Wiedźma Wie

Zmiany są dobre. Czy aby na pewno? + Czym jest strefa komfortu?

zmiany sa dobre

zmiany sa dobre

zmiany sa dobre strefa komfortu

Ktoś to musi w końcu powiedzieć. Głośno i wyraźnie i to zanim znów komuś stanie się krzywda.

Od dobrych kilku lat nie słabnie rozwojowy trend nawołujący do wychodzenia ze strefy komfortu. Jest to bardzo dobry trend, ale z jednym dużym „Ale!”. Zacznijmy je dnak od początku, czyli od wyjaśnienia sobie czym właściwie jest owa strefa komfortu, ponieważ pomimo częstego pojawiania się tego termimu w natłoku dochodzącej do nas papki informacyjnej wciąż często wiele z Was sygnalizuje mi, że nie wie o co tak dokładnie chodzi.

Definicja strefy komfortu

Strefa komfortu – strefa w codziennym życiu, która jest nam dobrze znana. Potoczna „proza życia”, czynności i zdarzenia, które powtarzają się dla nas tak często, że znamy je niemalże na pamięć. Często podczas ich wykonywania „przechodzimy na autopilota” w ogóle nie zastanawiając się ani nad tym co robimy, ani co się dzieje, pozwalamy się prowadzić nawykom. Strefa komfortu obejmuje wszystko to co znamy, w czym i z czym czujemy się pewnie i bezpiecznie.

(Starałam się napisać powyższą definicję jak najprościej i jak najbardziej obrazowo, – dajcie znać, czy mi się udało!) Biorąc pod uwagę powyższe, o co chodzi z tym wychodzeniem ze strefy komfortu? Po prostu chodzi o poszerzanie jej, o zwiększanie swojej bezy doświadczeń i umiejętności po to, aby czuć się w życiu pewniej i bezpieczniej. Jest to właściwie nasz obowiązek w XXI wieku szybkich przemian. Dziś nie da się zamknąć na rozwój społeczeństwa, technologii i żyć wciąż tak samo. Chyba, że zostając w tyle za światem i tym samym zamykając się na życie. Pomniejszając swoją strefę komfortu, a dokładniej pozwalając by ona się pomniejszała.

Bo jedyne co jest w życiu pewne to zmiana.

Często jednak mam nieprzyjemne odczucie, że wielu z nas, ludzi, ale również wszelkiego rodzaju nauczycieli zapomina właśnie o tym poszerzaniu. I całe to „wychodzenie” prowadzi wtedy do odwrotnych efektów. „Wyjdź ze swojej strefy komfortu!” to skrót myślowy, hasło, które intryguje, dobrze brzmi i jest o wiele bardziej kategoryczne niż „Poszerz swoją strefę komfortu!”. Dla mnie samej to drugie brzmi trochę jak zachęta do obżerania się i no wiecie, poszerzania obwodu pasa. No i oczywiście mówimy o logicznej konieczności, aby cokolwiek poszerzyć najpierw należy wyjść poza to, co już jest. Zarówno wyjście jak i poszerzenie wiąże się ze zmianą. To nierozerwalny ciąg przyczynowo skutkowy. Nierozerwalny. Ciąg. Poszerzanie. Nie da się tego zredukować to ciągłych zmian. To zupełnie nie o to chodzi!

Czy to znaczy, że zmiany są złe?

Nie, nie są. Zmiany są konieczne, są naturalne. Ale same z siebie nigdy nie są ani dobre, ani złe. Naprawdę. Czym dalej brnę w głąb zrównoważonej, zdroworozsądkowej duchowości tym… bardziej nerwowo reaguję na slogan „zmiany są dobre”. I to chociaż, aż wstyd się przyznać, sama go dość często używam. Jako tarocistka nie mam niemal sesji podczas której nie zapewniałabym swojej klientki, czy klienta o czekających go niebawem zmianach. Przy takich okazjach zapewnianie, że zmiany są dobre wydaje się koniecznością. Na całe szczęście też ludzie, którzy szukają pomocy z zewnątrz, również u mnie, to z reguły ludzie tkwiący w raniących i niewygodnych historiach, gdzie zmiana oznacza wyzwolenie. Abstrahując jednak od tego, dobro nie leży w naturze zmiany. Powtórzę, że nie leży w nich też zło. W naturze zmiany jest żałoba, żal, ekscytacja, niewygoda, nadzieja i trud. A trud ten polega również na tym, że to my same decydujemy o tym, czy dana zmiana jest dobra, czy zła. To zawsze jest subiektywna ocena, nawet jeśli wydaje nam się inaczej, ponieważ jest to ocena wynikająca z naszego sposobu patrzenia na świat.

Dlaczego jednak na samym początku tego tekstu użyłam słów „zanim znowu komuś stanie się krzywda”? Ponieważ wśród ludzi którzy mnie otaczają i którzy mnie odwiedzają diagnozuję coraz więcej przypadków „zmianoholizmu”, ludzi, którzy podążają wszędzie, byle za zmianami. Jakby w strachu, że „normalność” i „stałość” w życiu to gorsze niż sam Szatan. A wierzcie mi, dużo i jeszcze więcej można sobie w życiu napsuć taką filozofią.

 

Wartościowe? Podziel się!

O mnie

Współczesna wiedźma bez zadęcia, miotły i miotania zaklęć. Coach holistyczny i wróżka. Wierzy w głęboką wewnętrzną mądrość w każdym człowieku i to, że życiem rządzi miłość. I to, że naszym głównym zadaniem na ziemi jest doświadczać i dobrze się bawić.

  • Zmiany nie są ani dobre ani złe, ale przede wszystkim są nieuniknione. I wcale nie trzeba ich sobie zamawiać ani za nimi podążać. Same się dzieją 🙂 W tym „wychodzeniu ze strefy komfortu” chyba chodzi też o to, że jeśli ktoś często znajduje się w sytuacjach niewygodnych dla siebie, to potrafi się w tym lepiej odnaleźć, i kiedy przychodzi taka prawdziwa zmiana, która często jest nieproszona albo wychodzi zupełnie inaczej niż się oczekiwało itd, to będzie miał mniejszy problem z przystosowaniem. Ja osobiście bardzo lubię swoją strefę komfortu (którą rozumiem trochę szerzej – dla mnie to po prostu wszystko to, co już kiedyś robiłam i co jest mi już znane – niekoniecznie na codzień) a to, że ostatnio ciągle muszę z niej wychodzić napełnia mnie ubolewaniem, ale co zrobić kiedy tamtędy wiedzie moja droga 🙂

    • Nie wszystkie zmiany są nieuniknione. Część jest na własne rzeczenie. Ale zgadzamy się w tym punkcie, że wyhodzenie ze strefy komfortu czemuś ma służyć, a nie być sztuką dla sztuki 🙂

Close