Wiedźma Wie

Czy piorę swojemu facetowi gacie? Czyli jak osiągnąć równowagę w związku.

równowaga w związku

równowaga w związku

równowaga w związku

Chodzę ostatnio przemęczona, z tym nieszczęsnym, a dobrze wszystkim chyba kobietom znanym potworkiem zwanym Jestem Nie Dość Dobra siedzącym mi na barana. A ciężki ci on… Wczoraj rano próbowałam odhaczyć wszystkie ważne zadania, żeby mieć wolny, leniwy wieczór. Bo 6 sezon Grimm’a już na Netflixie, a może i coś jeszcze. Dawno nie zaglądałam. Zamiast tego jednak spędziłam pełne 2 godziny walcząc o zmianę tła w zdjęciu do dowodu na całkiem białe. Wszechświat, nie ja wie dlaczego, ale było to dla mnie niemożliwe. Kiedy straciłam już resztki przekonania, że umiem obsługiwać jakikolwiek program graficzny / że jakikolwiek program graficzny jest w stanie działać na moim starym laptopie bez wyświetlania miliona błędów, pojawił się On i wybawił mnie od popadnięcia w całkowitą frustrację poprzez najprostsze zrobienie tego za mnie. I mam teraz na myśli ustawienie tła na zdjęciu, nie popadnięcie we frustrację.

Historia pewnego żartu

Wszystko może być impulsem i inspiracją do rozwoju. Chyba wszyscy przewodnicy od rozwoju, z którymi zdarzyło mi się pracować zwykli mówić, że gdybym tylko żyła świadomie i wyciągała wnioski, uczyła się z codzienności, tego co pokazują mi osoby wokół, to wcale nie potrzebowałabym żadnego Hellingera, czy innych hipnoz. Staram się podążać za tą radą najlepiej jak umiem. Dlatego ten wpis sponsoruje żart mojego partnera.

I teraz przechodzę do tego, dlaczego ten długi osobisty wstęp jest dla mnie tu konieczny. Bo po wszystkim rzuciłam, że w takim razie niech napisze za mnie jeszcze post na bloga. A on usiadł i zaczął pisać coś o tytule „Dlaczego robię swojemu facetowi pranie”, właśnie i co miało być zabawne, a zamiast tego zepsuło nam obojgu przedpołudnie. Jego tekst był o tym, jak to znalazłam swój cel w życiu piorąc jego gacie, że koniec końców jest to moja odwieczna rola jako kobiety, a w całość były jeszcze zamieszane moje spódnice… Takie rzeczy nie są śmieszne, nie wiem, czy bardziej poczułam się dotknięta tym żartem jako jego partnerka, czy jako blogerka, bo w jego zamierzeniu jego tekst miał imitować teksty wiedźmowe.

Bardzo ważna jest dla mnie wartość relacji w moim życiu. I piszę tutaj o wszystkich relacjach, też rodzinnych i przyjacielskich. Jeśli po raz dziesiąty proponuję komuś wypad na kawę i po raz dziesiąty słyszę wymówkę o barmictwie kuzyna, lub trudniejszy przykład, kiedy po raz dziesiąty jestem przez kogoś spychana na sam dół listy priorytetów, to przestaję próbować po to, by za jakiś czas wywalić tą osobę i z listy kontaktów w telefonie i Facebooka. Życie jest za krótkie na niewspierające relacje i osoby, którym na mnie nie zależy.

Fundament udanych relacji

Wartościowe relacje to dla mnie wszystkie te, które spełniają jeden jedyny najważniejszy warunek: są w równowadze, to znaczy balans między dawaniem, a braniem jest w nich zachowany. Jeśli czuję, że daję z siebie za dużo i to może być cokolwiek, traktowanie się poważnie, zabieganie o podtrzymywanie kontaktu, wykonywanie obowiązków domowych właśnie, dbanie o bycie atrakcyjną, dbanie o podtrzymanie pożądania i/ lub wkład finansowy, to wiem, że taka relacja długo nie przetrwa, albo nawet, że już jest martwa a ja tylko reanimuję trupa. (A trochę już tych trupów reanimowałam, żeby wiedzieć, że nie ma nawet nadziei na zombie). Dokładnie to samo tyczy się relacji i związków, w których to ja dostaję więcej niż inwestuję. Uciekam z nich. Każdy tak robi, bo to, co się otrzymuje, a nie jest w stanie oddać to ciężar nie do zniesienia. To jest odpowiedz na pytanie dlaczego ktoś się od nas odwraca/ nie jest wdzięczny jeśli tak dużo dla niego lub dla niej robimy. Bo ta wdzięczność to dług nie do spłacenia. Ale to zarazem i temat na odrębny artykuł.

Piszę to wszystko w pierwszej osobie, ale dobrze wiem, że to samo tyczy się i Twojego życia. Za dużo przeżyłam, słyszałam, widziałam i za dużo razy kładłam innym Tarota, żeby choć móc łudzić się, że od początku niezrównoważone związki mają jakiekolwiek szanse. Oczywiście, poziomnica mało którego lub żadnego związku pozostaje cały czas ustawiona na zero, ale chodzi o to, aby szalka przechylała się to na jedną, to na drugą stronę w miarę stałym rytmie.

Równowaga w związku. Jak ją rozpoznać?

