Wiedźma Wie

Odrodzenie. Czyli o świętach nie-katoliczki


Nie da sie ukryć, ze nie jestem katoliczka. nie obchodzę wiec nadchodzacej w najblizszych dniach Wielkanocy. a przynajmniej nie robię tego w znany większości sposób. Nie będzie u mnie ani malowania, ani święcenia jajek. w ogole nie bedzie u mnie żadnych jajek, bo tez ich nie jadam. Nie pójdę do kościoła i nie zjem uroczystego śniadania z rodziną, choć to akurat zazwyczaj robię. Powiem Ci, że o ile zweganizowanie Bozego Narodzenia na pożytek własny wychodzi mi zawsze łatwo i szybko, o tyle z Wielkanocą kończy niemal zawsze się na chlebie z rzodkiewką i ewentualnie parówkach sojowych.

Dlaczego obchodzę święta?

Bo tak, obchodzę. Trochę dla rodziców, trochę po swojemu. Trochę dla tradycji, trochę, żeby odczuć rytm życia. Tak, Boże Narodzenie i Wielkanoc przyszły na miejsce świąt pogańskich. Niektórzy z nas, tych rzekomo oświeconych i przebudzonych nawołują do powrotu do słowiańskich korzeni i odrzucenia chrześcijaństwa. Czy to dobre? Odpowiem z pewnością, że oczywiście, że nie. Bo nasza historia, tożsamość, spuścizna, to wszystko od jakiegoś tysiąca lat jest również chrześcijańskie, katolickie. I tego nic nie zmieni. To już jest w nas wszystkich. Też we mnie. Przyjmuję to do swojej świadomości i tożsamości. W tytule tego postu stoi, że katoliczką nie jestem, bo nie wierzę ani w Jezusa, ani nie czuję więzi i tożsamości z Kościołem. To jednak kulturowo należę do chrześcijaństwa. Pomimo ukończenia religioznawstwa, kierunku studiów, który dał mi ogromną wiedzę na temat wielu najróżniejszych religii świata, to wciąż w katolicyzmie odnajduję się najlepiej. Bo w tym jest moja historia.

Odrzucanie chrześcijaństwa, wyrzucanie go z pamięci i stanie w postawie „Teraz już tylko prawdziwy słowiański poganizm przodków” to tak jakby uważać, że ma się tylko pradziadków i rodziców. Zapominając o dziadkach. Albo jakby grzebać się w zamierzchłej przeszłości rodziny ignorując żyjących krewnych.

Święta odmierzają rytm życia

Któż z nas nie liczy roku od Bożego Narodzenia do Bożego Narodzenia? Przy Wielkanocy, nawet jeśli w tym roku w Polsce sypie śniegiem, wiadomo już, że to wiosna. Że przyroda na nowo się rodzi i odradza. Święto odrodzenia. Zawsze w tym czasie pochylam się nad tą myślą. Bo tak jak Boże Narodzenie urzeka mnie kiczem, lampionami, przyprawami i prezentami, tak Wielkanoc napawa mnie refleksją. Moje życie bardzo się zmienia. W zeszłym roku o tej porze nie zgadłabym, gdzie jestem teraz. Tak jak dwa lata temu nie zgadłabym gdzie byłam w zeszłym roku. I tak jak teraz nie wiem, gdzie życie mnie rzuci w ciągu najbliższego roku. Czy zostanę w Berlinie? Czy nadal będę się budzić obok tego samego mężczyzny? Czy nadal będę się zajmować kartami i prowadzić bloga?

A Ty?

 

Chcę Cię dzisiaj zachęcić do refleksji. Nie mam wiele do powiedzenia, ale chcę do Ciebie krzyknąć „Hej! Rozejrzyj się wokół! Czy dostrzegasz swoje życie?”

 

Z wiosną nadchodzi nowe. Wszystko się odradza, choć to tylko pozory, bo choć co roku kwitną tulipany, to nigdy nie jest to w kółko jeden i ten sam niepowtarzalny tulipan. To za każdym razem inne kwiaty, nawet te hodowane z tej samej cebulki, to jednostki, które tylko dla naszych oczu wyglądają tak samo.

 

Nie wiem jaki masz stosunek do świąt. Jakie i w jaki sposób obchodzisz. Życzę Ci jednak mnóstwa nadziei, refleksji, dostrzeżenia i docenienia przez Ciebie Twojego własnego, niepowtarzalnego życia. Dania sobie nowych szans. I nowej energii. Wiosny w sercu.

Przypominam Ci też mój najbardziej wielkanocny tekst, który powstał latem zeszłego roku, „Do czego potrzebna jest pokora? Post z Hellingerem, Jezusem i dziećmi w tle”.

 

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

Close