Wiedźma Wie

Z zamkniętymi ustami

z zamkniętymi ustami

Nie wiem jak się spotkali. Ona była wolna i on był wolny. Poznali się chyba jakoś całkiem niedawno. Może w pracy, a może w kolejce w banku. Nieważne, tamten początek był nieistotny, nieważny, nieprawdziwy. Ona kiedyś z kimś już wcześniej była, ale im nie wyszło. I on też już kiedyś z kimś wcześniej był, ale im nie wyszło. To już było nieważne. Ważne było, że byli już zmęczeni zmarnowanymi szansami i najzwyczajniejszymi pomyłkami. Byli rozczarowani niespełnionymi nadziejami i marzeniami. On był zdania, że kobietom najlepiej wychodzi najpierw czekanie na miłość z założonymi rękami, a potem zdradzanie. Ona była zdania, że mężczyznom najlepiej wychodzi zabijanie w imię miłości, nigdy samo kochanie. To właściwie mogłoby być zabawne jeśli zauważyć, że teraz tych dwoje siedziało razem naprzeciwko siebie przy okrągłym stoliku w małej kawiarence. Oboje mieli ochotę na seks. Tylko i po prostu.

Zbliżała się Gwiazdka, za oknami było ciemno i prószył biały śnieg migoczący srebrzyście w blasku latarń. Zamówili rozgrzewającą herbatę z suszonych pomarańczy i goździków, i korzenne ciasteczka. Rozmawiali już chwilę zanim zaczęła się narracja.
Oboje bardzo chcieli się dziś ze sobą przespać. O tak. Bardzo chcieli.

– … mówisz mi, że obije jesteśmy dorośli. Tak mówią do siebie rozczarowani ludzie. Prawda? – On dokładnie wiedział do czego ona zmierza i właśnie tego chciał. Męczyło go jednak to flirtowanie.
Ona milczała przez chwilę starając się jak najlepiej dla siebie zrozumieć jego słowa. Chciała żeby nabrały przyjemnego posmaku. Chciała poczuć jego dłoń na swoim biodrze, tą dłoń która tak delikatnie gładził filiżankę ze stygnącym naparem…
– Chcę po prostu żebyś mnie do siebie zabrał. To wszystko. – Nie wytrzymała dłużej.
– Chodź. – Nie wytrzymał dłużej.

Zostawił niedopitą herbatę i wyciągnął do niej ciepłą dłoń, drugą ręką sięgając po płaszcze. Śpieszyli się, bo każde z nich bało się, że to drugie może się w każdej chwili rozmyślić. Wiesz, przypomnieć sobie o żelazku, albo umierającej cioci.
Wziął ją za rękę i zabrał do swojego mieszkania. To było całkiem blisko, więc poszli pieszo brodząc stopami w lśniącym puchu. Ale nie zauważyli tego. Świat wokół nich rozbłyskał barwami. Na granatowym niebie lśniła mnogość gwiazd, a z okien okolicznych mieszkań wyglądały kolorowe choinki obwieszone bombkami i lampkami. Prószył migotliwy śnieg, który od blasku przydrożnych latarń nabierał ciepłej barwy. Jednak niecierpliwe oczekiwanie wymazało z ich świadomości zdolność postrzegania otoczenia. I niemal wszystkie myśli. I tylko odczuwali, dotkliwe zimno. Oboje przeklinali się w duchu, że zapomnieli rękawiczek. Objęli się gładząc/ rozcierając swoje skostniałe od mrozu dłonie.
W końcu doszli. I kochali się.
Mniej więcej w tej kolejności.

Rano ona obudziła się pierwsza i nie miała zamiaru nigdzie iść. Chciała zostać i jeszcze z nim przebywać. Być z nim; być w nim; być obok niego; być dla niego; być przy nim. Przez chwilę leżała naga obok przyglądając się jak miarowo wznosi się i opada jego klatka piersiowa. Przysłuchiwała się jak oddycha. Wąchała jego oddech i jego wilgotnawą ciągle jeszcze skórę rozpamiętując jego słodkawy smak w ustach.
Bała się jednak, aby go nie obudzić. Bała się, że on każe jej sobie pójść i nie wracać. Najciszej jak potrafiła wstała więc i cichutko na palcach poszła zaparzyć dla ich dwojga kawy. I gdy tylko weszła do kuchni uderzyło ją jak bardzo pasuje do niej tutejszy chłód pomarańczowych płytek. Kuchenne blaty sprawiały wrażenie dopasowanych do koloru jej oczu, a szafki wisiały na odpowiedniej dla niej wysokości. W łazience było to samo, idealnie pasowała do kafelek, dywaników i baterii w kranie. I łóżko w sypialni było idealne. I przecież tak doskonale pasowała również do zdjęć w przedpokoju.

A kiedy jego obudziło burczenie ekspresu do kawy i również przyszedł do kuchni i on pomyślał o tym samym. Jak dobrze ona pasowała do jego życia.

– To nie jest możliwe. – Powiedział jakby odpowiadając na swoje myśli.
– Nie myśl o tym. – Odpowiedziała ona myśląc, że mówił do niej. I dla niej jego myśli były wyraźne.
– Nie możemy o tym wiedzieć. Nie wiem, czy to ty i ty nie możesz wiedzieć, czy to ja. Być może gdzieś tam jest ten najodpowiedniejszy ktoś dla każdego z nas. Ale może wcale go nie ma, albo żyje w Bangladeszu i jeśli nie wykorzystamy tej szansy, to już do końca życia będziemy samotni.

Wtedy on podszedł do niej i pocałował ją czule. Z zamkniętymi ustami, tak, jak królewicz całuje w bajce królewnę.

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

Close