No właśnie, stąd masz wiedzieć, czy Twój związek jest w równowadze, czy nie? Zapytaj siebie, bez wymówek. To jak Ty się czujesz w danym związku to jedyna wiarygodna miara + jak czuje się Twój partner. Jeśli dana relacja Cię męczy, jeśli nieustannie czekasz, że druga strona się zmieni, jeśli przytłacza Cię myśl jak odpłacisz, za całe dobro, które dostajesz, to coś jest mocno nie tak. To co dajesz i wyciągasz z danej relacji to nie musi być to samo, może nawet nie powinno, a przynajmniej ja w to wierzę, że życie i związki polegają na wymianie tego co nawzajem mamy w sobie. Wymiana banana na banana jest mało interesująca, że się posłużę mało kreatywną metaforą.

Zapytaj siebie:

Czy czuję się kochana równie mocno jak kocham?

Czy dostaję tyle wsparcia ile z siebie daję?

Czy poświęcam dla swojego związku tyle samo ile poświęca mój partner?

Czy wkładam w związek tyle czasu i strań ile otrzymuję?

Po tym jak już ustalisz sama ze sobą, czy Twój jest dla Ciebie zrównoważony, nie możesz pominąć jeszcze jednego niezwykle ważnego punktu. Który ja, przyznaję się, pominęłam. Chodzi oczywiście o szczerą rozmowę z partnerem. Bywa często, że punkt równowagi leży w różnych miejscach dla obu stron. To właśnie powód, dla którego piszę ten artykuł, bo koniec końców wychodzi, że dla mnie mój związek jest w równowadze, a dla mojego partnera niekoniecznie.

Dlaczego piorę swojemu facetowi gacie?

Najważniejsze w związku są bezdyskusyjnie wartości emocjonalne i uczucia. Ale codzienne życie ma również zupełnie praktyczną stronę, która również domaga się równowagi. I tu będzie o tych gaciach.

Jeśli chodzi o związki romantyczne, partnerskie, wiesz już pewnie, że wierzę, że kobieta i mężczyzna to stworzenia równe, ale różne. Dam Ci znać, jeśli tylko nauczę się poprawnie tłumaczyć swój sposób myślenia o tym. Wierzę, że i kobieta i mężczyzna mogą robić w życiu to samo, ale nigdy nie będzie to tak samo. Wierzę, że mamy w sobie inne energie, obie różne i obie tak samo ważne. Przy takim punkcie wyjścia można nieco (/bardzo) stracić orientację szukając punktu równowagi dla związku.

Nie uważam, że kobieta jest od prania, sprzątania i gotowania, a facet od zarabiania i picia piwa. Ale tak wychodzi, że mój obecny związek przyjął raczej taką formę, bo przy moich obecnych zarobkach nie ma takiej możliwości, żebym wkładała w nasze wspólne życie tyle samo co mój partner. (Ewentualnie piwa mogę pić więcej.) Nie jestem też typem księżniczki, która pozwoli się utrzymywać, a z siebie da tylko leżenie i pachnienie. Więc myślę sobie moim kobiecym rozumem, że jeśli już mój partner płaci nieproporcjonalnie więcej za to, co wspólne, ja mogę go przynajmniej odciążyć na gruncie obowiązków domowych. I piorę mu te nieszczęsne gacie i robię te wszystkie podobne rzeczy. Też dlatego, że wydaje się, że dla mnie takie pranie to łącznie 15 minut roboty licząc wysiłek od nastawienia pralki do składania suchych ubrań i zero myślenia, a dla niego znacznie więcej. Czego nie powiem swojemu partnerowi, (ale co on i tak przeczyta w tym artykule) to wyniki ciekawego badania, o którym czytałam jakiś czas temu bodajże w Wysokich Obcasach. Nie zalinkuję, nie pamiętam, nie wiem nic o wiarygodności, traktuj to więc tylko jako ciekawostkę. Wyczytałam, że to właśnie estrogeny odpowiadają za kobiecą wielozadaniowość. To dzięki nim my, kobiety potrafimy zmieścić milion zadań w jeden dzień, łączyć pracę zawodową z dbaniem o dom i rodzinę, czy odnosić w korporacjach. Bo estrogeny mają nam zapewniać zdolność wykonywania wielu zadań niemal na autopilocie, z minimalnym obciążeniem mózgu. Według tego samego artykułu, napiszę brzydko, dramat menopauzy na polegać na tym, że zaczynamy widzieć i reagować na świat jak mężczyźni.

To podobno dlatego ja, kobieta już rozwieszam pranie, zanim mój partner, mężczyzna w ogóle powiąże pełny kosz z brudami z potrzebą użycia pralki. Teraz sama z siebie niesmacznie żartuję, faktem jest jednak, że obecny układ daje mi właśnie poczucie równowagi, wkładania w związek tyle ile dostaję, choć w innych jakościach. Dla Ciebie ten układ w Twoim związku może wyglądać całkiem inaczej. I dla mnie na pewno zmieni się on z czasem, jeśli zmienią się warunki bytowe, czy priorytety, moje, mojego partnera i/ lub nasze wspólne.

Piszę ten artykuł jeszcze przed rozmową z moim partnerem o tym, jak dla niego jest zachwiana równowaga w naszym związku, więc coś może się zmienić już od jutra.

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

Close