten program, to niech będzie to seks. Po tej medytacji jest po prostu najlepszy.

Dzień 2

Najbardziej wariacki z naszych medytacyjnych dni. Krótki czas przed decydujemy się ulec ochocie na piwo. Jeszcze będąc gdzieś w mieście. Do domu docieramy tak późno, że kolację gotowałam w podskokach i połykałam w trzy minuty, żeby zdążyć przed medytacją. Dosłownie rzucamy wszystko co się da, w tym mój niedokończony makaron i otwarte piwa…

Za to kiedy już zaczynamy patrzeć sobie w oczy to nie możemy przestać. Po 15 minutach medytacji alarm oznajmiający koniec zaczął bezlitośnie dzwonić, a my nic. Ciągnęliśmy ją jeszcze jakiś czas, chyba nawet całkiem długi. Ta medytacja okazała się być dedykowana pewności, że nasz związek jest właściwy, a my jesteśmy dla siebie. Niesamowite uczucie. Prawie tak niesamowite jak maksymalnie skupiony na obecności w tu i teraz seks, do którego przeszliśmy płynnie po skończonej medytacji.

Dzień 3

Pomimo tego jak wspaniałe były doświadczenia poprzedniego dnia, dziś jeszcze przed południem robię się na Niego okropnie zła. Za co? Sama nie wiem, jak to się czasami potocznie mówi „za żywota”. Dopiero po czasie uświadamiam sobie, że to wybuchły we mnie wszystkie te bardziej i mniej błahe sprawy, które mi jakoś gdzieś przeszkadzały, ale nigdy nie zdobyłam się, żeby Mu o nich powiedzieć. W ogóle cały dzień jest jakiś taki „nie taki” i dla wszystkich wokoło moje potrzeby zdają mi się w ogóle nie istnieć.

Dla podkreślenia tej lekcji zaraz po pracy kiedy się spotykamy dostaję bólu żołądka. Najpierw lekkiego, łatwego do zignorowania, później coraz silniejszego. Oczywiście nic Mu nie mówię i staram się zachowywać jakby wszystko było w jak najlepszym porządku.

Podczas medytacji prawie już mdleję z bólu i nareszcie dociera do mnie o czym jest dzisiejszy dzień. O moich potrzebach i o tym, że zbyt łatwo przychodzi mi zapominanie o sobie i niepotrzebne poświęcanie się. Najgorszy ból brzucha w moim życiu trwał dobre 4 godziny i zmusił mnie do podjęcia się najtrudniejszej sztuki zaufania parterowi w dużo szerszych granicach niż do tej pory. Ból pokazał mi, że muszę dwie rzeczy, troszczyć się o siebie i ufać, że On też się będzie o mnie tak samo troszczył, inaczej to nie ma sensu.

Wieczorem przytulamy się tak mocno jak tylko się da i chyba po raz pierwszy w ogóle, jak zasypiamy spleceni ze sobą w takiej samej pozycji się budzimy.

Dzień 4

Widocznie weszliśmy już na całego w schemat medytacji, bo tym razem bez patrzenia na zegarek wiedzieliśmy, że to już pora. Zegarek tylko to potwierdził.

Dla mnie to jeden z najcięższych dni, twardo postanawiam, że tym razem będę tylko odbierała energię płynącą z Jego strony, a nie jak do tej pory skupiała się na wysyłaniu. Jest trudno, znów prawie cały czas mrugam i jest ciężko mi się skupić. Jest między nami walka o to, kto właściwie jest w naszym związku jest kobietą. Najdokładniej odbija się to tego dnia w seksie, gdzie oboje jesteśmy nastawieni głównie na branie i oczywiście nic z tego nie wychodzi. Potem był jeszcze spacer podczas którego mnie opłynęły oczyszczające fale emocji i myśli. I później rozmowa. I później jeszcze jedno podejście do dobrego seksu, tym razem zakończone więcej niż sukcesem.

Dzień 5

Nie wiem jak to się stało, ale alarm dziś nie zadzwonił i nasza medytacja trwała 35 zamiast 15 minut. Sprawdziliśmy czas dopiero momencie, kiedy obojgu nam było już tak niewygodnie, że głownie się wierciliśmy zamiast skupiać na medytacji. Jak poprzedniego dnia mamy dwa podejścia do seksu.

Dzień 6

Przed medytacją prowadzimy długą oczyszczającą rozmowę, która między nami dużo wyjaśnia i układa. Podczas medytacji po raz pierwszy to On w pełni kontroluje czas, a ja odpuszczam kontrolę. Wraca do nas to cudowne uczucie pewności jak drugiego dnia. Po medytacji długo i intensywnie się przytulamy.

Dzień 7

Zdecydowanie najbardziej intensywny dzień. Po raz pierwszy naprawdę udaje mi się odpuścić i nastawić jedynie na odbieranie tego, co płynie z Jego strony. Niesamowite uczucie niemalże wglądu we duszę drugiego człowieka. Po medytacji wymieniamy się doświadczeniami i odczuciami, oboje jesteśmy zgodni, że chcemy aby te medytacje na trwałe zagościły w naszym życiu.

 

Co medytacja dla par dała mojemu związkowi?

Powiem Wam, że byłam zaskoczona tym, jak bardzo mój partner polubił te medytacje. Zrozumiałam to w momencie, kiedy wyznał mi, że czynią go silniejszym psychicznie i dają poczucie bycia większym fizycznie, a stresy i codzienne smutki malały i traciły na ważności. Mówi także, że pomimo podobieństwa do klasycznej medytacji, gdzie również siedzi się w ciszy, oczyszcza umysł i skupia na jednym punkcie, ta wydaje mi się zupełnie inna, a fakt wykonywania jej w parze dodaje dodatkowej motywacji. Do jej wykonywania. No i cieszyły go też iluzje wizualne, które płatały mu jego oczy.

Ta medytacja dla par uczyniła nasz związek bardziej harmonijnym, głębokim i stabilnym, zabrała wiele lęków i wątpliwości. Oboje się zmieniliśmy na lepsze i chyba nareszcie jesteśmy wobec siebie zupełnie szczerzy.

Jak postanowiliśmy, medytacje nie zniknęły z naszego wspólnego życia i wykonujemy je za każdym razem kiedy coś jest nie tak, czy to z powodu nieporozumień między nami, czy to z powodu kiepskiego dnia jednego z nas. Jeśli mnie zapytacie, to choć znam wiele niezwykłych medytacji, ta zdecydowanie jest najlepsza.

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

Close